Archiwa kategorii: Uzdrawianie Rekonektywne

Placebo- fundament. Tylko : CO JE URUCHAMIA… :))))

Share

„Cała historia medycyny jest historią efektu placebo.”
~ Arthur Shapiro, profesor na Uniwersytecie Davis

Pełna zgoda 🙂 –  jeśli traktować placebo jako przyczynek zdrowienia- warto dokładnie pochylić się nad technologiami pracy świadomością – bo pytanie nasuwa się niezwłocznie : JAK JE URUCHOMIĆ?!!! Gdybyśmy to wiedzieli, żyli byśmy po 700 lat.

Ja wciąż szukam przyczyn zdrowienia moich Podopiecznych. Być może UMIEM URUCHOMIĆ ICH EFEKT PLACEBO. Określenie nie jest ważne. Ważne, że ZDROWIEJĄ.

Share

Paracelsus o pranie- lub plazmie (jako sile żywotnej, praenergii)- jak kto woli…

Share

„To, co żują zęby nie jest lekarstwem; nikt nie widzi lekarstwa. Nie leży ono w ciele, ale w sile.” ~ PARACELSUS

Share

Przestrzeń serca

Share

heart1„Dawno, dawno temu my, ludzie, byliśmy zupełnie inni. Potrafiliśmy komunikować się ze sobą oraz doświadczać siebie w sposób dostępny dziś jedynie nielicznym. Korzystając wówczas z możliwości porozumiewania się i odczuwania bez pośrednictwa intelektu, z możliwości wypływającej ze świętej przestrzeni ludzkiego serca.

Australijscy Aborygeni nie utracili łączności ze starożytnym wzorem siatki życia, którą nazywają czasem śnieniem. Nadal żyją oni w polu zbiorowej świadomości lub też we wspólnym śnie, który pozwala im czerpać z serca i oddychać powietrzem świata, utraconego dziś dla umysłów ludzi zachodu. W niedalekiej Nowej Zelandii Maorysi przenikają w swoich „medytacjach” ogromne przestrzenie, nawiązując kontakt z rdzennymi Amerykanami z plemienia Hopi. Umawiają się z nimi na spotkania i przekazują plemienne proroctwa. Zawierają porozumienia bez pomocy dzisiejszych „technologicznych” form komunikacji. Hawajscy Kahunowie nawiązują kontakt z Matką Ziemią, pytając o najlepsze miejsce do połowów ryb, którymi trzeba wykarmić ich lud. W odpowiedzi na ich prośby białe obłoki chmur przybierają kształt dłoni, która wskazuje na wodzie miejsca, gdzie znajdują się ławice ryb. W kolumbijskich górach Sierra Nevada, na terenie Ameryki Południowej, znajduje się dolina zamieszkiwana przez lud, który posługuje się językiem bez słów. Język ten narodził się w świętej przestrzeni ich serc. […]

Święta przestrzeń serca, nazywana czasem świętą komnatą serca, jest ponadczasowym wymiarem świadomości, w którym wszystko jest możliwe, tu i teraz. Nawiązania do tego sekretnego, szczególnego miejsca w sercu można odnaleźć w starożytnych pismach oraz w tradycji ustnej na całym świecie. Jednym z przykładów jest krótki werset z Upaniszad. Innym przykładem jest księga nawiązująca do Tory, zatytułowana „Sekretna komnata serca”.

Współczesna nauka zaczyna powoli zbliżać się do tego sposobu rozumienia. Pewna grupa uczonych z Instytutu HeartMath w Kalifornii, połączonego z Uniwersytetem w Stanford, uzyskała na ten temat niezwykle interesujące informacje. Mogą one się okazać pomocne tym spośród was, którzy próbują zrozumieć serce. Nie jest to łatwe przedsięwzięcie, jednak kiedy umysł jest gotów do współpracy, serce reaguje.

Oto odwieczny paradoks: od chwili poczęcia jako pierwsze zaczyna bić ludzkie serce, zanim jeszcze ukształtuje się mózg. Fakt ten każe lekarzom zastanawiać się, gdzie właściwie rodzi się inteligencja i co reguluje pracę serca. Ku zaskoczeniu świata medycznego: uczeni z HeartMath odkryli, że serce posiada swój własny mózg – tak, prawdziwy mózg składający się z komórek mózgowych. Jest on bardzo mały, ma bowiem zaledwie czterdzieści tysięcy komórek, ale to prawdziwy mózg i najwyraźniej sercu wystarcza. Jest to doprawdy wielkie odkrycie, które potwierdza ostatecznie słowa tych,którzy od wieków mówili i pisali o inteligencji serca.[…]

Dowiedziono, że pole elektromagnetyczne serca ma średnicę od dwóch i pół do trzech metrów a jego oś umiejscowiona jest w sercu. Kształtem przypomina ono pączek z dziurką w środku, czyli torus, często uważany za niepowtarzalną, najbardziej pierwotną formę istniejącą we wszechświecie.

Ci, którzy przeczytali obydwa tomy „Pradawnej Tajemnicy Kwiatu Życia”, znajdą tu pewne podobieństwa dotyczące toroidalnego pola serca. Figura sześcianu Metatronu zawiera pięć brył platońskich wpisanych jedna w drugą, a każda z nich posiada wewnątrz mniejszą replikę swojej pierwotnej formy – mamy więc sześcian wewnątrz sześcianu, oktaedr wewnątrz oktaedru i tak dalej.

Na rysunku poniżej widać wychodzące z sekretnej przestrzeni serca elektromagnetyczne pole toroidalne, w którym zawiera się mniejsze pole toroidalne. Oba pola ześrodkowane są na tej samej osi, tak samo jak pięć brył platońskich w sześcianie Metatronu.

Odkryłem dwa istotne aspekty tego pola toroidalnego. Po pierwsze, może ono służyć jako brama do wymiaru świadomości sekretnej komnaty serca. W dalszej części książki podam instrukcje dotyczące sposobu wejścia do tej komnaty przy użyciu owej siatki. Drugi aspekt wiąże się z mniejszym torusem wewnętrznym. Nie jest to odpowiedni moment, aby wyjaśnić, jak wielkie znaczenie ma to wewnętrzne pole, toteż powrócę do tej kwestii, kiedy będziemy mówić o tworzeniu w przestrzeni serca.

Święta przestrzeń serca powstaje podobnie jak torus wewnątrz większego torusa. Istnieje święta przestrzeń sama w sobie, jak się jednak przekonacie, zawiera ona jeszcze niewielkie, ale jakże szczególne miejsce o niepowtarzalnym charakterze.[…]

Jednym z pierwszych zjawisk, jakie zauważyłem po wejściu w świętą przestrzeń serca była wibracja, która wydawała się pulsować wszędzie wokół. Nie było to rzecz jasna, same bicie serca, bowiem dźwięk ten był jednostajny. Przypominało to dźwięk OM. (Dwukrotnie odwiedziłem Komnatę Króla w Wielkiej Piramidzie w Egipcie i za każdym razem odczuwałem w niej wibracje, które zdawały się pulsować z każdego miejsca, nawet z kamieni, które dotykałem. Rozmawiałem z wieloma osobami, które odczuwały w tym miejscu takie same wibracje i sądzę, że są one niemal identyczne, jak wibracja serca.)

Kiedy wejdziecie w świętą przestrzeń serca i usłyszycie tę wibrację, chciałbym, żebyście spróbowali ją odtworzyć za pośrednictwem waszego fizycznego głosu. Nie musicie tego robić idealnie, zróbcie to najlepiej, jak możecie. W ten sposób nawiążecie łączność między wewnętrznym światem serca a wewnętrznym światem umysłu.

Kiedy raz doświadczycie pobytu w świętej przestrzeni serca i zechcecie tam powrócić, wystarczy, że dostroicie się do wibracji serca, naśladując jego brzmienie oraz, rzecz jasna, przeniesiecie świadomość z głowy do serca. Wibracja ta przeniesie was wprost w świętą przestrzeń serca, a za każdym razem będzie to coraz łatwiejsze. Przejście z umysłu do serca można bowiem osiągnąć w dwie lub trzy sekundy. […]

Praktyka Jednoczącego Oddechu stanowi niezbędne wprowadzenie w świętą przestrzeń serca. Na drodze tej czekają nas jednak jeszcze dwie istotne przeszkody. Po pierwsze, dla świadomości człowieka Zachodu nie wystarczy praktyka Jednoczącego Oddechu, aby odnaleźć świętą przestrzeń serca. Dlaczego? Otóż dlatego, że wasze umysły bezustannie tworzą iluzję, które odwodzą was od prawdy. Powtarzają wam one: „Nie słuchaj serca. Tylko ja znam Źródło. Kieruj się mną i moim logicznym rozumowaniem, a wszystko będzie doskonale. Tylko drogą mojej nauki można dojść do prawdy”. Umysł zatrzymuje was na poziomie głowy, posługując się w tym celu procesami myślowymi oraz logiką. Dopóki zaś będziecie tkwili na poziomie głowy, dopóty nie odnajdziecie świętej przestrzeni serca. Umysł ukrywa ją przed wami od wielu tysięcy lat.

Po drugie, musicie dowiedzieć się, w jaki sposób duch porusza się w ludzkim ciele. Bez tej wiedzy największe nawet wysiłki nie doprowadzą was do świętej przestrzeni serca. Musicie przekonać się, że duch porusza się w ciele, aby następnie dosłownie opuścić przestrzeń głowy i przenieść się całkowicie do innego stanu świadomości, w którym doświadczycie inteligencji serca.

Na podstawie własnych doświadczeń, jak i doświadczeń tysięcy ludzi, odkryłem, że przekroczenie ludzkich procesów myślowych jest rzeczą łatwą, kiedy już zrozumiemy, że to właśnie należy zrobić. Tkwiąc w miejscu i słuchając tylko własnych myśli, pozostajecie w pułapce. Wasze myśli krążą bezustannie i powstrzymują was. […]
Wysłuchałem ponad tysiąc opowieści o tym, co przeżywali inni ludzie w świętej przestrzeni swoich serc. Nawet jeśli niektóre elementy są podobne, jest rzeczą oczywistą, że obrazy płynące z serca bardziej przypominają sny niż stabilną strukturę rzeczywistości, w której żyjemy.

Natura ludzkich doświadczeń jest niezwykle pojemna. Starajcie się nie stwarzać sobie oczekiwań. Bądźcie jak dzieci i wejdźcie do tego tajemnego miejsca z otwartym sercem. To, co tam przeżyjecie, będzie jedyne i niepowtarzalne, przeznaczone wyłącznie dla was.

Po wysłuchaniu kilkuset opowieści, staje się jasne, że w naszym sercu istnieje inna rzeczywistość, równie istotna, a być może bardziej pierwotna niż strukturalny świat umysłu, w którym na pozór żyjemy. […]

Wejście do świętej przestrzeni serca nie wymaga pobierania specjalnych nauk. Jest to raczej proces przypominania jej sobie, od początku bowiem przebywaliśmy w tym miejscu. Niektórzy natychmiast rozpoznają to miejsce, w którym byli już milion razy, inni czują, że znaleźli się tu po raz pierwszy […] Powracacie do świętej przestrzeni serca każdego dnia i badajcie ją. Waszym przyrodzonym prawem jest przypomnieć sobie o tym, kim jesteście naprawdę i z jakiego powodu znaleźliście się na Ziemi. Co się stanie, kiedy przypomnicie sobie, kim jesteście naprawdę? Tylko wy możecie się o tym przekonać. W świętej przestrzeni serca zrodziły się wszystkie światy, wszystkie wymiary, wszystkie wszechświaty oraz wszelkie stworzenie. W waszym sercu łączą się ze sobą serca wszystkich żywych istot![…]

Niniejsza książka ma wam o tym przypomnieć. W waszych sercach nadal istnieje zapomniana przestrzeń. Istniała ona przed aktem stworzenia i będzie istnieć po tym, jak zgaśnie ostatnia promienna gwiazda. Nocą, kiedy zasypiacie, pozostawiacie swoje umysły i przenosicie się do świętej przestrzeni waszych serc. Pamiętacie o tym? A może zapamiętujecie tylko sen?

Moi nauczyciele poprosili mnie, abym przypomniał wam o tym, kim jesteście naprawdę. A jesteście kimś znacznie więcej niż zwykłymi ludźmi. W waszych sercach bowiem istnieje święta przestrzeń, w której dzięki świadomemu aktowi współtworzenia można odtworzyć świat. Jeśli zatem naprawdę pragniecie pokoju ducha, jeśli chcecie powrócić do domu, zapraszam, byście wejrzeli w piękno waszych serc.”

Drunvalo Melchizedek – „Życie w Przestrzeni Serca”

Share

BIOPOLE- POTWIERDZONE I ZMIERZONE

Share

Niektórzy moi Podopieczni QUANTEC`owi- właściwie- większość- zadaje wiele pytań (to zrozumiałe- są Państwo ciekawi, zainspirowani, podekscytowani nową przygodą). Pytań technicznych, ezoterycznych i naukowych. Staram się nadążyć za Państwa głodem wiedzy, gromadząc ją skrzętnie. Tutaj odpowiem na niektóre, ważne pytania, które się powtarzają- i postaram się przytaczać źródła naukowe- żeby dostarczyć Państwu podstaw do pełnego bezpieczeństwa, że doświadczacie kontaktu z czymś wspaniałym- i potwierdzonym.

Fantastycznym obszarem pozyskiwania najciekawszych nowin z laboratoriów naukowych są źródła rosyjskie. To w Rosji dzieje się chyba najwięcej na niwie odkrywania potencjału ludzkiego biopola, duszy, świadomości. Dziś chciałabym przytoczyć oświadczenie Generalnego Dyrektora Instytutu Naukowo-Badawczego „BINAR” (będącego częścią Rosyjskiej Akademii Nauk Medyczno-Technicznych)- E. KRUKA, które oznajmia, iż znaleziono tam odpowiedź na jedno z najbardziej dręczących naukę pytań dotyczących BIOPOLA. E.Kruk oznajmił, że nie tylko potwierdzono badaniami jego istnienie- ale nawet je ZMIERZONO. Określono precyzyjnie jego zasięg.: to ok 7-8 milimetrów (w częstotliwościach radiowych). Dowiedziono także, że człowiek to OTWARTY OBWÓD REZONANSOWY, PUNKT AKUPUNKTURY, FALOWA DIODA, a cały globalny eter przeniknięty jest wirtualnymi fotonami, nie uznającymi żadnych przeszkód. Informacja ta została opublikowana już 26 lutego 1997 roku.

QUANTEC dokonuje korekt w tymże biopolu ludzkim. Nie ma w tym czarodziejstwa- jest czysta nauka. I już wcale nie taka nowa :).

Wszystkich zainspirowanych, którzy jeszcze się z QUANTEC`kiem nie zetknęli zapraszam serdecznie do konfrontacji z jego niezwykłymi możliwościami. Owszem, wszystko jest możliwe!

Share

Gregg Braden o kwantowej medycynie

Share

Gregg Braden o kwantowej medycynie. To się dzieje naprawdę. Żyjemy w czasach kompletnej zmiany paradygmatów…

Share

Wielka radość z kolejnych udanych terapii QUANTEC

Share

Niektórzy z moich kochanych Podopiecznych zdecydowali się napisać kilka miłych słów o swoich terapiach- po to, by pomnażać radość we wszechświecie. Cieszę się z Nimi wspólnie- i dzięki Nim wiem, że WSZYSTKO JEST MOŻLIWE. Moi Kochani, jestem Wam wdzięczna, że mi zaufaliście. A Wasze szczęścia są moim szczęściem!
Dziś cieszę się szczególnie wielką radością Antoniny.

Rekomendacje

Share

Efekt placebo- o naszej naturalnej zdolności do samouzdrawiania

Share

Widziałam już wiele przypadków niesamowitych uzdrowień- i wiem, że wszystko jest możliwe.  Efekt placebo jest jednoznacznym potwierdzeniem możliwości uzdrawiania i samouleczania. Po prostu. jest tylko jedno pytanie: co go uruchamia? Ten, kto da odpowiedź na to pytanie dostanie nie tylko Nobla- to pewne. Na razie nikt nie opisał tego mechanizmu. Możemy tylko przypuszczać, jak działa i cieszyć się, że istnieje. I szukać dróg, żeby go skutecznie uruchamiać.
Poniżej kapitalny artykuł na temat placebo.

„Jednym z moich pierwszych nauczycieli tajemnic ciała i psychiki był stary Bruno Klopfer. Uważano go niemal za geniusza w dziedzinie testu Rorschacha; był autorem podstawowej, trzy-tomowej pracy na ten temat.
W przemówieniu wygłoszonym w 1957 roku do członków Towarzystwa Technik Projekcyjnych (był jego przewodniczącym) podzielił się doświadczeniami w tej dziedzinie, prezentując swe poglądy na temat zmiennych psychologicznych występujących w przebiegu raka.
Bruno był człowiekiem skromnym, więc zamiast mówić o sukcesach, wolał szczegółowo przedstawić jedną ze swych porażek.Był to przypadek sympatycznego pana Wrighta, który zaintrygował Bruna do tego stopnia, że często o nim opowiadał. […] Oryginalną historię pana Wrighta opisał jeden z jego osobistych lekarzy, doktor Philip West, godny zaufania obserwator, który zresztą odegrał w niej znaczącą rolę (Klopfer, 1957, s. 337-339).
U pana Wrighta występował rozległy i mocno zaawansowany złośliwy nowotwór węzłów chłonnych – mięsak limfatyczny. W końcu nadszedł dzień, gdy pacjent przestał reagować na wszelkie znane środki uśmierzające ból. Jego pogłębiająca się anemia uniemożliwiała stosowanie tak radykalnych metod jak promieniowanie rentgenowskie czy iperyt azotowy, które można by wypróbować w innej sytuacji. Ogromne guzy wielkości pomarańczy znajdowały się pod pachami, w pachwinach, na szyi, klatce piersiowej i brzuchu. Śledziona i wątroba przybrały gigantyczne rozmiary. Przewód piersiowy był niedrożny. Co drugi dzień z jego klatki piersiowej ściągano od 1 do 2 litrów mlecznego płynu. Często korzystał z maski tlenowej i odnosiliśmy wrażenie, że znajdował się w stanie terminalnym, a jedynym sposobem leczenia mogło być podawanie środków uśmierzających ból.
Mimo że lekarze stracili nadzieję, pan Wright wciąż ją miał, a było tak dlatego, iż oczekiwał pojawienia się nowego, ponoć zbawiennego leku, o którym już donosiła prasa. Preparat nazywał się krebiozen i jak się później okazało, był zupełnie nieskuteczny.
Pacjent dowiedział się w jakiś sposób, że nasza klinika została przez Towarzystwo Lekarskie wytypowana do przetestowania tego leku. Przeznaczono dla nas dawki wystarczające, by leczyć dwunastu wybranych pacjentów. Pan Wright nie zaliczał się do nich, ponieważ warunki umowy były następujące: choroba wprawdzie powinna być tak zaawansowana, że standardowa terapia nie mogła przynieść korzyści, ale przewidywany okres życia pacjenta musiał wynosić co najmniej trzy, a najlepiej sześć miesięcy. Oczywiście pan Wright nie spełniał tego drugiego warunku – nawet rokowanie, że pożyje dłużej niż dwa tygodnie, wydawało się bardzo optymistyczne.
Kilka dni później dostarczono preparat i zaczęliśmy szykować program testowy, który nie obejmował pana Wrighta. Gdy ten usłyszał, że rozpoczynamy leczenie krebiozenem, jego entuzjazm nie miał granic i, choć usilnie starałem się mu to wyperswadować, tak gorąco błagał, by dać mu tę niezwykłą szansę, że wbrew swoim poglądom i niezgodnie z warunkami postawionymi przez Komisję do spraw Krebiozenu zadecydowałem, iż włączę pana Wrighta do programu.
Zastrzyki miały być podawane trzy razy w tygodniu. Pamiętam, że pierwszy zaaplikowaliśmy mu w piątek. Nie widziałem go potem aż do poniedziałku, a gdy szedłem do szpitala, myślałem, że pacjent albo kona, albo już umarł.
Jakaż oczekiwała mnie niespodzianka! Zostawiłem go w gorączce, oddychającego z trudem, całkowicie złożonego chorobą. Teraz chodził po oddziale, wesoło gawędził z pielęgniarkami i z każdym, kto tylko zechciał słuchać, dzielił się swym dobrym nastrojem. Natychmiast pobiegłem do innych pacjentów, którzy w tym samym czasie dostali swój pierwszy zastrzyk. Okazało się, że nie nastąpiło ani polepszenie, ani pogorszenie ich stanu. Nadzwyczajna poprawa widoczna była tylko u pana Wrighta. Guzy zaczęły znikać jak topione na gorącym piecu kule śniegowe i przez tych kilka dni zmniejszyły się o połowę. Regresja ta była znacznie większa, niż gdyby najbardziej wrażliwego na promieniowanie guza poddawać codziennie bombardowaniu promieniami rentgenowskimi. Wcześniej zresztą przekonaliśmy się, że guzy naszego pacjenta nie reagują na naświetlanie. Poza jednym, nieskutecznym przecież zastrzykiem nie otrzymał on żadnych innych leków.
Fenomen ten wymagał wyjaśnienia i zmusił nas raczej do otwarcia się na nową wiedzę niż do prób tłumaczenia. Dalej, tak jak zaplanowaliśmy, podawaliśmy zastrzyki trzy razy tygodniowo ku wielkiej radości pacjenta i naszemu rosnącemu zakłopotaniu. W ciągu dziesięciu dni [pana Wrighta] wypuszczono z “łoża śmierci” – wszystkie objawy jego choroby zniknęły w tak krótkim czasie. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale ten śmiertelnie chory człowiek, kiedyś chwytający hausty powietrza przez maskę tlenową, teraz nie tylko normalnie oddychał, ale był w pełni aktywny i bez problemów przeleciał swym samolotem na wysokości 12 000 stóp.
Ta nieprawdopodobna sytuacja zaistniała na samym początku testowania krebiozenu. Po około dwóch miesiącach zaczęły się pojawiać sprzeczne doniesienia. Wszystkie kliniki, które wypróbowały lek, donosiły o jego nieskuteczności. Natomiast twórcy preparatu uparcie zaprzeczali zniechęcającym faktom, które wychodziły na jaw.
Tygodnie wolno mijały, a wieści o krebiozenie bardzo martwiły naszego pana Wrighta. Choć nie był on bardzo wykształcony, jego sposób rozumowania był logiczny i prawie naukowy. Pacjent zaczął tracić wiarę w to, co stanowiło jego ostatnią nadzieję i ratunek, a nie zostało mu już nic, czego mógłby pragnąć. Gdy rezultaty, o których pisano, zaczęły wyglądać beznadziejnie, zniknęło także przekonanie pana Wrighta o skuteczności leku. Po dwóch miesiącach doskonałej formy wrócił do poprzedniego stanu, stał się bardzo przygnębiony i ponury.
Wówczas dostrzegłem możliwość powtórnego sprawdzenia leku i być może również odkrycia sposobu, w jaki znachorzy osiągają wyniki, które sobie przypisują (a wiele ich wypowiedzi można rzetelnie udowodnić). Znając już wrodzony optymizm mego pacjenta, -świadomie go oszukałem. Zrobiłem to z powodów czysto naukowych. Chciałem wykonać ściśle kontrolowany eksperyment, który mógł przynieść odpowiedź na wszystkie kłopotliwe pytania związane z przypadkiem pana Wrighta. Co więcej, test mój nie mógł w żaden sposób pogorszyć jego stanu – tego byłem pewien; ponadto nie znałem niczego, co mogłoby mu pomóc.
Gdy pan Wright próbował walczyć z rozpaczą ogarniającą go z powodu nawrotu choroby, który nastąpił mimo “cudownego leku”, zdecydowałem się wykorzystać szansę i odegrać rolę znachora. Celowo skłamałem, mówiąc mu, żeby nie wierzył w to. co piszą gazety, bo lek mimo wszystko jest niezwykle obiecujący. “Jaka więc – spytał – jest przyczyna mojego pogorszenia?” “Po prostu specyfik w tej postaci utracił swoją siłę – odparłem. – Jutro prawdopodobnie otrzymamy nowy, doskonale rafinowany produkt o podwójnej mocy, który być może podziała dwukrotnie silniej niż pierwsze zastrzyki”.
Wiadomość ta stała się dla pana Wrighta prawdziwym objawieniem. Ciężko chory pacjent znów jaśniał optymizmem i chęcią rozpoczynania wszystkiego od początku. Przesunąłem o kilka dni datę nadejścia przesyłki, co sprawiło, że pan Wright oczekiwał jej jak zbawienia. Gdy oznajmiłem, że niedługo zaczniemy nową serię zastrzyków, był pełen wiary i prawie wpadł w ekstazę.
Pierwszy zastrzyk podałem z wielkimi fanfarami i odgrywaniem przedstawienia (w tych warunkach uznałem to za dopuszczalne). “Nowy preparat o podwójnej mocy” składał się wyłącznie z wody. Wyniki eksperymentu były dla nas zaskakujące, choć skoro go robiliśmy, musieliśmy oczekiwać jakichś rezultatów.
Wydobycie się pacjenta ze stanu agonalnego miało teraz przebieg jeszcze bardziej dramatyczny niż za pierwszym razem. Guzy rozpłynęły się, zniknął płyn w klatce piersiowej, pacjent powrócił do pracy zawodowej, a nawet znowu zaczął latać. Stanowił w owym czasie okaz zdrowia. Przez ponad dwa miesiące nie występowały u niego żadne objawy. Później w prasie ukazał się komunikat AMA (Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego): “przeprowadzone w całym kraju testy dowiodły, że krebiozen nie przedstawia żadnej wartości jako lek na raka”.
Kilka dni po ukazaniu się tego raportu pana Wrighta ponownie przyjęto do szpitala w stanie agonalnym. Utracił wiarę, zniknęła nadzieja. Po dwóch dniach umarł.
Opis osobowości pana Wrighta, dokonany przez Klopfera i zapisany po badaniu testem Rorschacha, jest następujący (Klopfer, 1957, s. 339):
Protokół z badania testem Rorschacha sporządzono, zanim nastąpiło przejście od optymizmu do pesymizmu. Odzwierciedla on osobowość, w której występuje – jak to kiedyś określiłem – płynna organizacja ego. Widać to w obecnym zachowaniu pacjenta i wielkiej łatwości, z jaką najpierw poddał się sugestii płynącej z reklamy leku, a później sugestiom lekarza podczas celowo zaplanowanego eksperymentu; nie przejawiał oznak ani obrony, ani nawet krytycyzmu. Jego ego po prostu płynie i dlatego cała jego życiowa energia jest wolna – wywołała zatem taką reakcję na lek, która wydawała się czymś w rodzaju cudu.
Niestety, sytuacja ta nie mogła trwać dłużej, ponieważ nie stabilizowało jej dobrze zakorzenione centrum osobowości, w którym długofalowa perspektywa zapobiegłaby katastrofalnym konsekwencjom rozczarowania lekiem. Używając symbolicznej analogii, można powiedzieć, że podczas pływania po powierzchni wody pod wpływem optymistycznej autosugestii lub sugestii pacjent zamienił się w ciężki kamień i bez walki poszedł na dno w chwili, gdy siła owej sugestii przestała działać.
Przypadek pana Wrighta aż nadto żywo ilustruje sukcesy i porażki prób komunikowania się między psychiką a ciałem oraz uzdrawiania na obecnym poziomie wiedzy. Jeszcze nic rozumiemy wszystkich istotnych czynników, które występują w każdej konkretnej sytuacji, i mamy jedynie niejasne pojęcie o tym, jak wspomagać niezawodne uzdrawianie. Jak dotąd wiemy na ten temat niewiele więcej, niż wiedziano 30 lat temu, gdy pan Wright zaprezentował swym lekarzom potęgę optymizmu.
Wiemy dziś na przykład, że układ odpornościowy może kontrolować rozwój raka; ulepszając ten układ, można by doprowadzić do zmniejszenia przezeń nowotworu. Układ odpornościowy pana Wrighta był z całą pewnością pobudzony przez jego wiarę w wyleczenie. Nieprawdopodobne tempo, w jakim wracał do zdrowia, sugeruje, że jego układy autonomiczny i hormonalny były podatne na sugestię i pomagały mu zmobilizować układ krwionośny z taką niezwykłą skutecznością, że doszło do usunięcia toksycznych płynów i innych pozostałości szybko malejącego nowotworu. Jak się później okaże, dzisiaj wiemy więcej o układzie limbiczno-podwzgórzowym mózgu, który jest głównym łącznikiem między psychiką a ciałem, modulującym aktywność układów odpornościowego, autonomicznego i hormonalnego w odpowiedzi na sugestię psychiczną i autosugestię.
Podsumujmy: doświadczenie pana Wrighta dowodzi, że jego głębokie przekonanie o skuteczności bezwartościowego leku, jakim był krebiozen, wywołało uzdrawiający efekt placebo, spowodowało aktywizację głównych systemów komunikacji między psychiką a ciałem.”
Ernest L. Rossi – Hipnoterapia. Psychobiologiczne mechanizmy uzdrawiania
źródło: zenforest.wordpress.com

Share

Prof. Ernst Muldashev, jego podróże, odkrycia i słynna operacja

Share

Oto opowieść o czymś, co jak dotąd uważało się za niemożliwe. Przeszczep gałki ocznej jawił się jako zabieg iście futurystyczny. Dlaczego? Zajrzyjcie TUTAJ. 
Poniżej opowieść o człowieku, wybitnym lekarzu, który po powrocie z Tybetu dokonał tego, co „niemożliwe”. Film opowiada o niezwykłych odkryciach Profesora, których dokonał uwznioślony i zainspirowany swoją podróżą. Zaiste, są fascynujące! Po obejrzeniu tego filmu będziesz pewien- tak jak ja- ŻE WSZYSTKO JEST MOŻLIWE!

muldaszewFilm opowiada o zadziwiających możliwościach, które może otworzyć człowiek, jeżeli jest w stanie przekroczyć wszelkie granice zwykłego zdrowego rozsądku i poszukiwać nowej wiedzy, w, wydawałoby się, całkowicie nieoczekiwanym kierunku. Prawda jest nieuchwytna, ale gdzieś tam istnieje. Trzeba tylko zrobić krok poza horyzont.
Na progu trzeciego tysiąclecia w prasie pojawiła się sensacyjna wiadomość: „28 stycznia 2000 roku profesor Ernst Muldashev po raz pierwszy w świecie z powodzeniem przeprowadził operację przysadki oka”. Muldashev zdecydował się na operację po ekspedycji do Tybetu. Stwierdził, że dotarł tam do tajemnych sił, które pochodzą z dalekiej przeszłości.

 

Share

ROSYJSKA MEDYCYNA INFORMACYJNA

Share

„Choroba jest zaburzeniem struktury i funkcji ciała, do których dochodzi w wyniku patologicznej informacji, na przykład przez negatywne myśli, emocje, przekonania, nastawienie do życia. […] Informacja choroby może dopaść człowieka tylko wtedy, gdy jego „wzór wibracji” jest niestabilny i ma „niskie częstotliwości”.
Kiedy człowiek w myślach, uczuciach i emocjach walczy z życiem i samym sobą, znajduje się w stresie, gdy opanowują go strach i złość, gdy skupia się na chorobach i obciążeniach, a nie na zdrowiu i rozwiązaniach, będzie podatny na „niskofrekwencyjne” informacje choroby. Wywołujące choroby wzory wibracji zarazków i szkodliwych substancji są wtedy przejmowane przez organy/komórki ciała i w ten sposób zaczyna się zaburzone funkcjonowanie, które później manifestuje się w chorobie jako choroba”

Olga Hausermann Potschtar, Klaus Jurgen Becker – „Rosyjska medycyna informacyjna”

Share

Pole serca

Share

przestrzen-serca„Tak przeogromna jak przestrzeń wokół nas
jest maleńka przestrzeń w twoim sercu;
odnajdziesz w niej niebo i ziemię,
ogień i powietrze, słońce i księżyc,
błyskawice i konstelacje gwiazd,
cokolwiek należy do ciebie tu na dole,
i to, co nie należy,
wszystko to zgromadzone zostało
w tej maleńkiej przestrzeni Twojego serca”.

Upaniszady 8.1.2-3

Share