Archiwa kategorii: Terapie

Wykład dr Iwy Jonik na temat niezwykłej witaminy C

Share

Posłuchajcie niezwykle fachowego i komplementarnego wykładu pani dr Iwy Jonik- to kompendium dotyczące wszystkich aspektów leczenia witaminą C. Warto zapoznać się z zagadnieniem drobiazgowo- wiem, że istnieje taka potrzeba, otrzymuję wiele pytań w tej kwestii – wielu z Państwa potrzebuje doinformowania w tej sprawie. Myślę, że ten wykład będzie jego najlepszym źródłem. Serdecznie zapraszam!

Share

Nadprzyrodzone Zdolności- Poza Granice Zmysłów

Share

Telepatia, jasnowidztwo, telekineza, zdalne postrzeganie, cudowne wyzdrowienia… Entuzjaści parapsychologii pragnęliby widzieć w nich prawdziwe fenomeny, sceptycy doszukiwać będą się manipulacji i zwykłego oszustwa. Czy jednak ludzki umysł nie jest zdolny do niezwykłych wyczynów, dających się przy tym wytłumaczyć naukowo?
Czy możliwe jest czytanie w myślach? Przewidywanie przyszłości? Cudowne uzdrowienia w beznadziejnych przypadkach chorób? Znalezienie odpowiedzi na te pytania współczesny człowiek powinien powierzyć nauce. Twórcy filmu rozmawiają z czołowymi ekspertami różnych dziedzin starając się odnaleźć trudno uchwytną granicę między prawdą a fałszem.
Współczesna fizyka kwantowa skłania się do poglądu, że tzw. „pole punktu zerowego” daje człowiekowi wszystkie, dziś jeszcze uważane za „ezoteryczne” możliwości, o których mowa w filmie. Einstein zaś twierdził wprost, że ezoteryka to wyłącznie to, czego jeszcze nie potrafimy zapisać równaniami. Więc… wiele przed nami fascynujących konkluzji!

Share

O szyszynce i jej aktywacji

Share

Gruczoł, od którego zależy nasza duchowość, system immunologiczny, nastrój, system neurologiczny- i nasza zdolność kreowania naszej rzeczywistości: SZYSZYNKA- moim zdaniem- centrum postrzegania i źródło wiecznej młodości. W moich QUANTEC`OWYCH TERAPIACH PRZECIWSTARZENIOWYCH temat szyszynki i dymetylotryptaminy odgrywa niezwykle znaczącą rolę.

Obejrzyjcie- to jeden z kompetentnych filmów na temat SZYSZYNKI I JEJ AKTYWACJI. Warto!

Share

Deepak Chopra- Trzymanie się czegokolwiek jest jak wstrzymywanie oddechu

Share

„Trzymanie się czegokolwiek jest jak wstrzymywanie oddechu. Zaczniesz się dusić. Jedynym sposobem, by dostać coś w fizycznym wszechświecie, jest odpuścić to sobie. Puść, a będzie twoje na zawsze.”  ~Deepak Chopra

Share

Labirynt duszy

Share

Dziś proponuję obejrzenie iście pasjonującego filmu na temat kwestii duszy. Największa tajemnica, od której wyjaśnienia zależy to, czy kiedykolwiek, cokolwiek stanie się dla człowieka jasne. Film prowadzi przez wszystkie płaszczyzny doświadczeń- od eksperymentów ze sztuczną inteligencją poczynając, przez rytuały szamańskie i odkrycia naukowe wybitnego badacza anestezji – Stuarta Hameroffa- ku wspólnej, spinającej wszystko i pasjonującej konkluzji… Bardzo zachęcam, żadna chwila poświęcona temu filmowi nie będzie stracona.

Share

Efekt placebo- o naszej naturalnej zdolności do samouzdrawiania

Share

Widziałam już wiele przypadków niesamowitych uzdrowień- i wiem, że wszystko jest możliwe.  Efekt placebo jest jednoznacznym potwierdzeniem możliwości uzdrawiania i samouleczania. Po prostu. jest tylko jedno pytanie: co go uruchamia? Ten, kto da odpowiedź na to pytanie dostanie nie tylko Nobla- to pewne. Na razie nikt nie opisał tego mechanizmu. Możemy tylko przypuszczać, jak działa i cieszyć się, że istnieje. I szukać dróg, żeby go skutecznie uruchamiać.
Poniżej kapitalny artykuł na temat placebo.

„Jednym z moich pierwszych nauczycieli tajemnic ciała i psychiki był stary Bruno Klopfer. Uważano go niemal za geniusza w dziedzinie testu Rorschacha; był autorem podstawowej, trzy-tomowej pracy na ten temat.
W przemówieniu wygłoszonym w 1957 roku do członków Towarzystwa Technik Projekcyjnych (był jego przewodniczącym) podzielił się doświadczeniami w tej dziedzinie, prezentując swe poglądy na temat zmiennych psychologicznych występujących w przebiegu raka.
Bruno był człowiekiem skromnym, więc zamiast mówić o sukcesach, wolał szczegółowo przedstawić jedną ze swych porażek.Był to przypadek sympatycznego pana Wrighta, który zaintrygował Bruna do tego stopnia, że często o nim opowiadał. […] Oryginalną historię pana Wrighta opisał jeden z jego osobistych lekarzy, doktor Philip West, godny zaufania obserwator, który zresztą odegrał w niej znaczącą rolę (Klopfer, 1957, s. 337-339).
U pana Wrighta występował rozległy i mocno zaawansowany złośliwy nowotwór węzłów chłonnych – mięsak limfatyczny. W końcu nadszedł dzień, gdy pacjent przestał reagować na wszelkie znane środki uśmierzające ból. Jego pogłębiająca się anemia uniemożliwiała stosowanie tak radykalnych metod jak promieniowanie rentgenowskie czy iperyt azotowy, które można by wypróbować w innej sytuacji. Ogromne guzy wielkości pomarańczy znajdowały się pod pachami, w pachwinach, na szyi, klatce piersiowej i brzuchu. Śledziona i wątroba przybrały gigantyczne rozmiary. Przewód piersiowy był niedrożny. Co drugi dzień z jego klatki piersiowej ściągano od 1 do 2 litrów mlecznego płynu. Często korzystał z maski tlenowej i odnosiliśmy wrażenie, że znajdował się w stanie terminalnym, a jedynym sposobem leczenia mogło być podawanie środków uśmierzających ból.
Mimo że lekarze stracili nadzieję, pan Wright wciąż ją miał, a było tak dlatego, iż oczekiwał pojawienia się nowego, ponoć zbawiennego leku, o którym już donosiła prasa. Preparat nazywał się krebiozen i jak się później okazało, był zupełnie nieskuteczny.
Pacjent dowiedział się w jakiś sposób, że nasza klinika została przez Towarzystwo Lekarskie wytypowana do przetestowania tego leku. Przeznaczono dla nas dawki wystarczające, by leczyć dwunastu wybranych pacjentów. Pan Wright nie zaliczał się do nich, ponieważ warunki umowy były następujące: choroba wprawdzie powinna być tak zaawansowana, że standardowa terapia nie mogła przynieść korzyści, ale przewidywany okres życia pacjenta musiał wynosić co najmniej trzy, a najlepiej sześć miesięcy. Oczywiście pan Wright nie spełniał tego drugiego warunku – nawet rokowanie, że pożyje dłużej niż dwa tygodnie, wydawało się bardzo optymistyczne.
Kilka dni później dostarczono preparat i zaczęliśmy szykować program testowy, który nie obejmował pana Wrighta. Gdy ten usłyszał, że rozpoczynamy leczenie krebiozenem, jego entuzjazm nie miał granic i, choć usilnie starałem się mu to wyperswadować, tak gorąco błagał, by dać mu tę niezwykłą szansę, że wbrew swoim poglądom i niezgodnie z warunkami postawionymi przez Komisję do spraw Krebiozenu zadecydowałem, iż włączę pana Wrighta do programu.
Zastrzyki miały być podawane trzy razy w tygodniu. Pamiętam, że pierwszy zaaplikowaliśmy mu w piątek. Nie widziałem go potem aż do poniedziałku, a gdy szedłem do szpitala, myślałem, że pacjent albo kona, albo już umarł.
Jakaż oczekiwała mnie niespodzianka! Zostawiłem go w gorączce, oddychającego z trudem, całkowicie złożonego chorobą. Teraz chodził po oddziale, wesoło gawędził z pielęgniarkami i z każdym, kto tylko zechciał słuchać, dzielił się swym dobrym nastrojem. Natychmiast pobiegłem do innych pacjentów, którzy w tym samym czasie dostali swój pierwszy zastrzyk. Okazało się, że nie nastąpiło ani polepszenie, ani pogorszenie ich stanu. Nadzwyczajna poprawa widoczna była tylko u pana Wrighta. Guzy zaczęły znikać jak topione na gorącym piecu kule śniegowe i przez tych kilka dni zmniejszyły się o połowę. Regresja ta była znacznie większa, niż gdyby najbardziej wrażliwego na promieniowanie guza poddawać codziennie bombardowaniu promieniami rentgenowskimi. Wcześniej zresztą przekonaliśmy się, że guzy naszego pacjenta nie reagują na naświetlanie. Poza jednym, nieskutecznym przecież zastrzykiem nie otrzymał on żadnych innych leków.
Fenomen ten wymagał wyjaśnienia i zmusił nas raczej do otwarcia się na nową wiedzę niż do prób tłumaczenia. Dalej, tak jak zaplanowaliśmy, podawaliśmy zastrzyki trzy razy tygodniowo ku wielkiej radości pacjenta i naszemu rosnącemu zakłopotaniu. W ciągu dziesięciu dni [pana Wrighta] wypuszczono z “łoża śmierci” – wszystkie objawy jego choroby zniknęły w tak krótkim czasie. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale ten śmiertelnie chory człowiek, kiedyś chwytający hausty powietrza przez maskę tlenową, teraz nie tylko normalnie oddychał, ale był w pełni aktywny i bez problemów przeleciał swym samolotem na wysokości 12 000 stóp.
Ta nieprawdopodobna sytuacja zaistniała na samym początku testowania krebiozenu. Po około dwóch miesiącach zaczęły się pojawiać sprzeczne doniesienia. Wszystkie kliniki, które wypróbowały lek, donosiły o jego nieskuteczności. Natomiast twórcy preparatu uparcie zaprzeczali zniechęcającym faktom, które wychodziły na jaw.
Tygodnie wolno mijały, a wieści o krebiozenie bardzo martwiły naszego pana Wrighta. Choć nie był on bardzo wykształcony, jego sposób rozumowania był logiczny i prawie naukowy. Pacjent zaczął tracić wiarę w to, co stanowiło jego ostatnią nadzieję i ratunek, a nie zostało mu już nic, czego mógłby pragnąć. Gdy rezultaty, o których pisano, zaczęły wyglądać beznadziejnie, zniknęło także przekonanie pana Wrighta o skuteczności leku. Po dwóch miesiącach doskonałej formy wrócił do poprzedniego stanu, stał się bardzo przygnębiony i ponury.
Wówczas dostrzegłem możliwość powtórnego sprawdzenia leku i być może również odkrycia sposobu, w jaki znachorzy osiągają wyniki, które sobie przypisują (a wiele ich wypowiedzi można rzetelnie udowodnić). Znając już wrodzony optymizm mego pacjenta, -świadomie go oszukałem. Zrobiłem to z powodów czysto naukowych. Chciałem wykonać ściśle kontrolowany eksperyment, który mógł przynieść odpowiedź na wszystkie kłopotliwe pytania związane z przypadkiem pana Wrighta. Co więcej, test mój nie mógł w żaden sposób pogorszyć jego stanu – tego byłem pewien; ponadto nie znałem niczego, co mogłoby mu pomóc.
Gdy pan Wright próbował walczyć z rozpaczą ogarniającą go z powodu nawrotu choroby, który nastąpił mimo “cudownego leku”, zdecydowałem się wykorzystać szansę i odegrać rolę znachora. Celowo skłamałem, mówiąc mu, żeby nie wierzył w to. co piszą gazety, bo lek mimo wszystko jest niezwykle obiecujący. “Jaka więc – spytał – jest przyczyna mojego pogorszenia?” “Po prostu specyfik w tej postaci utracił swoją siłę – odparłem. – Jutro prawdopodobnie otrzymamy nowy, doskonale rafinowany produkt o podwójnej mocy, który być może podziała dwukrotnie silniej niż pierwsze zastrzyki”.
Wiadomość ta stała się dla pana Wrighta prawdziwym objawieniem. Ciężko chory pacjent znów jaśniał optymizmem i chęcią rozpoczynania wszystkiego od początku. Przesunąłem o kilka dni datę nadejścia przesyłki, co sprawiło, że pan Wright oczekiwał jej jak zbawienia. Gdy oznajmiłem, że niedługo zaczniemy nową serię zastrzyków, był pełen wiary i prawie wpadł w ekstazę.
Pierwszy zastrzyk podałem z wielkimi fanfarami i odgrywaniem przedstawienia (w tych warunkach uznałem to za dopuszczalne). “Nowy preparat o podwójnej mocy” składał się wyłącznie z wody. Wyniki eksperymentu były dla nas zaskakujące, choć skoro go robiliśmy, musieliśmy oczekiwać jakichś rezultatów.
Wydobycie się pacjenta ze stanu agonalnego miało teraz przebieg jeszcze bardziej dramatyczny niż za pierwszym razem. Guzy rozpłynęły się, zniknął płyn w klatce piersiowej, pacjent powrócił do pracy zawodowej, a nawet znowu zaczął latać. Stanowił w owym czasie okaz zdrowia. Przez ponad dwa miesiące nie występowały u niego żadne objawy. Później w prasie ukazał się komunikat AMA (Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego): “przeprowadzone w całym kraju testy dowiodły, że krebiozen nie przedstawia żadnej wartości jako lek na raka”.
Kilka dni po ukazaniu się tego raportu pana Wrighta ponownie przyjęto do szpitala w stanie agonalnym. Utracił wiarę, zniknęła nadzieja. Po dwóch dniach umarł.
Opis osobowości pana Wrighta, dokonany przez Klopfera i zapisany po badaniu testem Rorschacha, jest następujący (Klopfer, 1957, s. 339):
Protokół z badania testem Rorschacha sporządzono, zanim nastąpiło przejście od optymizmu do pesymizmu. Odzwierciedla on osobowość, w której występuje – jak to kiedyś określiłem – płynna organizacja ego. Widać to w obecnym zachowaniu pacjenta i wielkiej łatwości, z jaką najpierw poddał się sugestii płynącej z reklamy leku, a później sugestiom lekarza podczas celowo zaplanowanego eksperymentu; nie przejawiał oznak ani obrony, ani nawet krytycyzmu. Jego ego po prostu płynie i dlatego cała jego życiowa energia jest wolna – wywołała zatem taką reakcję na lek, która wydawała się czymś w rodzaju cudu.
Niestety, sytuacja ta nie mogła trwać dłużej, ponieważ nie stabilizowało jej dobrze zakorzenione centrum osobowości, w którym długofalowa perspektywa zapobiegłaby katastrofalnym konsekwencjom rozczarowania lekiem. Używając symbolicznej analogii, można powiedzieć, że podczas pływania po powierzchni wody pod wpływem optymistycznej autosugestii lub sugestii pacjent zamienił się w ciężki kamień i bez walki poszedł na dno w chwili, gdy siła owej sugestii przestała działać.
Przypadek pana Wrighta aż nadto żywo ilustruje sukcesy i porażki prób komunikowania się między psychiką a ciałem oraz uzdrawiania na obecnym poziomie wiedzy. Jeszcze nic rozumiemy wszystkich istotnych czynników, które występują w każdej konkretnej sytuacji, i mamy jedynie niejasne pojęcie o tym, jak wspomagać niezawodne uzdrawianie. Jak dotąd wiemy na ten temat niewiele więcej, niż wiedziano 30 lat temu, gdy pan Wright zaprezentował swym lekarzom potęgę optymizmu.
Wiemy dziś na przykład, że układ odpornościowy może kontrolować rozwój raka; ulepszając ten układ, można by doprowadzić do zmniejszenia przezeń nowotworu. Układ odpornościowy pana Wrighta był z całą pewnością pobudzony przez jego wiarę w wyleczenie. Nieprawdopodobne tempo, w jakim wracał do zdrowia, sugeruje, że jego układy autonomiczny i hormonalny były podatne na sugestię i pomagały mu zmobilizować układ krwionośny z taką niezwykłą skutecznością, że doszło do usunięcia toksycznych płynów i innych pozostałości szybko malejącego nowotworu. Jak się później okaże, dzisiaj wiemy więcej o układzie limbiczno-podwzgórzowym mózgu, który jest głównym łącznikiem między psychiką a ciałem, modulującym aktywność układów odpornościowego, autonomicznego i hormonalnego w odpowiedzi na sugestię psychiczną i autosugestię.
Podsumujmy: doświadczenie pana Wrighta dowodzi, że jego głębokie przekonanie o skuteczności bezwartościowego leku, jakim był krebiozen, wywołało uzdrawiający efekt placebo, spowodowało aktywizację głównych systemów komunikacji między psychiką a ciałem.”
Ernest L. Rossi – Hipnoterapia. Psychobiologiczne mechanizmy uzdrawiania
źródło: zenforest.wordpress.com

Share

Prof. Ernst Muldashev, jego podróże, odkrycia i słynna operacja

Share

Oto opowieść o czymś, co jak dotąd uważało się za niemożliwe. Przeszczep gałki ocznej jawił się jako zabieg iście futurystyczny. Dlaczego? Zajrzyjcie TUTAJ. 
Poniżej opowieść o człowieku, wybitnym lekarzu, który po powrocie z Tybetu dokonał tego, co „niemożliwe”. Film opowiada o niezwykłych odkryciach Profesora, których dokonał uwznioślony i zainspirowany swoją podróżą. Zaiste, są fascynujące! Po obejrzeniu tego filmu będziesz pewien- tak jak ja- ŻE WSZYSTKO JEST MOŻLIWE!

muldaszewFilm opowiada o zadziwiających możliwościach, które może otworzyć człowiek, jeżeli jest w stanie przekroczyć wszelkie granice zwykłego zdrowego rozsądku i poszukiwać nowej wiedzy, w, wydawałoby się, całkowicie nieoczekiwanym kierunku. Prawda jest nieuchwytna, ale gdzieś tam istnieje. Trzeba tylko zrobić krok poza horyzont.
Na progu trzeciego tysiąclecia w prasie pojawiła się sensacyjna wiadomość: „28 stycznia 2000 roku profesor Ernst Muldashev po raz pierwszy w świecie z powodzeniem przeprowadził operację przysadki oka”. Muldashev zdecydował się na operację po ekspedycji do Tybetu. Stwierdził, że dotarł tam do tajemnych sił, które pochodzą z dalekiej przeszłości.

 

Share

ROSYJSKA MEDYCYNA INFORMACYJNA

Share

„Choroba jest zaburzeniem struktury i funkcji ciała, do których dochodzi w wyniku patologicznej informacji, na przykład przez negatywne myśli, emocje, przekonania, nastawienie do życia. […] Informacja choroby może dopaść człowieka tylko wtedy, gdy jego „wzór wibracji” jest niestabilny i ma „niskie częstotliwości”.
Kiedy człowiek w myślach, uczuciach i emocjach walczy z życiem i samym sobą, znajduje się w stresie, gdy opanowują go strach i złość, gdy skupia się na chorobach i obciążeniach, a nie na zdrowiu i rozwiązaniach, będzie podatny na „niskofrekwencyjne” informacje choroby. Wywołujące choroby wzory wibracji zarazków i szkodliwych substancji są wtedy przejmowane przez organy/komórki ciała i w ten sposób zaczyna się zaburzone funkcjonowanie, które później manifestuje się w chorobie jako choroba”

Olga Hausermann Potschtar, Klaus Jurgen Becker – „Rosyjska medycyna informacyjna”

Share

Gregg Braden- nauka kreacji

Share

*Świat w swojej esencji nie jest niczym więcej niczym mniej niż odbiciem tego, czym staliśmy się w naszym wnętrzu, naszych myślach, emocjach, uczuciach, naszych wierzeniach, modlitwach (…). Zamiast myśleć o wszechświecie jako o czymś już stworzonym, w którego środek zostaliśmy wrzuceni i mamy jego doświadczenia, musimy pojąć, że wszechświat jest rezultatem tego co robimy/stwarzamy w naszym życiu.*

Ta myśl jest fundamentem filozofii kwantowego postrzegania wszechświata jako jednej całości, propagowanej przez autora fascynujących publikacji odnoszących się do fundamentalnej roli kreacyjnej naszej świadomości. Gregg Braden jest autorem poczytnym, lekko i łatwo przybliżającym kwantowy światopogląd. Jego książki to bestsellery, a jego wykłady i prezentacje przyciągają nieodparcie do głoszonego przez niego, fascynującego paradygmatu. W zamieszczonym filmie możesz się z nim wstępnie zapoznać- wierz mi- warto. Nie będzie trudno i nudno- będzie fantastycznie!

 

Share