Archiwa kategorii: Historie Pacjentów

pacjenci

Nadprzyrodzone Zdolności- Poza Granice Zmysłów

Share

Telepatia, jasnowidztwo, telekineza, zdalne postrzeganie, cudowne wyzdrowienia… Entuzjaści parapsychologii pragnęliby widzieć w nich prawdziwe fenomeny, sceptycy doszukiwać będą się manipulacji i zwykłego oszustwa. Czy jednak ludzki umysł nie jest zdolny do niezwykłych wyczynów, dających się przy tym wytłumaczyć naukowo?
Czy możliwe jest czytanie w myślach? Przewidywanie przyszłości? Cudowne uzdrowienia w beznadziejnych przypadkach chorób? Znalezienie odpowiedzi na te pytania współczesny człowiek powinien powierzyć nauce. Twórcy filmu rozmawiają z czołowymi ekspertami różnych dziedzin starając się odnaleźć trudno uchwytną granicę między prawdą a fałszem.
Współczesna fizyka kwantowa skłania się do poglądu, że tzw. „pole punktu zerowego” daje człowiekowi wszystkie, dziś jeszcze uważane za „ezoteryczne” możliwości, o których mowa w filmie. Einstein zaś twierdził wprost, że ezoteryka to wyłącznie to, czego jeszcze nie potrafimy zapisać równaniami. Więc… wiele przed nami fascynujących konkluzji!

Share

Pierre Franckh na temat mocy serca, przekonań i prawa rezonansu

Share

01 academy-resonance-dna-light

„To bardzo intrygujące móc współuczestniczyć w zmianie świadomości, ponieważ nowo odkryte prawdy naukowe wyraźnie wyjaśniają jej związek z prawem rezonansu i możliwość efektywnego wykorzystania naszych życzeń, by osiągnąć upragnione cele. Prawo rezonansu mówi, że wszystko we wszechświecie komunikuje się ze sobą przez drgania i wibracje. Wszystkie rzeczy i istoty żywe w znanym nam świecie posiadają własną wibrację – także wszystkie organy i komórki naszego ciała i cała materia. Jeśli zbadamy materię pod względem jej  energii drgań, stwierdzimy, że różne obiekty najczęściej drgają z różną częstotliwością – niektóre drgają z tą samą, inne z podobną. Wszystko obok nas – ludzie, rzeczy, zdarzenia – musi spotkać się z polem drgań, które wytwarzamy, jeśli rezonuje z częstotliwością naszego pola.
Tak jak wszystkie struny pianina rezonujące z wywołanym tonem muszą z nim współbrzmieć, tak i ludzie, rzeczy i wydarzenia nie mogą nie współbrzmieć, jeśli znajdą się w tym samym polu drgań co my. […]”

Instytut HeartMath, utworzony w 1991r., zyskał uznanie na całym świecie dzięki rewolucyjnym odkryciom. Przeprowadzono tam ważne badania w obszarze fizjologii emocjonalnej i wzajemnego oddziaływania na siebie serca i mózgu. Stosunkowo szybko, bo już podczas pierwszych badań, poczyniono zdumiewające ustalenia, stwierdzając jednocześnie, iż nie wiedziano o tym wcześniej – serce jest otoczone potężnym polem energetycznym. Mo ono średnicę około 2,5 metra!

To trzeba sobie wyobrazić: serce wytwarza pole energetyczne, której jest znacznie większe niż pole energetyczne mózgu! Dotychczas naukowcy byli przekonani, że to mózg ze swymi elektromagnetycznymi impulsami jest największym „nadajnikiem” w naszym organizmie! A teraz znaleziono pole energetyczne, które jest znacznie większe – ma ono taką siłę, że sięga daleko poza nasze ciało. Przyjmuje się, że pole energetyczne wychodzące z serca w rzeczywistości ma jeszcze większy promień, niż zmierzono. Jednak obecnie niedoskonałe jeszcze urządzenia pomiarowe nie pozwalają na dalsze pomiary. […]

A więc to serce jest tym organem, który rozdziela informacje! Ale w jaki sposób „komunikuje się” z mózgiem i innymi organami naszego ciała? Podczas kolejnych badań stwierdzono, że wszystkie informacje są przekazywane dalej za pomocą emocji. W naszych emocjach zawarte są zatem wszystkie informacje, poprzez które nasze serce powiadamia mózg i organy, czego nasze ciało potrzebuje w danym momencie.

Ale to nie wszystko! Kontynuując badania, odkryto, że pola elektryczne i magnetyczne wychodzące z serca wytwarzane są nie tylko przez nasze emocje, ale także przez nasze przekonania, a więc przez wszystko to, w co głęboko wierzymy i według czego kształtujemy nasze życie! Wszystko to staje się informacją w przesyłanej energii naszego serca i jest przekazywane nie tylko do naszego mózgu i naszych organów, lecz także wysyłane w świat. Nasze serce to swego rodzaju przekaźnik, który wszystkie nasze sądy i uczucia przekształca w drgania fal elektrycznych i magnetycznych. Fale elektromagnetyczne nie ograniczają się tylko do naszego ciała, ale sięgają daleko w świat wokół nas, docierając do wszystkiego, co je otacza. Nasze serce przekłada wszystkie nasze sądy, wyobrażenia i emocje na inny język – kodowany język drgań i fal, wysyłając je dalej. Jak silne są te wysyłane energie, pokazały badania przeprowadzone przez instytut HeartMath.

hearth field

Siła elektryczna sygnałów serca (EKG) jest do sześćdziesięciu razy większa od siły elektrycznego sygnału mózgu (EEG). Pole magnetyczne serca jest nawet pięć tysięcy razy silniejsze niż pole magnetyczne mózgu. Przez serce wysyłamy zatem znacznie więcej energii niż przez mózg. Dlaczego jest to dla nas takie ważne? To bardzo proste. Dzięki temu możemy wreszcie zrozumieć, dlaczego niektóre nasze oczekiwania spełniają się tak łatwo, podczas gdy inne nie mogą zamanifestować się w naszym życiu, chociaż zadaliśmy sobie tyle trudu i przeprowadziliśmy wizualizacje najlepiej, jak potrafiliśmy,

Jeżeli wciąż powtarzamy afirmacje lub tworzymy obrazy przed naszym wewnętrznym okiem, nie mając pełnego przekonania na poziomie uczuć co do ich spełnienia, nasz umysł wysyła jedynie fale elektromagnetyczne, podczas gdy nasze właściwe centrum uczuć – serce – wysyła w świat nasze rzeczywiste przekonanie, często nasze wątpliwości i lęki, z pięć tysięcy razy większą siłą. Konsekwencje tego są widoczne jak na dłoni – w naszym życiu może się spełnić w rzeczywistości jedynie to, w co wierzymy z całego serca. [….]

Tak więc w naszym świecie może się urzeczywistnić tylko to, w co wierzymy w głębi serca. Odnosi się to przede wszystkim do tego, co sądzimy o samych sobie. Zdanie, które mamy o sobie, określa nasz odbiór rzeczywistości. Oczywiście oznacza to także, że siłę i moc do kształtowania życia będziemy mieć dopiero wówczas, kiedy zrozumiemy, że wszelka siła i wszelka moc pochodzi z naszego wnętrza, a nie przychodzi do nas z zewnątrz. Świat zewnętrzny odzwierciedla zatem zawsze naszą wewnętrzną świadomość. […]

Czy to przez naszą energię serca, nasze DNA czy przez nasz umysł siłą naszych myśli wciąż wysyłamy na zewnątrz – czy tego chcemy, czy nie – impulsy, a te trafiają na energię innych ludzi. Ich energie nie mogą zachować się inaczej, jak tylko współbrzmieć z naszą energią, jeśli znajdą się w takim samym polu rezonansowym. W przeciwnym razie nie byłyby poruszone przez naszą energię. Oczywiście jesteśmy przyciągani przez tę energię, kiedy ona z nami współrezonuje. Jesteśmy bez przerwy nadawcą i odbiorcą.

Dzięki temu połączeniu ze wszystkim możemy na nowo przetasować karty naszego życia, ponieważ w ten sposób otrzymujemy możliwość zmiany wszystkiego w swoim życiu – obojętnie czy szukamy głębokiej, prawdziwej relacji miłosnej, uzdrowienia, czy też chcemy osiągnąć w swoim życiu zadowolenie z dóbr materialnych. Ponieważ jesteśmy ze wszystkim połączeni, nasze pole rezonansowe, które wytwarzamy w nas przez myśli i naszą wiarę, doprowadza do drgań także pola rezonansowe innych. Jeśli wykorzystamy tę umiejętność zręcznie, mamy możliwość przekształcenia naszego życia zgodnie z naszą wolą. Warunkiem tego jest znajomość prawdziwych treści naszych przekonań i myśli, świadome ich ukierunkowanie oraz odrzucenie wątpliwości i poczucia niższości.

heart

W naszym życiu uwidacznia się wszystko to, w co wierzymy i o czym najczęściej myślimy – obojętnie czy chodzi o odzyskanie zdrowia, czy o inne sukcesy. To, o czym jesteśmy przekonani dzieje się. Oczywiście i nasze obawy będą się potwierdzać, gdy w myślach obdarzamy je energią. A więc, czy chodzi o nasze obawy, czy o nasze najgłębsze tęsknoty? Pierwotnej przyczyny naszej rzeczywistości należy szukać w praprzyczynowej sile naszych myśli, które zgodnie z prawem rezonansu przyciąga do naszego życia wszystko, co z nimi współgra, to, do czego tęsknimy, ale i to, czego się obawiamy. Im bardziej wierzymy, że:

  • jesteśmy oddzieleni od wszystkiego wokół nas,
  • jesteśmy pozostawieni na pastwę losu,
  • jesteśmy ofiarami,
  • wszystko jest przypadkowe, a nasze życie składa się z szeregu chaotycznych, nieprzewidywalnych zdarzeń,
  • na świecie dzieje się niesprawiedliwość
  • nie mamy wpływu na choroby,
  • na nic już w naszym życiu nie możemy liczyć,
  • szczęście lub pech są rozdzielane nam na oślep,
  • nasze ciało jest nam obce,
  • nie mamy wpływu na naszą kreatywność,

tym bardziej będziemy podążać w takie ograniczające nas i pełne bojaźni życie. Jednocześnie odczuwamy pustkę i samotność, ponieważ zdystansowaliśmy się do własnej siły stwórczej, która jest w każdym z nas, a tym samym oddzieliliśmy się od własnej boskości. Dopóki oddzielamy się od własnej kreatywności, dopóki nie traktujemy siebie jako twórców własnego uniwersum, dopóty będzie płynąć ku nam życie ze swoimi niejasnymi i pozornie przypadkowymi zdarzeniami.

Nie musimy robić niczego innego, tylko zmienić nieco perspektywę naszego widzenia. Możemy np. rozpocząć od spoglądania na nasze codzienne życie innymi oczami. Klucz do zmian tkwi przede wszystkim w zrozumieniu, w jaki sposób jesteśmy związani ze wszystkim, co nas otacza, oraz w pojęciu, jak możemy świadomie zmienić nasze pole rezonansu, aby przyciągnąć do naszego życia doświadczenia, których sobie życzymy. Gdy tylko spojrzymy na siebie jako cząstkę świata, a nie jak na coś od niego oddzielonego, uczynimy pierwszy, najważniejszy krok umożliwiający przyciągnięcie do naszego życia wszystkich naszych życzeń i pragnień.

Od tej chwili nie będziemy już hołubić nierozważnie jakichkolwiek negatywnych myśli, wiedząc, że także one wytwarzają pole rezonansowe, które łączy nas z innymi i wpływa na nasze życie, kierując je tam, gdzie nie chcemy podążać. Jeśli zmienimy nasze wzorce przekonań, stare, obarczające nas przekonania i nasze zdanie o sobie, wtedy nie będziemy dłużej pobudzać do drgań wszystkich tych zdarzeń i ludzi, którzy dotychczas w negatywnym polu energii współrezonowali z nami, a to oznacza, że znikną oni z naszego życia. Zamiast tego przyciągniemy nowe doświadczenia i inne płaszczyzny do  naszego otoczenia, które zaczną współbrzmieć dzięki naszym pozytywnym myślom. ….]

Przekonanie, że nie jest się w stanie niczego zmienić w swoim życiu, niesie fatalne skutki, ponieważ to właśnie nasze przekonania piszą scenariusz naszego życia.Najnowsze odkrycia fizyki kwantowej, biologii kwantowej, nowoczesnej matematyki i epigenetyki, coraz wyraźniej pokazują, że to właśnie siła tkwiąca w naszych przekonaniach pozwala nam stać się takimi, jakimi chcielibyśmy być, począwszy od zdrowia po chorobę, od pracy układu immunologicznego po pracę naszych hormonów, od naszych możliwości samouzdrawiania aż po umiejętność radowania się życiem. Rzeczywiste ograniczenia egzystują tylko w naszej głowie. Poza nimi roztacza się przed nami obszar bezgranicznych możliwości. A najważniejsze jest to, że nie jesteśmy skazani w tym zakresie jedynie na naszą wiarę lub czyste przypuszczenia, ponieważ potwierdza to nauka, której badania umacniają nasze przekonania, udowadniając nawet, że naszymi przekonaniami wpływamy nie tylko na nasze życie, lecz na całe otoczenie. Siła naszych myśli i uczuć może inicjować wszelkie zmiany w naszym życiu, których tak bardzo pragniemy. Siła naszych przekonań może zmieniać nawet nasze DNA, pobudzać tkwiące w nas siły samouzdrawiania, wnieść do naszego życia szczęście i radość oraz pomóc osiągnąć wszystko to, co wydaje się nam możliwe. Najnowsze odkrycia naukowe udowadniają za każdym razem bez cienia wątpliwości, że nasze myśli, uczucia i przekonania są zdolne do wszystkiego. To one właśnie, pogłębione emocjami, są tym, co tworzy olbrzymie pole rezonansowe. […]

Im intensywniej dostosowujemy się do upragnionego celu, im intensywniej „przemyślimy” nasze zwycięstwo i wyświetlimy je przed naszym wewnętrznym okiem, tym lepiej rozwiniemy pole rezonansowe nasze i innych – pole, które wysyłamy i odbieramy. Tym samy przyciągniemy do naszego życia wszystko to, co może nam pomóc w osiągnięciu celu. Poza tym cały nasz organizm dostraja się do oczekiwanego zdarzenia. Dziś już wiemy, że rzeczywiście możemy stworzyć rodzaj „biblioteczki neuronowych połączeń” w naszym mózgu, jeśli będziemy wykorzystywać siłę wyobraźni właśnie w ten sposób.

Z tej perspektywy staje się zrozumiała większa skuteczność procesu wizualizacji. Jeśli świadomie, z pomocą siły wyobraźni, wchodzimy w upragnione sytuacje umysłem, optymalizujemy nasze pole rezonansowe i wzmacniamy nasze przekonania. […]

ACENDED-HUMAN-V-500x383

Pamiętajmy; podczas procesu „życzeniowego” najważniejsze jest nasze przekonanie. Jeśli jesteśmy o czymś przekonani, nasze serce wysyła energię z siłą pięć tysięcy razy większą niż mózg i wytrwale buduje właściwe pole rezonansowe. Także nasze DNA komunikuje się ze wszystkim poprzez to, w co wierzymy w głębi serca. Dopóki nosisz w sobie obrazy i uczucia zwątpienia lub niecierpliwości, twoje życzenie jest nieobecne i obdarzasz tę nieobecność energią. Tym samym ograniczasz swoje życzenie. Odwołujesz je, dopiero co je stworzywszy. Jeśli zajmujemy się brakiem, stwarzamy pole rezonansowe braku. Kiedy zajmujemy się pełnią czegoś, stwarzamy pole rezonansowe pełni. […]

Ostatnio czytałem o teście przeprowadzonym przez instytut badań zachowań. Pewien chłopiec miał rozwiązać zadanie matematyczne. Przed pierwszym testem poinformowano nadzorującego go nauczyciela, że chłopiec piszący test jest geniuszem matematycznym. Nauczyciel był podczas całego testu bardzo pozytywnie nastawiony do zdającego. Chłopiec wykazał się bardzo dobrym wynikiem, a jego mózg, który był podłączony do elektrod, pracował niebywale intensywnie. Podczas drugiego testu wymieniono nauczyciela matematyki, chłopiec pozostał ten sam. Tym razem powiedziano matematykowi, że chłopiec jest opóźniony w nauce. Już kiedy chłopiec przechodził przez drzwi, aby usiąść do testu, elektrody wykazywały blokadę w jego mózgu. Uprzedzenie, które matematyk żywił do niego, wywołało w mózgu chłopca dającą się zmierzyć blokadę. Pomiary pokazywały wyraźnie, że mózg nagle mógł pracować jedynie na zredukowanych obrotach. I oczywiście chłopiec nie wypadł za dobrze podczas tego testu.

Uprzedzenia, przesądy nie są niczym innym niż silnymi, ukierunkowanymi przekonaniami, które potrafią wpływać na drugą osobę jedynie przez wysłaną energię. Możemy hamować lub wspierać inne osoby, prezentując nasze zdanie na ich temat. […]

Chciałbyś zmienić swoich bliskich, zmień swoje zdanie o nich. Chciałbyś harmonii w rodzinie, to uwierz, że harmonia może istnieć. Wysyłaj swoją życzliwą energię, a zobaczysz, że twoi bliscy mogą wybrać inny sposób reagowania niż ich dotychczasowe wzorce. Jeśli zmienisz swoje zdanie o innych osobach, mają one szanse pokazania swoich innych stron. Przede wszystkim zmienią także zdanie na twój temat, ponieważ podobne przyciąga podobne. Tak samo wibrujące pola rezonansowe uzupełniają się. I nagle inni obdarzą cię również siłą i zaufaniem. […]

Jeśli tylko nieznaczna część ludzkości wywoła w sobie pokój, odzwierciedli się on – w widoczny i dający się zmierzyć sposób – w naszym otoczeniu. Dla fizyki kwantowej i bioenergetyki te procesy są w pełni zrozumiałe. Wyniki tych doświadczeń pokazują to, co od dawna zakładano, że siła naszych wewnętrznych przekonań wzmaga się, kiedy pewna grupa reprezentuje wspólny pogląd, emitując go do otoczenia.

PRAWO REZONANSU:

  • Istnieje pole energii, które łączy wszystko ze wszystkim.
  • To pole energetyczny komunikuje się z naszym polem rezonansowym.
  • Stwarzamy nasze pola rezonansowe poprzez język uczuć i przez energię myśli, przede wszystkim jednak przez nasze przekonania.
  • Te wysyłamy za pomocą pola serca, naszego DNA i naszej siły myśli.
  • Odległości nie odkrywają żadnej roli w przypadku pól rezonansowych, podobnie jak czas.
  • Dzięki prawu rezonansu jesteśmy połączeni ze wszystkim i wszystkimi.
  • Jeśli ktoś lub coś wchodzi z nami w rezonans, musi zareagować.
  • Wszystko, co wchodzi z nami w rezonans, jest na pewno przyciągane do naszego życia.
  • Również i my jesteśmy na pewno przyciągani przez pola rezonansowe innych, kiedy one współbrzmią z naszym polem rezonansowym.
  • Zawsze od nas zależy, jaki wewnętrzny potencjał drgań chcemy aktywować
  • Naszymi lękami stwarzamy to, czego się boimy.
  • Jeśli czegoś nie mamy, to znaczy, że nie stworzyliśmy temu właściwego pola rezonansowego. „

Pierre Franckh – „Prawo rezonansu”

źródło: globalneprzebudzenie.wordpress.com

Share

PROTOKÓŁ AUTOIMMUNOLOGICZNY- czyli o diecie w chorobach autoagresywnych

Share

Ponieważ mam wielu Podopiecznych QUANTEC`OWYCH, obarczonych przeciążonym układem immunologicznym, bądź zmagających się wręcz z chorobami autoagresywnymi- czyli takich, którzy muszą przejść na specjalną dietę ograniczającą autoagresję organizmu- postanowiłam przytoczyć na KWANTY.PL esencjonalny, znakomity, ultrakompetentny artykuł z bloga ajwendieta.pl . Polecam jego lekturę i wdrożenie- to biblia dla wszystkich, którzy zmagają się z chorobami autoimmunologicznymi. Polecam również lekturę tego bloga- bo jest po prostu DOBRY.

Pokrótce: Jakie objawy mogą wskazywać na chorobę autoimmunologiczną?

bóle mięśni i stawów
brak energii,
ciągłe zmęczenie
drażliwość, zmiany nastrojów
niska odporność organizmu
wypadanie włosów lub łysienie plackowate
łuszczyca
bóle jelit lub jelito drażliwe
suche śluzówki
problem z pamięcią i koncentracją
drętwienie kończyn
pokrzywka
atopowe zapalenie skóry
powtarzające się poronienia

Najczęściej spotykane choroby autoimmunologiczne:

choroba Addisona
niedokrwistość złośliwa
zapalenie skórno-mięśniowe
toczeń (różne odmiany) SLE
stwardnienie rozsiane SM
zespół Sjögrena SS
twardzina układowa PSS
zespół antyfosfolipidowy APS
zapalenie wątroby AIH
mieszana choroba tkanki łącznej MCTD
zapalenie wielomięśniowe PM
zapalenie skórno-mięśniowe DM
reumatoidalne zapalane stawów RZS
Hashimoto
Graves Basedow
cukrzyca typ 1
celiakia

Po znakiem zapytania są schorzenia, które podejrzewa się o podłoże autoimmunologiczne:

schizofrenia,
endometrioza,
sarkoidoza,
łysienie plackowate,
łuszczyca,
rumień,
niepłodność,
atopowe zapalenie skóry

Nie tylko geny mają wpływ na rozwój autoagresji, ale również wiele czynników zewnętrznych- np. żywność. Wiele produktów powoduje zaburzenia w naszym układzie pokarmowym doprowadzając do rozwoju chorób autoagresywnych. Przykładem są cieknące jelita, przez które niewielkie ilości trujących związków, toksyn, niestrawionych elementów czy kulek tłuszczu (homogenizatów) przedostają się do układu krwionośnego. Później trafiają do wątroby, stawów, trzustki i innych narządów powodując rozwój stanów zapalnych. Następny etapem są już choroby autoimmunologiczne.

WSZYSTKO ZACZYNA SIĘ W JELITACH

Żywność zmodyfikowana genetycznie, nierozpoznawana przez nasz organizm, przez co źle trawiona (np. gluten), martwa (paczkowana) czy mocno obrobiona termicznie ma ogromny, negatywny wpływ na nasz organizm. Brak bakterii i odpowiednich enzymów, nadmiar węglowodanów, obecność lektyn, kazeiny, antybiotyków, sterydów, stymulatorów, chemii, homogenizatów, kwasu fitynowego czy nawet działających prozapalnie olei roślinnych to czynniki, które również mają wpływ na rozwój chorób autoimmunologicznych. Jeśli dodamy sobie do tego ciągły stres, który jest dolegliwością naszych czasów, infekcje, szczepienia, zakażenia bakteryjne czy wirusowe to robi się tego naprawdę dużo!

Poniżej lista czynników, które także mają wpływ na rozwój chorób autoimmunologicznych:

  • geny
  • niewłaściwa flora bakteryjna w jelitach i cieknące jelito
  • niewłaściwe pH żołądka
  • niedobory składników pokarmowych
  • dysfunkcja nadnerczy
  • niewłaściwy poziom hormonów płciowych
  • niski poziom witaminy D3
  • za mało lub za dużo jodu
  • nietolerancje pokarmowe i alergie pokarmowe
  • zatrucia metalami ciężkimi (zaburzenia metylacji – MTHFR)
  • candida
  • pasożyty

W chorobach autoagresywnych kluczowe znaczenie ma DIETA. Pod poniższym linkiem znajdziecie Państwo WSZYSTKIE SZCZEGÓŁY. Bardzo proszę ZAPISAĆ I WDROŻYĆ. Wtedy będziemy wspólnie jeszcze o krok bliżej Państwa szybkiego powrotu do zdrowia!

Protokół Autoimmunologiczny

WEBINARIUM NA TEMAT CHORÓB AUTOIMMUNOLOGICZNYCH 

Share

Witamina C, podstawy czyli co, jak i kiedy – dr Suzanne Humphries

Share

Pewien aktywny w latach 50-tych lekarz wypowiedział dość kąśliwy komentarz na temat swoich kolegów po fachu. Stwierdził, że:
„istnieją lekarze, którzy woleliby stać obok i patrzeć jak ich pacjent umiera niż podać mu kwas askorbinowy, ponieważ w ich ograniczonych umysłach istnieje on wyłącznie jako witamina”.
Te słowa wypowiedział dr Frederick Klenner, który był wybitnym lekarzem w latach 50-tych. Jest autorem wielu artykułów, w których szczegółowo opisał w jaki sposób z powodzeniem stosuje witaminę C w leczeniu tężca, polio – wyleczył 100% swoich pacjentów chorych na polio – ukąszeń węży i pająków, odry i innych chorób zakaźnych.

Jeśli nie rozumiesz czym jest wolny rodnik i w jaki sposób wywołuje stres oksydacyjny w organizmie, to naprawdę trudno będzie ci zrozumieć jak i dlaczego witamina C lub jakikolwiek inny antyoksydant kontroluje uszkodzenia i zapewnia dobre funkcjonowanie organizmu.

Zalecane dzienne zapotrzebowanie żywieniowe na witaminę C dla ludzi jest raczej śmieszne.
Naczelne na wolności zjadają dziennie około 30 miligramów na kilogram. Świnka morska, niezależnie od tego czy żyje dziko czy w laboratorium, potrzebuje dziennie około 33 miligramów na kilogram. Kozy wytwarzają 185 miligramów dziennie na kilogram.

Lekarz nazwiskiem Steve Hickey pisze o licznych błędach przy ustalaniu tego zapotrzebowania popełnionych przez Narodowy Instytut Zdrowia oraz o błędnej analizie przeprowadzonej przez Instytut. Przeprowadzający badanie za „normalny” uznali poziom powyżej 28,4 mikromoli na litr. Ja nie uważam go za normalny, ponieważ wiem, że przeciętny mężczyzna, jeśli zjada 2 owoce kiwi dziennie, może podnieść swój poziom do około 70 w mięśniach szkieletowych. Badacze ustalili, że 13% tych mężczyzn znajdowało się poniżej normy, mniej niż 28,4, a ten mały procent, dokładnie 3%, wskazuje osoby z całkowitym niedoborem, na granicy szkorbutu, przy 11,4 mikromolach lub mniej.

Witamina C oddaje elektron i staje się tym zużytym rodzajem lub kwasem dehydroaskorbinowym. Ten kwas może spotkać różny los. Może znaleźć się w komórce i zostać przetworzony w kwas askorbinowy. Tam też może działać i zająć się innymi reaktywnymi formami tlenu. Może także trafić do mitochondriów, ponieważ one również mają jeden z tych specjalnych transporterów, i zostać przetworzony w zwykły kwas askorbinowy. Tam może się zająć innym problemem. Okazuje się, że mitochondria biorą zużytą witaminę C i przechowują jej znaczne ilości, ponieważ wytwarzają dużo toksycznych reaktywnych form tlenu, na które trzeba zareagować natychmiast, bo inaczej zniszczą te mitochondria.

Pełny transkrypt znajdziecie Państwo TU:

Share

O szyszynce i jej aktywacji

Share

Gruczoł, od którego zależy nasza duchowość, system immunologiczny, nastrój, system neurologiczny- i nasza zdolność kreowania naszej rzeczywistości: SZYSZYNKA- moim zdaniem- centrum postrzegania i źródło wiecznej młodości. W moich QUANTEC`OWYCH TERAPIACH PRZECIWSTARZENIOWYCH temat szyszynki i dymetylotryptaminy odgrywa niezwykle znaczącą rolę.

Obejrzyjcie- to jeden z kompetentnych filmów na temat SZYSZYNKI I JEJ AKTYWACJI. Warto!

Share

Jak zrobić dwupunkt?

Share

Wielu przyjaciół pyta mnie: jak zrobić dwupunkt…? (najprostsza, pryncypialna technika kwantowa, której każdy może się dość szybko nauczyć- i nie potrzeba do tego czterech dni warsztatów- wierzcie mi!). W ramach propagacji wiedzy Wojowników Światła (do których się zaliczam z całego serca i duszy), która powinna rozprzestrzeniać się we wszechświecie- ku wzrostowi ogólnego poziomu wysokiej wibracji (czym jest zainteresowany każdy świetlisty byt)- umieszczam artykuł- jeden z wielu osobistych opisów procedury, którą możesz zmienić swój świat. Każdy pracuje inaczej- metod tak naprawdę tyle, ilu praktykujących. Oto jedna z nich- niebawem następne. Pamiętaj : nie musisz robić wszystkiego tak samo, jak autor poniższego artykułu- podążaj za głosem własnej duszy, baw się, ciesz się, że możesz wszystko!
Jako wieloletni praktyk technik kwantowych- ze wszystkimi stopniami możliwych uprawnień odpowiadam: sposobów jest wiele- idea jest jedna i spójna. Jeśli poszukamy w tym wszystkim swojej własnej drogi technicznej- staniemy się zmianą- a o to w tym wszystkim przecież chodzi. Poniżej interesujący i kompetentny artykuł Pan Krystiana Defera- jedna z propozycji spojrzenia na dwupunktową procedurę- z perspektywy własnych doświadczeń autora. Warto przeczytać !

Metoda dwupunktowa uzdrawiania w świetle fizyki kwantowej

Najnowszym orężem w walce z wszelkimi chorobami, czy to przewlekłymi czy śmiertelnymi, jest bez wątpienia metoda dwupunktowa. Co więcej, ma ona uniwersalne znaczenie. Bez wątpienia jest adekwatna z magią. Z tą jednak zaletą, że nie trzeba poświęcać tyle czasu, praktycznie wielu lat, na zgłębianie jej tajników, co charakterystyczne jest dla magii ceremonialnej, nie trzeba przechodzić wszystkich stopni wtajemniczenia. Jej forma (metody dwupunktowej) jest bardzo prosta i na jej opanowanie potrzeba praktycznie dwóch, trzech lekcji. Opanowanie jej jest zaś podobne do nauki jazdy na rowerze. Na rowerze wystarczy raz się nauczyć jeździć i ta umiejętność wystarczy nam na całe życie. W metodzie dwupunktowej jest podobnie. Jak twierdzę również, metoda dwupunktowa może dotyczyć niemal każdej kwestii, która dotyka człowieka. Czyli można ją zastosować także w finansach, w uczuciach, w karierze zawodowej czy w poprawie stosunków międzyludzkich. Oczywiście metoda ta nie jest w 100% skuteczna. Gdyby tak było, to chyba załamalibyśmy warunki życia na Ziemi, bo oto wszyscy staliby się milionerami, szpitale trzeba by zamknąć, a lekarze straciliby pacjentów, itd. Pewien ład i porządek na Ziemi nie pozwoliłby na takie zmiany.

Ale! Otóż jest ale! Można wiele zrobić, korzystając z tej metody. Wiadomo na przykład, że alchemicy wiele stuleci szukali metody, aby stworzyć złoto. W konsekwencji nie udało im się to z przyczyn wiadomych, ale wynaleziono przy tym porcelanę, która była wówczas równie cenna jak złoto. Więc, rzeczywiście, nie możemy za pomocą metody dwupunktowej zmienić realiów świata, ale możemy stosując ją niejako „wytworzyć porcelanę”, czyli możemy sobie znacznie pomóc. I jest tak zaiste, oto metoda dwupunktowa działa najlepiej w takich sprawach, w których „Świat” jest gotowy i pozwala nam na te zmiany, w których mamy „prawo” dokonać zmiany.

Najczęściej dotyczy to naszego zdrowia, stąd metoda ta jest tak skuteczna w przywracaniu zdrowia. Kto bowiem nam odmówi tego prawa do zdrowia? Z tej przyczyny raczej nie zaleca się stosowania metody dwupunktowej z zamiarem wygrania jakiejś większej kwoty w lotto, bo jest wtedy raczej nieskuteczna. Sam osobiście próbowałem raz czy drugi wykonać taki eksperyment. Lecz, jak zgadujesz słusznie, Szanowny Czytelniku, trud ten był nieskuteczny. Jednakże z formalnego punktu widzenia nie jest to zakazane. Trzeba próbować. Stale próbować. Jeśli w jednym nie skutkuje, to pomoże w drugim. Jedno wiadomo, stosując pewną małą zasadę niejako „higieniczną”, można wiele uzyskać. Ta zasada sprowadza się do zastosowania od czasu do czasu przerwy w jej stosowaniu, podobnie jak stosuje się takie przerwy w pracy z wahadełkiem. Nie dyskwalifikuje to jednak tej metody, bo w życiu nie ma praktycznie żadnej metody działania, która byłaby w 100% skuteczna. Na pewno to tylko wiadomo, że każdy musi umrzeć prędzej czy później.

Metoda ta jest metodą kwantową. To znaczy wykorzystuje ona zjawiska z Poziomu Unitarnego[*] (Pole Kwantowe, Poziom Punktu Zerowego itp.) do realizowania pożądanych rozwiązań. Oczywiście, fizyka kwantowa, choć odkryta dopiero w XX wieku, działała, jeśli tak można powiedzieć, od zawsze, odkąd istnieje świat, przynajmniej w takiej formie, w jakiej znamy go dzisiaj. Jednak głębsze ustalenia, dotyczące funkcjonowania naszych, ludzkich umysłów, częściowo dotyczące nawet naszych dusz i osobowości, oraz doświadczenia ezoteryczne zgadzają się z ustaleniami fizyki kwantowej albo ogólnie mówiąc, rzeczywistości kwantowej. Te narzędzia, które dzisiaj nam daje rzeczywistość kwantowa, były znane i wprzódy, lecz funkcjonowały pod innymi nazwami niż na przykład pojęcia fizyki kwantowej, takie jak: alokalność przestrzenno-czasowa, superpozycja, nieoznaczoność, ziarnistość (kwantowość) czasu i przestrzeni itd. Istnieje uzasadnione podejrzenie, iż źródła magii, i to tych różnych jej typów (magia ceremonialna, chaosu, wysoka i niska magia itd.) należy doszukiwać się w sposobie uprawiania rzeczywistości kwantowej. A więc takie terminy jak: Plan Astralny, Egregory, myślokształty i wiele wiele jeszcze innych można wyjaśnić terminami fizyki (rzeczywistości) kwantowej.

To moje podejrzenie wzmacnia i to, że gdy mówimy o metodzie dwupunktowej, to nie mówimy o tych samych procedurach w każdym przypadku. Praktycznie każdy, kto wykonuje dwupunkt, wykonuje go w sposób autorski i nieco odmienny, powiedzmy, od procedury innego człowieka, który także go stosuje. Potwierdza to w pewien sposób to, iż dwupunkt ma wiele wspólnego z magią. Wszak rodzajów magii jest bez liku. I każdy mag ma także swoje wypróbowane metody magiczne. Co więcej, metody jednego maga będą praktycznie bezużyteczne dla innego maga. Oczywiście, istnieje pewien wspólny kościec, który jest powielany przez wszystkich magów. I w metodzie dwupunktowej także istnieje pewien wspólny rdzeń, którego muszą przestrzegać wszyscy ją stosujący. Różnice istnieją w szczegółach. Ale jednak w dość istotnych szczegółach. W tej publikacji przestawię nie tyle inną, co bardziej rozwiniętą metodę dwupunktową. Wykorzystam w niej cały arsenał wiedzy na temat rzeczywistości kwantowej, działania podświadomości oraz właściwości Pola Serca. Nim to nastąpi, wyjaśnię pokrótce właściwości Pola Serca.

Oto wiadomo, że pole magnetyczne serca jest około 5000 razy silniejsze od pola magnetycznego mózgu i reszty ciała. A samo serce ma niejako własną inteligencję. Znajduje się bowiem w nim siedziba Podświadomości (Ku). Serce stanowi centrum miłości i uczuć wyższych. To wszystko można wykorzystać w metodzie dwupunktowej. Jeśli mowa tu o Podświadomości, to w przypadku metody dwupunktowej chodzi tu głównie o Intuicyjny charakter Podświadomości (Ku). O jej ścisłą korelację z prawą półkulą mózgu. Intuicyjną półkulą mózgu. Logikę trzeba i należy choćby nawet częściowo wyłączyć. O tyle częściowo, iż przecież sama metoda i jej procedura rządzi się żelazną konsekwencją i przyczynowością, więc zupełnie nie odcinamy się wówczas od logiki. Staramy się jednak ją wówczas maksymalnie zawiesić (logikę, rozum).

Jak więc wyglądałaby moja propozycja metody dwupunktowej. Opiszę ją szczegółowo.

Pamiętajmy o tym, że w każdej wersji metody dwupunktowej mamy dwa punkty. Nazwijmy je: (-) i (+). Jeden z tych punktów reprezentuje problem, a drugi brak problemu, ewentualnie rozwiązanie problemu lub inaczej stan pożądany. W Polu Kwantowym, inaczej na Poziomie Unitarnym, dozwolona jest superpozycja stanów, czyli inaczej układ może być naraz w każdym z pojedynczych stanów, a zarazem w kombinacji liniowej tych stanów. Jeżeli my koncentrujemy się na dwóch stanach, na (+) i na (-), możemy mocą swej nadświadomości doprowadzić do superpozycji tych stanów i do splątania kwantowego tych dwóch stanów. Do tego możemy wykorzystać nasz stan świadomy, czyli Lono, czyli naszą uwagę, wystarczy, że wyrazimy takie życzenie powołując się przy tym na naszą Nadświadomość (Kane). Oczywiście, to nie Kane to sprawi, bo nie możemy z poziomu Lono ingerować na Kane, to sprawi nasze Lono i powołanie się na Moc i Potęgę Kane. Co więcej, z fizyki kwantowej wynika, że jeżeli mamy dwa stany splątane kwantowe, to może dojść do takiej sytuacji, że te dwa zamienią się swoim stanem kwantowym. I najważniejsze jest to, że one muszą zmienić stany przemiennie. Wystarczy wiedzieć, że i tu dokona się to wskutek naszej woli (Lono).

Analogia jest tu taka, iż jeżeli istnieją na starcie dwa fotony (albo elektrony) splątane kwantowo, i chociażby poruszały się w potem w przeciwnych kierunkach, jeśli w jednym dokona się zmiana stanu kwantowego, to w drugim, bez względu na odległość, dokona się natychmiast przeciwna zmiana, inaczej mówiąc przeskok kwantowy, czyli (-) zamieni się kwantowo z (+). W metodzie dwupunktowej właśnie korzysta się z tego przeskoku kwantowego. W ten sposób uzyskuje się „uzdrowienie” , jakiejkolwiek by to nie dotyczyło sprawy. Dr Richard Bartlett opisuje w swoich pionierskich książkach, że w ten sposób dokonał wielu wyzdrowień skoliozy: po dwupunkcie następowało zupełne wyprostowanie kręgosłupa u wielu jego „pacjentów”. Owszem, czasami może dojść do tak spektakularnych efektów ozdrowieńczych. Lecz skolioza nie jest związana z jakimiś większymi zmianami patologicznymi. Owszem, rzeczywiście są zmiany kręgów kręgosłupa, ale zabieg dwupunktu czasami nawet jednorazowy może tu pomóc. W przypadku jednak poważniejszych, patologicznych zmian tkanek, jeden zabieg dwupunktu może nie wystarczyć. Lecz już nawet po pierwszym zabiegu widać korzystne zmiany.

W ogólności przy dużych zmianach patologicznych korzysta się także ze wspomnianego już Pola Serca, inaczej Poziomu Serca lub Przestrzeni Serca. Należy tylko po splątaniu kwantowym tych dwóch stanów, czyli (-) i (+), umieścić je swoją wolą (Lono) w Przestrzeni Serca. I bacznie obserwować tam swoją uwagą, co będzie działo się z naszą „chorobą” . Można tak splątane dwa stany „trzymać” w Przestrzeni Serca wiele minut. Co w konsekwencji doprowadzi do skumulowania się efektów działania dwupunktu, do zwielokrotnienia jego efektów korzystnych. To między innymi zauważył inny pionier metody dwupunktowej, dr Frank Kinslow. Dlatego iż Serce jest siedzibą i domem Podświadomości (Ku), więc tego typu procedura uaktywnia działanie i skuteczność całego zabiegu. Po jakimś czasie, być może nawet po wielu minutach (co zależne jest już od indywidualnego przypadku) na zakończenie zabiegu należy dokonać, swoją wolą, owego ostatecznego przeskoku kwantowego, i wyrazić wolę, by punkt związany z (-) przejął wszystkie właściwości „zdrowotne” punktu związanego z (+). Kluczowe zaś zamiany zdrowotne lub w naszym życiu, jak już pisałem w XI. rozdziale, mogą dokonać się natychmiast lub w pewnej nieokreślonej przyszłości, zgodnie z pewnego rodzaju alokalnością czasową, wynikającą z rzeczywistości kwantowej. Dlatego po samym zabiegu najlepiej zapomnieć o nim i zdać się na swoją intuicję i działanie Podświadomości (Ku).

To byłyby teoretyczne podstawy metody dwupunktowej. Lecz, jak pisałem, praktycznie jest wiele odmian tejże. Właściwie każdy może mieć swoją jej wersję. Co podkreśla się prawie wszędzie, u wszystkich autorów książek na ten temat, należy oprzeć się na intuicyjnej, prawopółkulowej stronie rzeczywistości. Oto więc mamy kumulację działania intuicji i Podświadomości (Ku). Aby jednak pokazać Ci, Szanowny Czytelniku, jak to mniej więcej wygląda w praktyce, przedstawię tu moją, autorską wersję. A ty możesz z niej skorzystać lub w dużej mierze możesz na jej podstawie stworzyć własną wersję, lub bazując na teorii tej metody, którą tu podałem, możesz stworzyć całkiem inną wersję metody. Pamiętaj jednak, Szanowny Czytelniku, że nie jest to porada medyczna, tylko pewne dopełnienie.

Oto ona:

Znajdź jakieś miejsce w domu, w którym żaden z domowników nie będzie Ci przeszkadzał co najmniej przez pół godziny. Wyłącz wszystkie media typu radio i telewizor. Usiądź lub połóż się w wygodnej pozycji, ważne by nie krzyżować nóg i rąk, oraz by mieć wyprostowany kręgosłup. A twoim problemem jest na przykład niewydolność nerek. (Przykład wzięty z sufitu, zastąp go własną chorobą.)

Przez chwilę skup się na oddechu. Rytmicznie wciągaj nosem powietrze, wydychaj ustami. Postępuj tak 2 lub 3 minuty. Możesz mieć zamknięte oczy lub otwarte. Wyciągnij przed siebie prawą rękę. Oto wyobraź sobie, że twój kciuk prawej dłoni wyznacza punkt „A”. Punktowi „A” przyporządkuj chorobę nerek. Mocą swej Nadświadomości umieść punkt „A” na Poziomie Unitarnym. (Jeśli nie przemawia do Ciebie pojęcie Poziomu Unitarnego, umieść ten punkt w polu swojej uwagi, cokolwiek by to znaczyło.)

Następnie wyciągasz przed siebie lewą rękę. Niech kciuk lewej dłoni wyznacza punkt „B”. Punktowi „B” przyporządkowujesz punkt w Boskiej Matrycy Rzeczywistości (czyli inaczej na Poziomie Unitarnym), który określa taki stan, w którym twoje nerki są całkowicie zdrowe i sprawne. (Mała uwaga. Na Poziomie Unitarnym, w Boskiej Matrycy Energetycznej znajdują się wszystkie możliwe stany Świata. Możesz więc stamtąd wybrać sobie taki, który będzie dla Ciebie korzystny. W tym wypadku korzystnym stanem będzie fakt posiadania zdrowych nerek.)

Następnie wizualizuj, iż umieszczasz ten punkt „B” na Poziomie Unitarnym. Kolejnym krokiem jest splątanie kwantowe tych dwóch punktów, czyli „A” i „B”. Robisz to tak, iż swoim aktem woli wyrażasz takie pragnienie. Przybliżasz oba kciuki bliżej serca i dokonujesz następnego aktu woli. Wyrażasz pragnienie, aby obydwa te punkty, splątane kwantowo, znalazły się w Przestrzeni Twojego Serca. Teraz powinieneś odczuć powiązanie obu kciuków z sercem, niby jakąś łączność energetyczną, możesz poczuć tę więź, jakby płynęła energia z serca do tych kciuków. Możesz także poczuć, iż z kciuka lewego (punkt „B”) płynie energia do prawego kciuka (punkt „A”). Jeśli początkowo nic nie czujesz, nie przejmuj się, lecz dalej kontynuuj cały proces. W tej pozycji, z kciukami przy sercu, możesz tak pozostać kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt minut. Jeśli w tym czasie będziesz obserwował połączenie energetyczne między puntami „A” i „B”, to staraj się zachować tę pozycję. Trwaj tak dopóki poczujesz ochotę do ziewania. (Ziewanie zawsze sygnalizuje, iż powinno się dany zabieg już kończyć.)

Zabieg kończy się w ten sposób, że wyrażasz wolę, by dokonał się przeskok kwantowy z punktu „B” na punkt „A”. Oraz z punktu „A” na „B”. Oraz wyrażasz wolę, by punkt „A” przejął wszystkie właściwości zdrowotne punktu „B”. Na zakończenie klaszczesz w obie dłonie, odcinając się zupełnie od procesów energetycznych całego dwupunktu. Potem jak najszybciej staraj się zapomnieć o całym zabiegu.

Powtarzam, że to jest tylko pewna propozycja. Ty sam powinieneś wypracować sobie własną wersję. Można tu jeszcze zaznaczyć, iż przyjęte jest, by punkt „A” znajdował się na prawej dłoni: to może być kciuk, może być któryś z innych palców prawej dłoni. Punkt „B” zaś raczej umieszczany jest na którym z palców lewej dłoni. Ale to też nie jest obowiązkowe. Gdy już opanujesz bardziej całą metodę możesz punkt „A” (czyli (-)) umieszczać bezpośrednio na chorym organie lub tkance. A możesz nawet oba punkty umieszczać w swoich myślach, zupełnie gdzieś abstrakcyjnie, gdzieś w swoich wyobrażeniach. Najważniejsze w tej metodzie jest owo splątanie kwantowe chorego i zdrowego punktu, a następnie dokonanie przeskoku kwantowego, tak by dokonała się przemiana i żeby (-) zamienił się z (+).

Warto by tu podkreślić, że jak już wspominałem, ale teraz to dobitnie podkreślam, należy robić sobie kilkudniowe przerwy w stosowaniu metody dwupunktowej. Ja już to pisałem. Ciała nasze, i to nie tylko te fizyczne, potrzebują pewnego czasu „spokoju”, aby osiągnąć właściwą homeostazę. Będzie tak przy stosowaniu każdej metody medycyny naturalnej. Jest tak także przy metodzie dwupunktowej, nawet jeśli jej nie będziemy stosować dla poprawy stanu zdrowia. Mnie osobiście dosyć dziwnym się zdaje, iż tej zasady nie stosuje się w przypadku alopatii (medycyna klasyczna). No ale to już jest osobna kwestia i nie leży ona w temacie tej publikacji.

Jest też ważne to, Szanowny Czytelniku, zwłaszcza gdy jesteś młodym człowiekiem i wydaje Ci się, że chwyciłeś teraz byka za rogi i masz oto receptę na rozwiązanie wszystkich twoich obecnych i przyszłych problemów, żebyś jednak starał się zachować umiar. Potrzeba nieco rozsądku w stosowaniu tej metody, bo inaczej – ja Cię, broń Boże, nie chcę negatywnie programować – Świat, albo inaczej Natura, i tak upomni się o swoje.

Raczej staraj się dokonywać ewentualnych pozytywnych zmian powoli i stopniowo. Zbyt naciągnięta gumka może bowiem pęknąć i uderzy Cię między oczy. Istnieje takie prawo, które niejako odkryłem dla siebie. Takie oto, iż w miarę świeże choroby (lub problemy) można, a nawet należy uleczyć szybko, ale te stare choroby, stare problemy, najlepiej leczyć wolno, acz systematycznie. Bierze się to stąd, iż stare choroby zakorzeniają się głęboko w naszych strukturach i są niczym tocząca się kula śniegowa. Czyli zakorzeniają się w ciele, w Podświadomości, w pamięci mózgowej i komórkowej, w naszych nawykach i odruchach. Niełatwo je stamtąd później wykorzenić. Trzeba wręcz przebić się przez te zewnętrzne warstwy, te które nadrosły nad głównymi przyczynami choroby. Nadrosty te mają z reguły charakter patologiczny oraz energetyczny. Często to dotyczy tkanki nerwowej. Lekarzom trudno takie sprawy leczyć. Więc czasami mówią swym pacjentom, iż trzeba z tym żyć.

[*] Poziom Unitarny – autor proponuje dokonanie podziału rzeczywistości fizycznej na dwa poziomy, na Poziom Unitarny oraz na Poziom Rzeczywisty. Poziom Rzeczywisty to inaczej poziom , na którym dokonujemy pomiarów wszelkich wielkości rzeczywistych, w którym bytujemy. Bowiem pomiary mają wartości liczb rzeczywistych. Poziom Unitarny zaś to poziom kwantowy, poziom Unitarnych obserwabli. Nazwa Poziom Unitarny bierze się stąd, iż operatory te (obserwable) są unitarne, bowiem ich wartości własne są liczbami rzeczywistymi. Jednak prawa rządzące Poziomem Unitarnym są całkowicie odmienne od praw fizyki klasycznej.

Share

Wielka radość z kolejnych udanych terapii QUANTEC

Share

Niektórzy z moich kochanych Podopiecznych zdecydowali się napisać kilka miłych słów o swoich terapiach- po to, by pomnażać radość we wszechświecie. Cieszę się z Nimi wspólnie- i dzięki Nim wiem, że WSZYSTKO JEST MOŻLIWE. Moi Kochani, jestem Wam wdzięczna, że mi zaufaliście. A Wasze szczęścia są moim szczęściem!
Dziś cieszę się szczególnie wielką radością Antoniny.

Rekomendacje

Share

Labirynt duszy

Share

Dziś proponuję obejrzenie iście pasjonującego filmu na temat kwestii duszy. Największa tajemnica, od której wyjaśnienia zależy to, czy kiedykolwiek, cokolwiek stanie się dla człowieka jasne. Film prowadzi przez wszystkie płaszczyzny doświadczeń- od eksperymentów ze sztuczną inteligencją poczynając, przez rytuały szamańskie i odkrycia naukowe wybitnego badacza anestezji – Stuarta Hameroffa- ku wspólnej, spinającej wszystko i pasjonującej konkluzji… Bardzo zachęcam, żadna chwila poświęcona temu filmowi nie będzie stracona.

Share

Efekt placebo- o naszej naturalnej zdolności do samouzdrawiania

Share

Widziałam już wiele przypadków niesamowitych uzdrowień- i wiem, że wszystko jest możliwe.  Efekt placebo jest jednoznacznym potwierdzeniem możliwości uzdrawiania i samouleczania. Po prostu. jest tylko jedno pytanie: co go uruchamia? Ten, kto da odpowiedź na to pytanie dostanie nie tylko Nobla- to pewne. Na razie nikt nie opisał tego mechanizmu. Możemy tylko przypuszczać, jak działa i cieszyć się, że istnieje. I szukać dróg, żeby go skutecznie uruchamiać.
Poniżej kapitalny artykuł na temat placebo.

„Jednym z moich pierwszych nauczycieli tajemnic ciała i psychiki był stary Bruno Klopfer. Uważano go niemal za geniusza w dziedzinie testu Rorschacha; był autorem podstawowej, trzy-tomowej pracy na ten temat.
W przemówieniu wygłoszonym w 1957 roku do członków Towarzystwa Technik Projekcyjnych (był jego przewodniczącym) podzielił się doświadczeniami w tej dziedzinie, prezentując swe poglądy na temat zmiennych psychologicznych występujących w przebiegu raka.
Bruno był człowiekiem skromnym, więc zamiast mówić o sukcesach, wolał szczegółowo przedstawić jedną ze swych porażek.Był to przypadek sympatycznego pana Wrighta, który zaintrygował Bruna do tego stopnia, że często o nim opowiadał. […] Oryginalną historię pana Wrighta opisał jeden z jego osobistych lekarzy, doktor Philip West, godny zaufania obserwator, który zresztą odegrał w niej znaczącą rolę (Klopfer, 1957, s. 337-339).
U pana Wrighta występował rozległy i mocno zaawansowany złośliwy nowotwór węzłów chłonnych – mięsak limfatyczny. W końcu nadszedł dzień, gdy pacjent przestał reagować na wszelkie znane środki uśmierzające ból. Jego pogłębiająca się anemia uniemożliwiała stosowanie tak radykalnych metod jak promieniowanie rentgenowskie czy iperyt azotowy, które można by wypróbować w innej sytuacji. Ogromne guzy wielkości pomarańczy znajdowały się pod pachami, w pachwinach, na szyi, klatce piersiowej i brzuchu. Śledziona i wątroba przybrały gigantyczne rozmiary. Przewód piersiowy był niedrożny. Co drugi dzień z jego klatki piersiowej ściągano od 1 do 2 litrów mlecznego płynu. Często korzystał z maski tlenowej i odnosiliśmy wrażenie, że znajdował się w stanie terminalnym, a jedynym sposobem leczenia mogło być podawanie środków uśmierzających ból.
Mimo że lekarze stracili nadzieję, pan Wright wciąż ją miał, a było tak dlatego, iż oczekiwał pojawienia się nowego, ponoć zbawiennego leku, o którym już donosiła prasa. Preparat nazywał się krebiozen i jak się później okazało, był zupełnie nieskuteczny.
Pacjent dowiedział się w jakiś sposób, że nasza klinika została przez Towarzystwo Lekarskie wytypowana do przetestowania tego leku. Przeznaczono dla nas dawki wystarczające, by leczyć dwunastu wybranych pacjentów. Pan Wright nie zaliczał się do nich, ponieważ warunki umowy były następujące: choroba wprawdzie powinna być tak zaawansowana, że standardowa terapia nie mogła przynieść korzyści, ale przewidywany okres życia pacjenta musiał wynosić co najmniej trzy, a najlepiej sześć miesięcy. Oczywiście pan Wright nie spełniał tego drugiego warunku – nawet rokowanie, że pożyje dłużej niż dwa tygodnie, wydawało się bardzo optymistyczne.
Kilka dni później dostarczono preparat i zaczęliśmy szykować program testowy, który nie obejmował pana Wrighta. Gdy ten usłyszał, że rozpoczynamy leczenie krebiozenem, jego entuzjazm nie miał granic i, choć usilnie starałem się mu to wyperswadować, tak gorąco błagał, by dać mu tę niezwykłą szansę, że wbrew swoim poglądom i niezgodnie z warunkami postawionymi przez Komisję do spraw Krebiozenu zadecydowałem, iż włączę pana Wrighta do programu.
Zastrzyki miały być podawane trzy razy w tygodniu. Pamiętam, że pierwszy zaaplikowaliśmy mu w piątek. Nie widziałem go potem aż do poniedziałku, a gdy szedłem do szpitala, myślałem, że pacjent albo kona, albo już umarł.
Jakaż oczekiwała mnie niespodzianka! Zostawiłem go w gorączce, oddychającego z trudem, całkowicie złożonego chorobą. Teraz chodził po oddziale, wesoło gawędził z pielęgniarkami i z każdym, kto tylko zechciał słuchać, dzielił się swym dobrym nastrojem. Natychmiast pobiegłem do innych pacjentów, którzy w tym samym czasie dostali swój pierwszy zastrzyk. Okazało się, że nie nastąpiło ani polepszenie, ani pogorszenie ich stanu. Nadzwyczajna poprawa widoczna była tylko u pana Wrighta. Guzy zaczęły znikać jak topione na gorącym piecu kule śniegowe i przez tych kilka dni zmniejszyły się o połowę. Regresja ta była znacznie większa, niż gdyby najbardziej wrażliwego na promieniowanie guza poddawać codziennie bombardowaniu promieniami rentgenowskimi. Wcześniej zresztą przekonaliśmy się, że guzy naszego pacjenta nie reagują na naświetlanie. Poza jednym, nieskutecznym przecież zastrzykiem nie otrzymał on żadnych innych leków.
Fenomen ten wymagał wyjaśnienia i zmusił nas raczej do otwarcia się na nową wiedzę niż do prób tłumaczenia. Dalej, tak jak zaplanowaliśmy, podawaliśmy zastrzyki trzy razy tygodniowo ku wielkiej radości pacjenta i naszemu rosnącemu zakłopotaniu. W ciągu dziesięciu dni [pana Wrighta] wypuszczono z “łoża śmierci” – wszystkie objawy jego choroby zniknęły w tak krótkim czasie. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale ten śmiertelnie chory człowiek, kiedyś chwytający hausty powietrza przez maskę tlenową, teraz nie tylko normalnie oddychał, ale był w pełni aktywny i bez problemów przeleciał swym samolotem na wysokości 12 000 stóp.
Ta nieprawdopodobna sytuacja zaistniała na samym początku testowania krebiozenu. Po około dwóch miesiącach zaczęły się pojawiać sprzeczne doniesienia. Wszystkie kliniki, które wypróbowały lek, donosiły o jego nieskuteczności. Natomiast twórcy preparatu uparcie zaprzeczali zniechęcającym faktom, które wychodziły na jaw.
Tygodnie wolno mijały, a wieści o krebiozenie bardzo martwiły naszego pana Wrighta. Choć nie był on bardzo wykształcony, jego sposób rozumowania był logiczny i prawie naukowy. Pacjent zaczął tracić wiarę w to, co stanowiło jego ostatnią nadzieję i ratunek, a nie zostało mu już nic, czego mógłby pragnąć. Gdy rezultaty, o których pisano, zaczęły wyglądać beznadziejnie, zniknęło także przekonanie pana Wrighta o skuteczności leku. Po dwóch miesiącach doskonałej formy wrócił do poprzedniego stanu, stał się bardzo przygnębiony i ponury.
Wówczas dostrzegłem możliwość powtórnego sprawdzenia leku i być może również odkrycia sposobu, w jaki znachorzy osiągają wyniki, które sobie przypisują (a wiele ich wypowiedzi można rzetelnie udowodnić). Znając już wrodzony optymizm mego pacjenta, -świadomie go oszukałem. Zrobiłem to z powodów czysto naukowych. Chciałem wykonać ściśle kontrolowany eksperyment, który mógł przynieść odpowiedź na wszystkie kłopotliwe pytania związane z przypadkiem pana Wrighta. Co więcej, test mój nie mógł w żaden sposób pogorszyć jego stanu – tego byłem pewien; ponadto nie znałem niczego, co mogłoby mu pomóc.
Gdy pan Wright próbował walczyć z rozpaczą ogarniającą go z powodu nawrotu choroby, który nastąpił mimo “cudownego leku”, zdecydowałem się wykorzystać szansę i odegrać rolę znachora. Celowo skłamałem, mówiąc mu, żeby nie wierzył w to. co piszą gazety, bo lek mimo wszystko jest niezwykle obiecujący. “Jaka więc – spytał – jest przyczyna mojego pogorszenia?” “Po prostu specyfik w tej postaci utracił swoją siłę – odparłem. – Jutro prawdopodobnie otrzymamy nowy, doskonale rafinowany produkt o podwójnej mocy, który być może podziała dwukrotnie silniej niż pierwsze zastrzyki”.
Wiadomość ta stała się dla pana Wrighta prawdziwym objawieniem. Ciężko chory pacjent znów jaśniał optymizmem i chęcią rozpoczynania wszystkiego od początku. Przesunąłem o kilka dni datę nadejścia przesyłki, co sprawiło, że pan Wright oczekiwał jej jak zbawienia. Gdy oznajmiłem, że niedługo zaczniemy nową serię zastrzyków, był pełen wiary i prawie wpadł w ekstazę.
Pierwszy zastrzyk podałem z wielkimi fanfarami i odgrywaniem przedstawienia (w tych warunkach uznałem to za dopuszczalne). “Nowy preparat o podwójnej mocy” składał się wyłącznie z wody. Wyniki eksperymentu były dla nas zaskakujące, choć skoro go robiliśmy, musieliśmy oczekiwać jakichś rezultatów.
Wydobycie się pacjenta ze stanu agonalnego miało teraz przebieg jeszcze bardziej dramatyczny niż za pierwszym razem. Guzy rozpłynęły się, zniknął płyn w klatce piersiowej, pacjent powrócił do pracy zawodowej, a nawet znowu zaczął latać. Stanowił w owym czasie okaz zdrowia. Przez ponad dwa miesiące nie występowały u niego żadne objawy. Później w prasie ukazał się komunikat AMA (Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego): “przeprowadzone w całym kraju testy dowiodły, że krebiozen nie przedstawia żadnej wartości jako lek na raka”.
Kilka dni po ukazaniu się tego raportu pana Wrighta ponownie przyjęto do szpitala w stanie agonalnym. Utracił wiarę, zniknęła nadzieja. Po dwóch dniach umarł.
Opis osobowości pana Wrighta, dokonany przez Klopfera i zapisany po badaniu testem Rorschacha, jest następujący (Klopfer, 1957, s. 339):
Protokół z badania testem Rorschacha sporządzono, zanim nastąpiło przejście od optymizmu do pesymizmu. Odzwierciedla on osobowość, w której występuje – jak to kiedyś określiłem – płynna organizacja ego. Widać to w obecnym zachowaniu pacjenta i wielkiej łatwości, z jaką najpierw poddał się sugestii płynącej z reklamy leku, a później sugestiom lekarza podczas celowo zaplanowanego eksperymentu; nie przejawiał oznak ani obrony, ani nawet krytycyzmu. Jego ego po prostu płynie i dlatego cała jego życiowa energia jest wolna – wywołała zatem taką reakcję na lek, która wydawała się czymś w rodzaju cudu.
Niestety, sytuacja ta nie mogła trwać dłużej, ponieważ nie stabilizowało jej dobrze zakorzenione centrum osobowości, w którym długofalowa perspektywa zapobiegłaby katastrofalnym konsekwencjom rozczarowania lekiem. Używając symbolicznej analogii, można powiedzieć, że podczas pływania po powierzchni wody pod wpływem optymistycznej autosugestii lub sugestii pacjent zamienił się w ciężki kamień i bez walki poszedł na dno w chwili, gdy siła owej sugestii przestała działać.
Przypadek pana Wrighta aż nadto żywo ilustruje sukcesy i porażki prób komunikowania się między psychiką a ciałem oraz uzdrawiania na obecnym poziomie wiedzy. Jeszcze nic rozumiemy wszystkich istotnych czynników, które występują w każdej konkretnej sytuacji, i mamy jedynie niejasne pojęcie o tym, jak wspomagać niezawodne uzdrawianie. Jak dotąd wiemy na ten temat niewiele więcej, niż wiedziano 30 lat temu, gdy pan Wright zaprezentował swym lekarzom potęgę optymizmu.
Wiemy dziś na przykład, że układ odpornościowy może kontrolować rozwój raka; ulepszając ten układ, można by doprowadzić do zmniejszenia przezeń nowotworu. Układ odpornościowy pana Wrighta był z całą pewnością pobudzony przez jego wiarę w wyleczenie. Nieprawdopodobne tempo, w jakim wracał do zdrowia, sugeruje, że jego układy autonomiczny i hormonalny były podatne na sugestię i pomagały mu zmobilizować układ krwionośny z taką niezwykłą skutecznością, że doszło do usunięcia toksycznych płynów i innych pozostałości szybko malejącego nowotworu. Jak się później okaże, dzisiaj wiemy więcej o układzie limbiczno-podwzgórzowym mózgu, który jest głównym łącznikiem między psychiką a ciałem, modulującym aktywność układów odpornościowego, autonomicznego i hormonalnego w odpowiedzi na sugestię psychiczną i autosugestię.
Podsumujmy: doświadczenie pana Wrighta dowodzi, że jego głębokie przekonanie o skuteczności bezwartościowego leku, jakim był krebiozen, wywołało uzdrawiający efekt placebo, spowodowało aktywizację głównych systemów komunikacji między psychiką a ciałem.”
Ernest L. Rossi – Hipnoterapia. Psychobiologiczne mechanizmy uzdrawiania
źródło: zenforest.wordpress.com

Share