Archiwum kategorii: Mistyka

Fizyka | WYWIAD Z GIENNADIJEM SZYPOWEM

Share

FIZYKA Giennadij Iwanowicz SzypowProfesor Gennadij Szypow jest rosyjskim fizykiem, który rozwiązał problem postawiony przed fizykami przez Alberta Einsteina: opracował mianowicie jednolitą teorię pola. Jest dyrektorem Międzynarodowego Centrum Fizyki Próżni, członkiem Rosyjskiej Akademii Nauk Przyrodniczych i członkiem Międzynarodowej Akademii Biotechnologii. W roku 1993 ukazało się pierwsze wydanie jego monografii „Teoria próżni fizycznej”. Drugie wydanie książki uzupełnione i poprawione opublikowało Wydawnictwo Nauka w roku 1997, a w roku 1998 książka wydana została w wersji angielskiej. Amerykański Instytut Biograficzny (American Biographic Institute) w roku 1998 przyznał mu tytuł Człowieka Roku i zaliczył go do grona 500 osób na świecie, które odegrały najważniejszą rolę w dziejach ludzkości w przeciągu ostatnich stuleci oraz przyznał mu na koniec tysiąclecia Medal Honoru (Medal of Honor) jako jednemu z 2000 mieszkańców Ziemi, którzy odznaczyli się czymś niezwykłym dla pożytku świata.

Fizyka wskazuje na istnienie Boga

Willigis Jäger, mnich zakonu benedyktynów i mistrz zen, powiedział w książce „Fala jest morzem”, że wiek XXI będzie wiekiem mistyki, a siłę napędową stanowić będą nie filozofowie i teologowie, lecz fizycy. Czy Pan też tak uważa? Jak by Pan objaśnił przewodnią rolę fizyki w prowadzeniu nas ku nowej, duchowej w swojej istocie epoce w życiu ludzkości?

Wyjaśnienie otrzymamy, kiedy przyjrzymy się, czym zajmuje się fizyka. Jednym z zadań, jakie sobie stawia, jest odpowiedź na pytanie, jak zbudowany jest świat. Jeżeli zaś nauka, dokładniej mówiąc fizyka, pretenduje do tego, żeby opisać całą rzeczywistość – nie tylko jej część materialną – to nie może ona wykluczać z obrazu świata Boga. A więc skoro fizyka opisuje wszystko, co istnieje w tym świecie, to musi ona w jakiś sposób odnieść się do Boga i do zagadnień związanych ze świadomością człowieka. Jeżeli bowiem nie uwzględnimy w porządku świata świadomości człowieka oraz Wyższej Świadomości, to świat okaże się niepełny. Teoria próżni fizycznej, którą opracowałem, obejmuje swoim zainteresowaniem zagadnienie świadomości i włącza w obraz świata istnienie Superświadomości. Niedawno napisałem artykuł na temat sahadżajogi. Wykazałem w nim, jaką rolę w naszym życiu pełni świat materii subtelnej i świat Wyższej Rzeczywistości. W swojej teorii dzielę rzeczywistość na dwa poziomy:

Świat materii gęstej, o której uczy współczesna nauka – ciała stałe, ciekłe i gazowe oraz cząstki elementarne i różne znane nam pola; następnie świat materii subtelnej – realność, której w starym rozumieniu nie można nazwać materią, gdyż nie posiada energii, ma natomiast różne inne cechy, których nie posiada zwykła, znana nam materia, choćby bardzo szybkie rozprzestrzenianie się, błyskawiczne wręcz. W istocie to też jest materia, ale żeby ją odróżnić od gęstej, nazywamy ją subtelną materią. Posiada ona takie właściwości, że można ją wykorzystywać do sterowania procesami zarówno tworzenia, jak i niszczenia obiektów materialnych. Pojawia się błyskawicznie, istniejąc natychmiast wszędzie. Jeśli zatem chcieć wykorzystać ją jako motor do kierowania procesami, to okazuje się ona do tego idealna. Poprzez tego nosiciela z subtelnej materii można kontrolować każde zdarzenie.

Jeden z wiodących autorytetów w kosmologii i astrofizyce, Frank J. Tipler, autor książki „Fizyka nieśmiertelności” na pytanie korespondenta amerykańskiego magazynu popularno-naukowego „Omen”: „Co chciał Pan powiedzieć ludziom swoją najnowszą książką?” odpowiedział: „Emmanuel Kant przekonywał, że są trzy fundamentalne pytania metafizyki: Czy istnieje Bóg? Czy posiadamy wolną wolę? Czy istnieje życie po śmierci? Ja transformuję te pytania metafizyki na zadania fizyki, rozwiązuję je i odpowiadam na wszystkie trzy: tak, tak, tak. Oto jak można podsumować to, co napisałem w mojej książce…” Czy fizyk rzeczywiście może dziś obwieścić z pozycji naukowca, że Bóg istnieje?

Jest wielu fizyków, którzy uważają, że wiemy już prawie wszystko, i że dla Boga nie ma miejsca w tym obrazie świata. Materialiści twierdzą, że wszystko powstaje w sposób przypadkowy, że nie istnieją żadne inne poziomy rzeczywistości. Tymczasem doświadczenie naukowe już w tej chwili wskazuje, że nie ma niczego przypadkowego, a to, co my uważamy za przypadek to tylko nie poznany jeszcze przez nas obszar rzeczywistości. Mnie Bóg wyłonił się zza równań. Teoria próżni fizycznej, którą opracowałem, stwierdza istnienie poziomu Rzeczywistości Wyższej, jeszcze bardziej wysubtelnionej struktury, gdzie praktycznie nie ma materii, nawet subtelnej. To coś jakby plan według którego rodzi się materia zarówno subtelna, jak i gęsta. Materii nie ma, a plan już jest. Na pytanie: kto stworzył ten plan? otrzymujemy odpowiedź, że istnieje Wyższy Umysł, który to wszystko obmyślił i wykonał. On jest Początkiem Wszystkiego. Ponieważ nie ma takich równań, za pomocą których dałoby się Go opisać, oprócz równania typu 0=0, z punktu widzenia tradycyjnej nauki jawi się jako „nic” – na tym poziomie bowiem nie ma niczego, co by było nauce znane: ani materii, ani energii.
fizyka

A jednak to on właśnie okazuje się być początkiem wszystkiego, co istnieje. Religia nazywa go Stwórcą. Boski Stworzyciel, ktoś, komu pokłon składają wszystkie narody. Na Wschodzie mówi się o Wielkiej Pustce, a my doszliśmy do tego na podstawie rozwijania własnych materialnych teorii. Kiedy teoria się rozwija, osiąga ona w końcu taki poziom, gdy pojawia się w niej to, co można nazwać Stworzycielem. Jednakże teoria nie jest w stanie opisać, kto to jest lub czym on jest. Ona widzi go gdzieś jakby w oddali, ale przybliżyć się do niego nie jest w stanie – metody jej są ograniczone. Potrzebne są inne metody. Potrzebna inna może nauka. My jednak nie będziemy wymyślać nauk, będziemy się po prostu przybliżać tylko do Stwórcy, ale dosięgnąć go się nie da.

A jak odniesie się Pan do pojęcia wieczności?

Poziom, na którym nie ma już energii, a jest tylko informacja, posiada możliwości najwyższe. Zdolny jest on wyłaniać z siebie plany pierwotne. I tak też określam ten poziom – jako najbardziej stały poziom rzeczywistości. I mówię nie o jakimś mitycznym czy hipotetycznym zjawisku, a wyłącznie o fizycznym. Wszystko w tym świecie znika, ale ten poziom pozostaje zawsze. Jest wieczny. Z niego absolutnie wszystko się zaczyna i nim też absolutnie wszystko się kończy. Świat Rzeczywistości Wyższej, świat planów, praw, relacji między elementami materii – a one, zauważmy, są bardziej trwałe niż sama materia.

Czy można powiedzieć wobec tego o zbliżaniu się nauki i religii?

Powiem tak: jest oto nowa teoria fizyczna, powstała w rezultacie rozwinięcia wniosków Alberta Einsteina, w której pojawia się pewien poziom rzeczywistości, synonimem którego w religii jest Bóg – rzeczywistość posiadająca wszystkie cechy Boskości. Tylko to potwierdzam. Nic ponadto. Nie wiem, jak owa Boskość jest zorganizowana, wiem jednak, że ona realnie istnieje. Przy pomocy naszych metod nie da się jej poznać, „zbadać”. Nauka nie udowadnia, a tylko wskazuje na istnienie Boga. Nie pretenduje do niczego więcej – naukę w zasadzie interesuje materia zagęszczona.

Z religią jest nieco inaczej, gdyż ona już dawno „pracuje” ze Światem Rzeczywistości Wyższej. I wszystkie rytuały religijne są jak gdyby przeznaczone do łączenia świadomości człowieka z tym światem – poprzez struktury materii subtelnej. Z mojego punktu widzenia zachodzi obecnie synteza nauki i religii. Proces ten jest nieunikniony. Czyż nie o tym zaświadczają szokujące odkrycia ostatnich lat? Właśnie w naszych czasach coraz więcej wskazuje na to, że myśl jednak jest materialna. Teoria próżni fizycznej udowodniła istnienie nosiciela myśli. Tym nosicielem są pierwotne pola torsyjne. Także nasze ciało fizyczne posiada możliwości grupowania wokół siebie ciał subtelnych – pewne struktury, które zdają się być pośrednikami pomiędzy poziomem idei a rzeczywistości widzialnej – to co uważa się za Świat Rzeczywistości Wyższej a naszym planem fizycznym.

Proszę bliżej sprecyzować kwestię materialności myśli: czy można powiedzieć, że pole torsyjne jest materią myśli?

Tak.

Skoro myśl może istnieć samodzielnie i posiadać formę, jak przedmiot, to w jaki sposób pole torsyjne „odziewa się” w tę formę, że powstaje myśl?

Równania, opisujące pole torsyjne i opisujące myśl – to są równania nieliniowe. Oznacza to, że zarówno pola, jak i myśli, mogą oddziaływać na siebie wzajemnie. Pole wytwarza pewne zagęszczenia – solitony. Występują one jako samodzielne istnienia mające własną strukturę, swoją własną charakterystykę. Różnorodność tych zagęszczeń jest nieskończenie wielka, albowiem, kiedy myślimy, w naszej głowie pojawiają się one jako pewne obrazy – fizyczne, matematyczne itd. Te obrazy żyją. Mogą wydostać się z głowy i przyjść do głowy. Nasz mózg to idealny odbiornik i generator pól torsyjnych o bardzo subtelnej wibracji.

Próżnia żyje

Czy Pana myślenie na temat próżni odnosi się w jakiś sposób do koncepcji eteru, o którym mówił Newton? Próżnia kojarzy nam się z pustką, nicością. Tymczasem Pan twierdzi, że pulsuje ona życiem, że rodzi materię, nowe światy…

Myślenie o próżni jako nicości i pustce jest myśleniem przestarzałym. W mechanice Newtona rzeczywiście znajdujemy pierwsze rozważania o próżni. Newton mianowicie mówił, że oprócz naszej zwykłej przestrzeni, gdzie zachodzi ruch i inne zjawiska, jest jeszcze przestrzeń absolutna – nie jest ona uchwytna dla naszych przyrządów, a jednak realnie istnieje. W końcu XIX wieku pojawiły się teorie, że eter posiada jakieś właściwości, takie jak sprężystość. Sporządzano dla niej równania, jednakże wraz z pojawieniem się szczególnej teorii względności od teorii eteru odwrócono się. Odciął się także od niej Einstein w 1905 roku, ale w przeciągu 15 lat – w związku z pracami nad ogólną teorią względności – znów o eterze zaczął mówić, zauważywszy, że zakrzywiona czasoprzestrzeń to właśnie eter. Według mnie, eter jest właśnie próżnią fizyczną.

Zgodnie z tym, co mówił Einstein, pustka, czasoprzestrzeń, posiada cechę sprężystości. Oto bierzemy jakąś masę, umieszczamy ją w jakimś obszarze przestrzeni, i czasoprzestrzeń zaczyna przejawiać cechę sprężystości w charakterze zakrzywień. A jeśli w pustą przestrzeń wpuścić promień światła, to popłynie on po linii prostej, jeżeli jednak obok umieszczono by masę, to przechodząc w pobliżu powierzchni tej masy promień się zakrzywi. W tym właśnie przejawia się cecha sprężystości pustki, próżni albo eteru Einsteina. A kiedy pojawiła się mechanika kwantowa i elektrodynamika, to znowu zaczęto uważać, że przestrzeń posiada jakieś właściwości. Za laureatem Nagrody Nobla, Paulem Dirakiem, możemy powiedzieć, że z pustki – próżni – rodzi się para cząstek: cząstka i antycząstka. On też niejednokrotnie zauważał: należy wyrzec się przesądu, że próżnia niczego w sobie nie zawiera.

A więc próżnia żyje?

Oczywiście, że tak. Próżnia żyje, zachodzą w niej fluktuacje, chociaż w zasadzie jest neutralna: nie ma ani masy, ani ładunku… Jeżeli by jednak przyjrzeć się uważnie w dużym powiększeniu każdemu punktowi próżni, to dałoby się zobaczyć niekończące się procesy powstawania i niszczenia wirtualnych cząstek i antycząstek. Próżnia przypomina powierzchnię wrzącego bulionu. Coś jakby pianę. Próżnia to plan, ale nie zamrożony. On żyje. Pozostaje w działaniu. Powstają z niego cząstki…

Czy to znaczy, że natura próżni jest dwojaka? Z jednej strony nie jest materią, pozostając planem-matrycą, z drugiej – jest żywa?

Właśnie tak. Przy czym energia jej drgań jest nieskończona. Albert Einstein mówił: próżnia posiada cechę sprężystości, a Paul Dirac i kwantowa teoria pola potwierdzają: próżnia, rodząc cząstki i antycząstki, kipi, fluktuuje. Współczesna teoria faktycznie ujednoliciła oba te punkty widzenia. Mówiąc inaczej, próżnia posiada określoną strukturę także wówczas, gdy nie ma materii, fluktuacji, nawet wtedy, kiedy niczego nie ma. Tym niemniej jest matrycą informacyjną, w której – zgodnie z wyprowadzonym prawem – powinny zachodzić procesy powstawania-niszczenia materii. Nawiązując do tego należy powiedzieć, że istnieją już równania, opisujące strukturę próżni. I wszystko, co rodzi się z próżni powinno spełniać te równania. Także pola torsyjne przenoszą nie energię, a informację, co jest, z punktu widzenia teorii zarządzania – najbardziej efektywnym sposobem kierowania jakimikolwiek procesami, jako że do tego nie trzeba ogromnych zapasów energii. Jak wiadomo, wszelkie kierowanie związane jest z przekazywaniem sygnału, a dla wytworzenia go wymagana jest energia bardzo wysokiej mocy, co zresztą zauważamy w naszym współczesnym świecie. A tu – informacyjne sterowanie światowymi wydarzeniami, osiągane jakby bez użycia jakiejkolwiek energii. I tak oto, kiedy już pierwotne pole torsyjne zostało stworzone we Wszechświecie, z próżni rozpoczynają się procesy tworzenia się materii zagęszczonej. I przede wszystkim – cząstki elementarne, przy czym nie z jednego punktu, jak przekonują współczesne scenariusze pochodzenia Wszechświata, a od razu we wszystkich punktach. Powstałe cząstki jednoczą się, przedstawiając sobą bardziej skomplikowane konstrukcje – atomy, molekuły i tak dalej. W taki to właśnie sposób pojawiło się życie, w tym także jako wysoko rozwinięte świadome stworzenia…

Wprowadza Pan pojęcia próżni fizycznej i próżni pierwotnej. Jak należy je rozumieć?

Poziom próżni fizycznej – to plan budowania materii zagęszczonej, a poziom pierwotnej próżni – to plan tworzenia pierwotnych pól torsyjnych, które jak już mówiłem, od razu ogarniają cały Wszechświat.

Jak powstaje materia?
fizyka

Według wcześniejszych planów. Są to pewne odniesienia, prawa, matryce potencjalnego, zamysł, według którego będzie budowany plan materialny – konkretna materia. Żeby zbudować dom, w naszej świadomości musi najpierw pojawić się jego obraz – plan, który następnie realizujemy na papierze, w rysunkach i wykresach, a dopiero potem kupujemy cegłę i inne materiały – budujemy dom. Coś podobnego ma miejsce także w świecie Wyższej Rzeczywistości. Istnieje Superświadomość, związana z bezenergetycznym poziomem idei, gdzie powstaje nie materia, a plan – zamysł. I dopiero kiedy plan jest już gotowy, rozpoczyna się proces powstawania materii z próżni.

Czy wobec tego potwierdza się pogląd filozofów, którzy twierdzili, że obok materialnego świata istnieje świat idei?

Tak to wygląda. Świat idei to pewnego rodzaju rzeczywistość, która w odniesieniu do znanej nam materii, jest bardziej stabilna, wyobrażająca świat Wyższej Rzeczywistości. To praprzyczyna wszystkiego. Jest pierworodna, można powiedzieć. A więc na początku pojawia się właśnie ta część rzeczywistości, a dopiero potem znana nam materia gęsta. Nie może być inaczej. Przecież nie da się z chaosu tworzyć czegoś zorganizowanego. Potrzebny jest jakiś plan. W Biblii powiedziano: na początku było słowo, a słowo – to plan. Dopiero po jego przejawieniu się rozpoczęły się narodziny materii.

Bank Danych

Jak zostaje się odkrywcą? Czy jest to zasługa człowieka, czy też podłączenie się do kosmicznego pola informacyjnego, swoistego Banku Danych?

Można powiedzieć, że i jedno i drugie. Doświadczenie wykazuje, że odkrycia mają miejsce tylko wówczas, gdy człowiek jest absolutnie uczciwy w wykonywaniu swojej profesji. W przeciwnym razie nie pomoże mu ani wiedza, ani stanowiska, ani stopnie naukowe. Co zaś do Kosmosu… No cóż, widać to jest tak: kiedy człowiek pozostaje wewnętrznie uczciwym, czystym w swojej pracy, to rzeczywiście mogą się przed nim otworzyć pewne, można by rzec, kosmiczne kanały, pomagające rozwiązać zadanie. Otwiera się przed takim człowiekiem przewód, który łączy jego świadomość z Bankiem Danych. Mam na myśli Świat Subtelny, pierwotne pole, gdzie zachowywana jest informacja dosłownie o wszystkim. A to – znowu pewien Boski plan, jak często dziś się przekonujemy, pole informacyjne.

Można go nazwać Duchem Świętym. Jest to rodzaj Superświadomości, jakby część Boskiej obecności. W Banku Danych zgromadzone są wszystkie prawa, relacje, normy, kierunki, co wiadome jest wcześniej i przeznaczone dla wszystkich czasów. Z powodu takich lub innych przyczyn świadomość człowieka przebija się do tego Banku Danych i – bezpośrednio otrzymuje wiedzę, informację, ważniejsze dla ludzkiej egzystencji wiadomości. Przypomnijmy, że Ampere i Faraday nie otrzymali specjalistycznego wykształcenia, Volta uczył się w szkole zakonu jezuitów, Joule był piwowarem, Kopernik, Helmholtz i Mayer – lekarzami, Avogadro, Lavoisiere, Fermat, Hubble – prawnikami…

Jak odczuwa się kontakt z Bankiem Danych? Bo domyślam się, że można w Pana przypadku o takiej łączności powiedzieć?

Myślę, że tak. Doświadczyłem tego jako natchnienia, olśnienia… Byłem w stanie euforii. Proszę mi wierzyć, to prawdziwie niezwykły stan – coś nieziemskiego. Nie da się z niczym porównać w powszednim życiu. Dodam coś jeszcze. Kilka lat temu angielski fizyk teoretyk, Robert Penrose, opublikował książkę zatytułowaną Nowe myślenie cesarza. W tej pracy przeanalizował, skąd przychodzi nowa wiedza. Analiza ta dokonana została z pozycji współczesnej matematyki i fizyki. Wniosek, do jakiego doszedł był zupełnie nieprawdopodobny dla takiego człowieka, jak on. Penrose zauważył: zrozumieć, skąd się bierze nowa wiedza – same twierdzenia i prawa możemy tylko w tym przypadku, jeśli założymy, że istnieje Bank Danych, gdzie zebrane są wszystkie wiadomości w pełnym zakresie i o wszystkim. Pozostaje tylko niezrozumiałe, jak, w jaki sposób, ta wiedza dostaje się do umysłów uczonych.

Myślę, że w odróżnieniu od uczonego, każdy ezoteryk mógłby objaśnić ten proces. Powinniśmy uświadomić sobie, że jeśli jakiś uczony wpadł na jakąś myśl, znaczy to, że pozwolono mu uzyskać tę wiedzę. I jeżeli jakieś naukowe odkrycia swoim pojawieniem się sprawiają kłopot, oznacza to, że albo teraz nie będzie możliwości ich zrozumieć, albo że ta wiedza jest dla ludzkości przedwczesna. Penrose mówi, że odkryć nie dokonuje się drogą logicznych wywodów. Wręcz przeciwnie – krok, który przywiódł do odkrycia nie jest natury logicznej. Dopiero po tym, jak zostanie zrobione przejście na nowy poziom świadomości, zachodzą procesy, pozwalające ustanowić łączność nowego poziomu ze starym.

Promieniujący człowiek

Jaki jest współczesny świat z punktu widzenia teorii pól torsyjnych? I jakie jest w nim miejsce człowieka?

Z punktu widzenia współczesnej nauki, świat nie jest tak zwyczajnie „energetyczny”, jest on przede wszystkim informacyjno-energetyczny. Są pewne poziomy, gdzie przeważa informacja, i jej rola jest bardzo duża, zdolna jest wywołać poważne zmiany. Chociaż pierwotne pola torsyjne same z siebie działają niezbyt mocno, wystarczająco jednak efektywnie przede wszystkim na świadomość człowieka. I, jak już była mowa, wokół naszego ciała fizycznego pojawiają się pewne polowe struktury, które same zdolne są przyjmować te pola informacyjne, a także je generować. Rezultatem oddziaływań informacyjnych może być zmiana energetycznego stanu człowieka. Albowiem informacja może bardzo mocno zmienić energię systemu. Energetyczne straty na wypowiedzenie jednego słowa są małe, ale potrafi ono wyprowadzić z równowagi człowieka, sprowokować go do burzliwych, nader energicznych działań, o odpowiednich tego konsekwencjach. W „gęstym”, materialnym świecie wszystko odbywa się inaczej: ażeby wywołać energetyczne zmiany, konieczne jest energetyczne oddziaływanie na system.

Ojciec Jäger uważa, że w programie studiów fizyki w XXI wieku znajdą się wykłady, których tematem będzie medytacja. Pan poniekąd już to robi. Był Pan swego czasu zaproszony do Indii przez Szri Matadżi, która jest doktorem filozofii i medycyny. Szri Matadżi prowadziła medytację według metody sahadżajogi. Wykonano wówczas zdjęcia, których odbitki Pan posiada i prezentuje na swoich wykładach. Co tak interesującego dla fizyka próżni ukazują te zdjęcia?

Są to rzeczywiście unikalne zdjęcia. Na kliszy pojawiły się struktury, jakich nigdy wcześniej nie zaobserwowano. Najprawdopodobniej przedstawiają one sobą pierwotne pola torsyjne. Przy tym Szri Matadżi zmieniała nie tylko przestrzeń, ale zbiorowe pole medytujących ludzi. Ponieważ wszystkie oddziaływania wzajemne oraz inne oddziaływania na poziomie subtelnego planu zachodzą informacyjnie, rzecz taka jak medytacja z pewnością będzie badana także i od tej strony.

Czy to oznacza, że człowiek generuje subtelne energie?

Oczywiście, że tak. Już przed II wojną ustalono co następuje: kiedy wykonuje się fotografię, nieważne kogo czy czego, pola torsyjne albo energie subtelne wywołują zmiany struktury emulsji na kliszy. Na sam obraz nie ma to wpływu. Znani są w naszym kraju badacze, u których podczas pracy ze zwykłym aparatem fotograficznym, pojawiały się obrazy nie takie same bynajmniej jak u wszystkich ludzi. Udało się zrozumieć, że struktury, które się ujawniły w postaci kul, linii lub też innych skomplikowanych wyobrażeń – to fotorejestracja pól torsyjnych. Przy tym zachodziły również sytuacje niezrozumiałe: jeśli człowiek ma zdolności widzenia planu subtelnego lub też otwarty ma kanał łączności ze Światem Subtelnym, to podczas fotografowania na obrazie pojawiają się struktury polowe. Jeśli natomiast tym samym aparatem z tą samą kliszą fotografuje zwykły człowiek, nie posiadający takich zdolności, to na kliszy żadnych struktur polowych nie widać.

Nowa fizyka kwantowa

Mechanika kwantowa z trudem torowała sobie drogę do oficjalnego jej uznania. Nagle się okazało, że coś jest raz cząsteczką, a raz falą – uładzony, stabilny świat zadrżał w posadach. Są nadal fizycy, którzy upierają się, że nie ma żadnych pól, zwłaszcza torsyjnych, o których Pan mówi. A już na pewno nie chcą słyszeć o matematycznym opisaniu pól świadomości. Fizyka kwantowa jest już wykładana w szkołach. Można się zatem spodziewać, że pewnego dnia w szkolnych podręcznikach pojawi się też teoria próżni fizycznej. Proszę powiedzieć, jak się ma fizyka kwantowa do fizyki pól torsyjnych?

Kiedy powstała mechanika kwantowa, ogłoszona w ogólnym zarysie przez Diraka w roku 1928, uważano, że równania tej teorii opisują zachowanie się pewnego pola PSI probabilistycznego pola, a nowa teoria powiada, że pole PSI to jest pole torsyjne, które pojawia się w teorii próżni fizycznej. Jeden z twórców teorii kwantowej, Schrödinger, uważał, że funkcja falowa PSI to jest jakieś pole fizyczne nieznanej natury. Podobnie myślał Einstein. Inni fizycy nie znali tego pola i mówili, że to probabilistyczna funkcja, która nie opisuje fizycznego pola, a opisuje wszystkie procesy poprzez prawdopodobieństwo. Okazuje się, że kiedy mówimy „prawdopodobieństwo”, albo „przypadkowość” przyznajemy po prostu, że czegoś nie wiemy. Jeżeli zatem uznam, że poznałem i wiem, to mogę powiedzieć, że falowa funkcja kwantowej mechaniki to jest pole torsyjne. Z teorii próżni fizycznej wynika nowa mechanika kwantowa, która zaprzestaje stosowania pojęcia cząstki próbnej i opisuje cząstkę z uwzględnieniem jej własnego pola wykorzystując do tego uniwersalne pole fizyczne – pole inercji, a więc pole torsyjne.

A więc fala jest polem?

Właśnie tak. Opowiem Pani o małym rezultacie nowego spojrzenia na funkcję falową w kwantowej mechanice. Okazuje się, że jeśli tak jest rzeczywiście, że funkcja falowa to pole torsyjne to od razu powstaje wniosek, że mechanika kwantowa opisuje nie tylko zachowanie się cząstek elementarnych w taki sposób jak obecnie – że są one dyskretne, posiadają energię, kwantują się – ale także zachowanie się planet, które obracają się wokół Słońca. Do opisywania zjawisk w skali makro, takich jak ruch planet wokół Słońca, ciągle jest wykorzystywane wyobrażenie o planecie jako o cząstce próbnej nie mającej własnego pola. Jednakże bardziej dokładny opis ruchu planet jest osiągany dopiero wówczas, gdy bierze się pod uwagę własne pole planety.

A więc fala jest polem? Czy nowa teoria kwantowa wynikająca z teorii próżni fizycznej może wskazać na pewien porządek w kosmosie oraz na związek pola świadomości planety z polem świadomości ludzi i w rezultacie z losem Ziemi, jej przyszłością?

W Układzie Słonecznym dają się obserwować zjawiska kwantowe: kwantują się średnie odległości od Słońca do orbit wszystkich planet i pasów asteroidów według określonego prawa. A to oznacza, że planety i asteroidy nie są rozrzucone chaotycznie. Okazuje się, że kwantują się nachylenia każdej orbity. Osie obrotu każdej planety, ich spiny, nie są tak po prostu rozrzucone w przestrzeni chaotycznie, ale w sposób ściśle kwantowy w odniesieniu do płaszczyzny równika słońca. Ich kąty wynoszą 30°, 60°, 90° albo 0°. To także fakt eksperymentalny. To oznacza, że jeśli, przypuśćmy, oś obrotu Ziemi będzie się zmieniać, to minimalna liczba stopni, o jakie może się ta oś odchylić, będzie wynosić 30°. Zero, trzydzieści, sześćdziesiąt, dziewięćdziesiąt. A co oznacza odchylenie się osi Ziemi o 30°? To oznacza potop. I były już takie potopy na Ziemi. Żeby takie odchylenie osi nastąpiło, musi przyjść sygnał torsyjny. A taki sygnał może nadejść, gdyż Ziemia reaguje na stan jej biosfery, na stan jej noosfery, to jest sfery myśli wokół niej. Kiedy dokonuje się analizy tego, co się dzieje, to widać związek między myślami ludzi na tej planecie, a przejawianiem się zjawisk natury. Zachodzi wzajemna zależność między świadomością ludzi, a polem świadomości planety.

Miłość i śmierć

Słuchałam kiedyś Pana wykładu, na którym powiedział Pan, że moc, będąca siłą sprawczą i stwórczą we Wszechświecie, to moc miłości. Czy fizyk może coś takiego powiedzieć bez obawy, że zarzuci mu się nienaukowość?

Fakt, że w tym momencie fizyka – i nauka – kończą swoje możliwości. Nie mamy żadnych wskazań ani metod, ażeby powiedzieć, co konkretnie rodzi Absolut, jakimi wartościami dysponuje Bóg – fizyka o tym nie mówi. Możemy jedynie a priori wyposażyć Absolutne Nic, czyli Absolutne Wszystko (przypomnę, że „nic” oznacza brak energii, brak materii, a „wszystko” oznacza nieskończoną informację) w superświadomość, nieskończone zdolności twórcze i – miłość. Jedyne bowiem, co motywuje Absolutne Nic-Absolutne Wszystko do działania jest miłość. Ktoś, kto posiada nieskończone zdolności twórcze, superświadomość i motywowany jest miłością nie może być zły – gdyby był, niczego by nie tworzył. Tak więc podstawowa siła stwórcza działająca we wszechświecie to miłość. Zło to niszczenie, nie tworzenie. Tyle może powiedzieć nauka. Reszta jest sprawą religii.

To bardzo piękna wiadomość. Inną, nie mniej ważną, jest informacja, że śmierć nie istnieje. Jak konkretnie ujmuje to fizyka torsyjna?

Badania fenomenów energo-informacyjnych związanych ze świadomością człowieka, takich jak bioterapia, bilokacja, telekineza, telepatia, jasnowidzenie i inne, pozwoliły uczonym wprowadzić nową informacyjno-energetyczną charakterystykę ożywionej materii – witalność. Jest ona rozumiana jako stosunek umownej informatywności układu do jego umownej energetyczności. Przyjęto, że dla układów materialnych istnieje pewna określona progowa witalność, która dzieli je na ożywione i nieożywione. Układy nieożywione charakteryzuje znaczna energia i mała informatywność, natomiast układy ożywione posiadają małą energię, ale wysoki stopień informatywności. Przy takim podejściu założyłem, że ożywione układy, jak na przykład człowiek, mogą przechodzić w submaterialne, duchowe obszary życia, w których gęsta, materialna powłoka, czyli ciało fizyczne, nie jest potrzebne i nie występuje. W ten sposób witalność układu charakteryzuje świadomość jako obszar, w którym znajdują się sfery duchowe, a w tym hierarchie istnień duchowych w ezoterycznym obszarze świata. Przy przejściu witalności w światy subtelne, submaterialne, świadomość określana jest poprzez funkcje stabilnego czynnika, pozwalającego zachować indywidualność istoty, która posiadała tę świadomość w świecie fizycznym, materialnym. Nie umieramy zatem – po prostu odkładamy swoją materialną powłokę, kiedy przestaje nam być potrzebna. I żyjemy dalej.

Od fizyki ku duchowości

Skąd u Pana, fizyka, który przyznaje, że był ateistą, zainteresowania duchowością?

To osobna historia. Szczególna. To część mojej pracy, można powiedzieć. Wiele razy w życiu otrzymywałem ciosy. Tak już jest, że pod wpływem ciosów losu zaczyna się zmiana w świadomości człowieka. Tak było i ze mną. Człowiek sobie żyje, nic szczególnego w jego życiu się nie dzieje, jest mu w miarę dobrze i – jego świadomość stoi w miejscu. Nie rozwija się. Zatrzymuje się w swoim duchowym rozwoju. Żeby świadomość uległa zmianie potrzebny jest jakiś bodziec – uderzenie, szturchnięcie, popchnięcie. U różnych ludzi przebiega to różnie. Ktoś zachoruje, znajdzie się w stanie bliskim śmierci – jego świadomość się zmienia. Kiedy znajduje się w stanie krytycznym zaczyna myśleć inaczej niż zazwyczaj, widzi rzeczy zupełnie innymi niż widział je dotąd. Czasem jest to moment śmierci klinicznej. Miałem i ja w życiu sytuacje, które popychały moją świadomość w nowym kierunku. Jako człowiek, który wybrał drogę nauki, uważałem, że reguły gry są następujące: kiedy studiujesz na uniwersytecie, to znaczy, że przygotowują cię tam, żebyś tworzył nową naukę, żebyś czynił nowe odkrycia. Uniwersytet kształci uczonych, rozumowałem, a to znaczy, że powinno się dokonywać odkryć w nauce, otrzymywać nowe rezultaty. A kiedy tak wreszcie się stanie, powiedzą: o, to dobry naukowiec, ma wyniki.

Czy tak się stało?

Niestety, nie. Zamiast tego wszystkiego, stało się na odwrót. Kiedy opublikowałem pierwszą swoją książkę w 1979 roku, wydaną przez Państwowy Uniwersytet Moskiewski, na moje wykłady zaczęły przychodzić duże grupy słuchaczy. Obecnych na sali było około 400 osób, w tym kursantów z Wydziału Doskonalenia Zawodowego dla wykładowców i nauczycieli z całego kraju. W innej sali prowadził wykłady rektor uniwersytetu, członek Akademii Nauk, dyrektor Międzynarodowego Instytutu Wysokich Energii w Dubnej. Mówił on do swoich słuchaczy, że Einstein wprowadził w błąd fizyków, stworzył nieprawidłową teorię, okłamał wszystkich, którzy mu zaufali.

Rozumiem, że Pan był zupełnie przeciwnego zdania?

Oczywiście. Einstein jest klasykiem nauki. Klasycy w nauce opierają się na odkryciach i badaniach wszystkich genialnych, utalentowanych uczonych, którzy byli przed nimi. Ten, którego w przyszłości uzna się za klasyka nauki, uogólnia dokonania swoich poprzedników, zamyka je i stawia kropkę. Tak też było z Einsteinem, tak było z Newtonem, i z innymi. Czynili podsumowanie i stawiali kropkę, czyniąc tamte dokonania punktem wyjścia dla siebie i swoich badań. Kiedy człowiek na tym poziomie naukowej wiedzy, jak ów rektor, zaczyna krytykować i deprecjonować dokonania klasyka nauki, deprecjonuje tym samym wszystkich tych, na których ów klasyk opierał swoje badania i odkrycia. Deprecjonuje wszystkich tych, którzy byli przed owym klasykiem – w tym wypadku przed Einsteinem. W ten sposób daje do zrozumienia, że nie pojmuje, jak rozwija się nauka, że jest ona jak drzewo – ma swoje korzenie, słoje, gałęzie i wierzchołek. To jest tak jakby mówił: oto ten czubek drzewa, który wyrósł jest nieprawidłowy, nieprawdziwy. To by znaczyło, że korzenie są też nieprawdziwe. Można by coś takiego wybaczyć człowiekowi niewykształconemu, który ukończył 2-3 klasy szkoły podstawowej. Ale to niewybaczalne, gdy wyrażone zostaje przez członka Akademii Nauk, wiceprezesa Instytutu Naukowego.

Co zrobili zatem studenci? Jakiego dokonali wyboru?

Ocena studentów była jednoznaczna. Na wykłady rektora przychodziło 25 studentów – głównie tych, którzy musieli zdawać u niego egzaminy. Do mnie przychodziło dziesięć razy tyle. Zaczął używać różnych sposobów, żeby mi przeszkodzić w mojej pracy. Próbował poprzez partię, próbował poprzez mojego bezpośredniego zwierzchnika. Aż w końcu mnie wyrzucił. Można powiedzieć, że wyrzucił mnie za to, że zajmowałem się nauką, i że robiłem to nieźle. W takich to właśnie momentach świadomość dostaje impuls, takie uderzenie psychologiczne: coś w tym świecie jest nie tak. I wtedy człowiek zaczyna myśleć: co to jest takiego? W moim przypadku przyszło zainteresowanie sferą duchową – zacząłem czytać literaturę ezoteryczną: Gurdżijewa, Bławacką, Roericha. Wszystko to pisane na maszynie, potajemnie rozprowadzane, bo przecież to była literatura zakazana. A kiedy czyta się taką literaturę, pisaną przez takich autorów, człowiek czuje, że obcuje z Wyższą Świadomością. Kiedy czytamy jakiś zwykły podręcznik, to odbieramy to jako dzieło zwyczajne, jakich wiele, a kiedy czytamy ezoteryków, to od razu czujemy, że rozmawia z nami Wyższa Świadomość, że to, co czytamy, jest bardzo ciekawe. Zaczyna się praca myśli. Zaczynamy dostrzegać, że praca, którą wykonujemy, pasuje do tego, co tu napisane.

Czy pamięta Pan moment, kiedy Pana praca znalazła punkty styczne z ezoteryką? Co to było takiego?

Owszem, pamiętam. Miałem wykład o siłach inercji. Wziąłem do ręki drugi tom „Tajemnej doktryny” Bławackiej, ten, w którym jest mowa o nauce, i czytam, że siła inercji jest podstawową siłą w fizyce. A siły inercji to nic innego jak pola torsyjne, zaś pola torsyjne – to pola podstawowe.

Dlaczego inni fizycy do takich wniosków nie dochodzą?

Nie wiem. Mogę tylko powiedzieć, że byłem zawsze uczciwy w swojej profesji.

Pewien znajomy matematyk powiedział mi, że nie wierzy w duchowość? Jak by Pan skomentował taką postawę?

No cóż, należałoby odpowiedzieć najpierw na pytanie: co to jest duchowość? Duchowość to nic innego jak miłość, twórczość, przejawianie ducha. A duch to jest to, co pochodzi z serca. Jeśli ktoś nie wierzy w duchowość, to znaczy, że nie wierzy w serdeczność, nie wierzy w najwyższe wartości, w to, co zrodzone przez serce. To tak, jakby mówił: nie mam serca. Tym samym daje do zrozumienia, że jest jak maszyna, jak komputer. Ogłasza ni mniej ni więcej: jestem głupcem i szczycę się tym.

Do sfery duchowej niezaprzeczalnie należy działalność artystyczna, sztuka. Jaką rolę przypisałby Pan sztuce z punktu widzenia naukowca doceniającego duchowość?

Sztuka to też nauka. Zbliża się czas metanauki, która obejmie także sztukę. Część nauki skupia swoje zainteresowanie na materii zwartej, gęstej, dotykalnej, a część na tym, co należy do sfery subtelnej życia człowieka – to ta nauka, która pracuje z emocjami, sferą mentalną, duchową. Z tymi sferami właśnie pracuje sztuka – jest to praca w obszarze materii subtelnej. Z najwyższymi zaś poziomami rzeczywistości obcuje religia. W epoce Renesansu wszystko traktowano jak jedność, nie rozdzielano na naukę, sztukę, religię. Teraz nadchodzi czas ponownej syntezy, czyli łączenia tych obszarów w jedność. Tym razem jednak synteza jest głębsza – zachodzi na wyższym poziomie spirali ewolucji. Wiadomo, że człowiek jest kimś bardziej złożonym, że to nie tylko materia.

Ciernista droga uczonego, czyli „efekt Galileusza”

Wyrzucenie Pana z uczelni miało miejsce dawno temu. Czy w późniejszych czasach zaczęto patrzeć życzliwiej na Pana nową teorię?

Niestety, nie. Otóż kiedyś bywało tak: uczony stworzył dobrą teorię, opublikował ją, spotyka się z innym uczonym, dyskutują, omawiają teorię, co w niej pozytywnego, a co nie. W moim przypadku tak nie było. Ludzie nie chcieli rozmawiać. Udaję się ja do wielkiego uczonego, a on mi mówi, że każdego dnia przychodzą do niego setki ludzi i wszyscy proponują swoją teorię. Traktuje mnie jak jednego z nich, uważając prawie że za chorego psychicznie. W takiej sytuacji teoretykowi wypada szukać następstw swojej teorii, jej skutków praktycznych, żeby powiedzieć: oto co z tej teorii wynika. Kupuje więc za swoje pieniądze niezbędne urządzenia, robi eksperymenty. Przypuśćmy, że znalazłem miejsce i ludzi, którzy powtórzyli i sprawdzili moje eksperymenty, potwierdzili teorię. A uczeni nadal tylko wzruszają ramionami. Tak naprawdę niczego nie mogę zrobić.

Co stanowi w takim przypadku rozwiązanie? Opracowanie czegoś, co będzie miało wartość komercyjną. No więc przekonuję, że jeśli by skonstruować takie to a takie urządzenie, ono będzie się poruszać, jak latający talerz. W odpowiedzi słyszę: no i co z tego? Latający talerz! My w to nie wierzymy. Zrób to i pokaż. No więc ja znów przekonuję demonstrując próbki surowca i inne materiały i modele, pokazując, że to się może poruszać i wznosić. Na próżno. Wypadałoby zrobić całą kampanię, zarobić pieniądze, zbudować latający talerz, dopiero wówczas możliwe, że ktoś się sprawą zainteresuje. Albo i nie. W rezultacie okazuje się, że jedynym obiektywnym kryterium oceny pracy uczonego jest pieniądz. Jeśli zarabia się pieniądze na wszystkim, co się wykonało, to teoria jest prawidłowa, jeśli się nie zarabia – to znaczy, że nie jest.

Z tego wynika, że prawdziwy uczony to taki, który stworzył teorię, dowiódł jej prawdziwości eksperymentalnie, zbudował działające modele, wykonał produkt mający wartość komercyjną, sprzedał go i zarobił pieniądze. To jest prawdziwy uczony – wszyscy pozostali to fałszywi uczeni. Tak być nie powinno. Namalowany przeze mnie obraz nie jest piękny, albowiem opisana przeze mnie droga jest zbyt długa. Ale współczesna nauka i jej apologeci wytworzyli taką sytuację, że ja osobiście nie mogę niczego zrobić dopóki nie zarobię pieniędzy na produkcję tego, co wynika z mojej teorii. Gdybym teraz poszedł na uniwersytet wygłosić wykład dla studentów pierwszego roku i powiedziałbym im tak: żeby zdobyć uznanie, trzeba przebyć taką to a taką drogę, to jutro na uniwersytet przyjdzie może dwóch studentów, a reszta ucieknie. To wszystko przykłady tego jak nie powinno być, a nie jak być powinno.

Zdaje się, że jako uczony, który proponuje coś nowego, jest Pan w dobrym towarzystwie. Mam na myśli wszystkich tych wielkich, których odkrycia pierwotnie zanegowano?

Rzeczywiście. W historii fizyki wiele było takich przypadków, nazywamy je „efektami Galileusza”. Galileusz zbudował nowy teleskop, skierował go na Jowisza i zobaczył, że Jowisz ma siedem satelitów. Tymczasem według teorii ówczesnych uczonych było ich cztery, widocznych nieuzbrojonym okiem. Kiedy Galileusz zaproponował im, żeby popatrzyli przez teleskop, odmówili, gdyż jeśli według teorii jest satelitów cztery, to po co patrzeć przez teleskop? Newton pod koniec życia powiedział z goryczą, że albo nie należy niczego nowego ogłaszać w nauce, albo przyjdzie całe życie poświęcić na obronę swojego odkrycia. Wniosek z tego taki, że jest pewna skłonność do odrzucania nowego. A dlaczego tak się dzieje? Skąd to się wzięło? Z uczucia nieprzyjaźni w stosunku do twórcy w ogóle. A to z kolei bierze się z odrzucenia Stwórcy – Boga. Jeśli odrzuca się Stwórcę, odrzuca się Go we wszystkich Jego przejawach. A więc w każdym człowieku. Czy to będzie artysta, czy uczony – jest on twórcą, a więc jest wrogiem. Takie nie pochylenie głowy przed Stwórcą jest, niestety, charakterystyczne dla mieszkańców naszej planety – każdy kto niesie coś nowego jest krzyżowany. Tymczasem ludzkość powinna orientować się na Stwórcę. Taki punkt orientacyjny jest gwarancją ewolucji. Człowiek, który nie uznaje punktu orientacyjnego, nie uznaje Stwórcy, wypada z ewolucji. Następuje degradacja.

Technologie torsyjne

A przecież wiadomo, ze technologie torsyjne są faktem, i że przyszłość należy do nich. Rezultaty, wynikające z teorii próżni fizycznej, okazują się być zatem nie tylko faktami naukowymi, ale i konkretnymi technicznie – z perspektywą ich zastosowania. Czy mógłby Pan wymienić przykłady tych zastosowań?

Proszę bardzo – zacznijmy od łączności. Otóż sygnały torsyjne nie są pochłaniane przez środowisko naturalne, dlatego, mimo swoich ponaddługich fal, pozwalają zachować łączność zarówno podziemną, jak i podwodną oraz łączność poprzez środowisko plazmy. Pierwsze eksperymenty przekazania sygnałów torsyjnym kanałem łączności zostały przeprowadzone w kwietniu 1986 roku w Moskwie. Wówczas to udowodniono, że dla torsyjnej łączności, tak właśnie jak to przewidywała nasza teoria, torsyjny sygnał nie zanika ani nie słabnie wraz z odległością. Ukształtowanie terenu też nie stanowi dla niego przeszkody. Torsyjna metalurgia. To nowość polegająca na zdolności zmieniania wewnętrznej struktury metalu. Jesteśmy już w posiadaniu opatentowanej technologii przygotowania siluminu – metalu stosowanego do budowy tłoków w silnikach spalinowych samochodów, samolotów, i tak dalej. Ażeby ten materiał miał odpowiednią jakość należy stosować pierwiastki ziem rzadkich, a to bardzo kosztowne. A my otrzymaliśmy tę jakość stosując promieniowanie torsyjne przy użyciu specjalnego generatora. W ten sposób otrzymaliśmy silumin o wiele lepszej jakości i, oczywiście, tańszy.

W szkole naucza się III zasady Newtona o prawie akcji i reakcji: że musi zostać przyłożona jakaś siła, ażeby wywołać działanie. Tymczasem Pana teoria – a także eksperymenty – zaprzeczają tej zasadzie.

Wiemy, że istnieją cztery siły inercji. Do dziś stanowią one zagadkę dla nauki. W każdym razie nie ma takiej teorii, która by jednoznacznie traktowała te siły. Źródłem inercji są pola torsyjne, którymi można sterować. W perspektywie pojawia się możliwość zbudowania zasadniczo nowego transportu, który będzie się poruszał nie tak, jak to przewiduje mechanika Newtona, ale w zupełnie inny, niezwykły sposób. Oznacza to, że siły inercji będą działać wewnątrz izolowanego systemu, a tym samym aparat zacznie się poruszać nie odbijając się od niczego. Dokładnie mówiąc odbijać się będzie niejako od próżni.

A więc latający talerz?

Ale pochodzenia ziemskiego. Niedługo już będzie skonstruowany.

A co z energetyką?

Próżnia posiada nieograniczoną energię fluktuacji, która nie jest niczym determinowana – zachowuje się ona w sposób przypadkowy i chaotyczny. Problem polega na tym, jak tę chaotyczną energię przetworzyć na determinowaną i wykorzystać ją.

A w medycynie?

W przypadku lekarstwa istnieje problem negatywnych działań ubocznych. Przyjmuje ktoś tabletki na cukrzycę, a one źle działają na serce. Okazuje się, że przy użyciu pól torsyjnych informację preparatu można przepisać na destylowaną wodę i można ją zażyć jako lekarstwo – bez efektów ubocznych.

Podobno generatory pól torsyjnych mogą pomóc odnaleźć złoża naturalne głęboko pod ziemią?

Tak, mowa wówczas będzie o torsyjnej geofizyce. Z jej pomocą można nie tylko, jak Pani wspomniała, odkrywać złoża naturalne, można też otrzymać ważną informację o wewnętrznej budowie planet, poznać makroskopową strukturę Ziemi, poddać obróbce zdjęcia lotnicze, i tak dalej.

A skoro mowa o torsyjnym generatorze. Jeżeli podziałać nim na człowieka, co wówczas się stanie? Jakie to może dać efekty?

Są badania potwierdzające, że choroba zaczyna się na poziomie polowym. Wszyscy bowiem składamy się z cząstek elementarnych, które są czymś na kształt mikroskopijnych żyroskopów. Tworzą one pola torsyjne naszych organów. I jeśli którykolwiek z nich zachoruje – zmienia się jego polowa struktura. A zatem, oddziałując torsyjnym promieniowaniem na organ, można doprowadzić go do normy.

A zatem może się także stać odwrotnie? Tenże generator można wykorzystać przeciwko człowiekowi – jako torsyjną broń.

Ma Pani rację: to kij o dwu końcach.

Na czym polega niebezpieczeństwo w posługiwaniu się generatorami pól torsyjnych?

Pola te posiadają cały szereg cech, o których już mówiliśmy: nie przenoszą energii, lecz informację. Mogą one – oddziałując na systemy energetyczne – prawie bez straty energii wywoływać duże zmiany, gdyż działają one na punkty, jak to mówimy, punkty bifurkacji. Proszę sobie wyobrazić kulę w stanie chwiejnej równowagi na szczycie stożka – wystarczy lekko ją trącić, a spadnie. Ten punkt nazywa się punktem chwiejnej równowagi. I w naszym organizmie są takie punkty, gdzie system znajduje się w stanie chwiejnej równowagi – wystarczy najmniejsze energetyczne oddziaływanie, a zajdą istotne zmiany. Tak więc owe pola oddziałują prawie bez udziału energii na owe punkty w organizmie, na punkty bifurkacji, mogąc doprowadzić do dużych zmian.

Czy nie może się okazać, że ktoś odnajdzie taki punkt przypadkowo wskutek czego zginąć może cała ludzkość? Czy są przeprowadzane takie badania?

Dostęp do technologii torsyjnych to nie jest sprawa prywatnych grupek ludzi czy też jednego człowieka, to nasza sprawa wspólna. Jeżeli nasza świadomość nie będzie dostatecznie wysoka, by rozumieć sytuację, to może tak się stać. Tak właśnie zginęła Atlantyda. Poziom świadomości był niski, przez co ludzie nie byli zdolni władać tymi możliwościami energii psychicznej, jakie mieli do dyspozycji. W rezultacie zginęli. To samo może stać się z nami. Pracujemy na tym obszarze i niczego nie ukrywamy. O wszystkim, co robimy, można przeczytać, wszystko to jest publikowane. Możecie do nas przyjechać i poznać wszystko, co was interesuje, z wyjątkiem tajemnicy handlowej. Są pewne aparaty pozwalające wprowadzać nowe technologie – takie „know-how” z czysto ekonomicznych względów należy chronić. Tak więc to, co obecnie odkrywamy, staramy się wykorzystać dla dobra ludzkości. Będziemy przechodzić do technologii, opartych na nowych źródłach energii. Ale żeby móc pracować stosując te nowe technologie należy zmienić własną świadomość.

Wszystko świeci i wiruje

W naukach duchowych pojawia się pojęcie Światła – boskiego światła świadomości, miłości, dobra. Starożytna etymologia słowa „kultura” wskazuje na światłonośny rdzeń „ur” – światło. Czy jest miejsce na duchowe światło w Pana teorii pól torsyjnych? W którym momencie ono się pojawia?

Każde promieniowanie elektromagnetyczne zawiera w sobie torsyjny komponent, każdy człowiek emituje pole torsyjne, jednakże bardzo słabe – tworzą one jakby tło i my już ich nie czujemy i nie dostrzegamy. Natomiast silnie rozwinięte pola mają ludzie o wysokim poziomie duchowego rozwoju. Pola związane są z górnymi czakramami, gdyż u człowieka generatorami owych pól są czakry, czyli ośrodki energetyczne. Każdemu ośrodkowi odpowiada pole ze swoistymi charakterystykami. Im wyżej usytuowany ośrodek, tym subtelniejsze, o wyższych częstotliwościach pole torsyjne. U ludzi duchowo wysoko rozwiniętych górne czakry wytwarzają takie pola, że wokół głowy daje się zaobserwować świecenie. To, co widzimy na ikonach, to są właśnie owe pola. Wszystko, co świeci to pola torsyjne. Tak więc światło duchowe to rzeczywistość fizyczna.

Słyszymy czasem o niezwykłych zdolnościach ludzi, którzy potrafią czytać z zamkniętymi oczami, albo przyciągają metalowe przedmioty. Słyszałam nawet kiedyś wypowiedź pewnego mężczyzny, który twierdził, że wyczuwa trzęsienia ziemi. W dawnych czasach uznano by ich za czarowników mających konszachty z nieczystymi siłami. Czy wiek XXI ma naukowe wytłumaczenie tych zjawisk? Jak by je Pan tłumaczył w świetle teorii próżni fizycznej? Interesuje mnie na przykład zjawisko lewitacji. Widziałam kiedyś w Indiach lewitującego człowieka. Jest to zjawisko dla współczesnego człowieka bardzo egzotyczne. Czyżby w przyszłości lewitacja miała być czymś zwyczajnym? Jak Pan objaśni zasadę jej powstawania?

Nie wdając się w szczegóły można powiedzieć tak: wszystkie obiekty przestrzenne, a więc także Pani i ja, składają się z mikrożyroskopów, gdyż wszystkie cząsteczki elementarne się obracają. Wytwarza się pewna siła sumaryczna – nazwiemy ją siłą inercji, powstającą wskutek obrotu. Zwykle jest ona równa zeru: cząsteczki obracają się w różnych kierunkach, neutralizując się nawzajem. Ale przypuśćmy, że nasza świadomość posiada zdolność sterowania obrotem cząsteczek wewnątrz nas. Znaczy to, że możemy spowodować, ażeby siła inercji (zsumowane działanie wielu cząsteczek) była skierowana w stronę przeciwną do wagi masy. A wówczas należy przypuszczać, iż poczujemy, że nasza waga się zmieniła – staliśmy się lżejsi. Lub też na odwrót – ciężsi, w zależności od ukierunkowania tej siły, generowanej wewnątrz nas. Jeśli ta siła będzie większa, niż siła wagi naszego ciała, to możemy oderwać się od ziemi i polecieć.

Doświadczenia ostatnich lat

Czy w ciągu kilku ostatnich lat pojawiło się zainteresowanie praktycznym zastosowaniem Pana odkryć?

Owszem, tak. Latem 1999 roku wyjechałem do Stanów Zjednoczonych. Rozmawiano ze mną na temat skonstruowania wspólnie pojazdu o napędzie antygrawitacyjnym. Byłem tam jeszcze raz jesienią, ale w ostatecznym rozrachunku rozpoczęcie prac się opóźniało, a ponieważ ja już otrzymałem zaproszenie do Tajlandii, więc wróciłem do Rosji i podjąłem rozmowy z Tajlandczykami. Wyjechałem zatem do Tajlandii. Pierwszy etap prac polegał na daniu teoretycznych podstaw, świadczących o tym, że możliwe jest zbudowanie pojazdu antygrawitacyjnego, takiego latającego talerza pochodzenia ziemskiego. W pracach poza mną wzięło udział jeszcze sześć osób z Rosji. Podpisaliśmy kontrakt na pół roku. Zadanie zostało wykonane. Skonstruowaliśmy urządzenie, w pełni izolowane, które mogło się poruszać w jednym kierunku i ciągnąć za sobą pewien ciężar. Przy tym jednakże poruszało się ono nierównomiernie.

Nasi gospodarze, po zapoznaniu się z naszą pracą, zażyczyli sobie, żeby urządzenie poruszało się równomiernie i to z przyśpieszeniem. Poprosiliśmy o jeszcze dwa miesiące. Zrobiliśmy to, czego chcieli od nas nasi pracodawcy. Otrzymaliśmy nieprzerwany, ciągły ruch aparatu, sfilmowaliśmy jego działanie, dokonaliśmy prezentacji. Następny etap według naszego planu zakładał, że w przeciągu półtora roku skonstruujemy nowy typ silnika do samochodu, który pozwoli mu poruszać się nie tylko po ziemi, ale także po wodzie, a nawet umożliwi latanie w powietrzu. Kiedy jednak zaczęliśmy się przymierzać do tego zadania, stwierdziliśmy, że wymaga ono dużych nakładów finansowych, specjalistów o bardzo wysokich kwalifikacjach. Niestety, nie udało się tych warunków spełnić.

A czy w Rosji pojawiły się jakieś propozycje współpracy?

Tak i to bardzo interesujące. O moich pracach dowiedziano się w Państwowym Centrum Badań Kosmicznych im. Kroniczewa. Zostałem tam zaproszony. Okazało się, że w Centrum też od 1999 roku prowadzone są prace nad pojazdem antygrawitacyjnym. Skonstruowano tam model, który wykazuje utratę wagi. Podpisaliśmy memorandum o prowadzeniu wspólnych prac. Także inne państwowe przedsiębiorstwo, które wcześniej zajmowało się badaniami jądrowymi, zainteresowało się konstrukcją antygrawitacyjnego napędu. Wykorzystano tam moje doświadczenia z pracy w Tajlandii i zbudowano 60-kilogramowe urządzenie z nowego typu silnikiem. Pracują tam bardzo zdolni inżynierowie, którzy twierdzą, że są w stanie przeprowadzić próby pojazdu, który oderwie się od ziemi. No zobaczymy. Tak czy inaczej moja praca nad nowego typu silnikami otrzymała wsparcie dwóch ważnych państwowych instytucji, a to duży sukces. Firma, którą założyłem ma na celu szukanie inwestorów, zainteresowanych konstrukcją różnych modeli. Prace zatem idą równolegle dla różnych zainteresowanych, a my zdobywamy fundusze na nasze badania.

A jak jest ze znajomością Pana teorii i eksperymentów obecnie, czy grono zainteresowanych powiększa się? Czy doświadczył Pan czegoś, co by o tym świadczyło?

Miałem rzeczywiście bardzo szczególne doświadczenie w ostatnim okresie, które bardzo mnie podniosło na duchu. To było w roku 2000. Zostaliśmy zaproszeni, ja i współpracujący ze mną Anatolij Akimow, do Rygi na spotkanie z łotewskimi uczonymi. Wygłosiliśmy wykłady w Łotewskiej Akademii Nauk. Przyszło dwieście osób, sala wypełniona była po brzegi. Wywiązała się dyskusja. Zabierali głos zarówno nasi sojusznicy, jak i przeciwnicy. Potwierdziła się i tym razem zasada, że ci spośród naukowców, którzy zwykle stają po naszej stronie, są nie tylko znakomitymi uczonymi, ale reprezentują również wysoki poziom duchowości, podczas gdy „materialiści” nie znając na ogół dokładnie tematu, próbują dyskwalifikować nasze badania i odrzucają ich rezultaty. Spotkanie w Akademii Nauk uzyskało duży rezonans poza jej murami, a ponieważ organizatorzy naszych wykładów postarali się wcześniej o zainteresowanie naszymi pracami nie tylko uczonych, to na spotkanie w Domskim Soborze, mieszczącym sześć tysięcy osób, przyszło prawdopodobnie dokładnie tyleż osób, sobór wypełniony był po brzegi. To było dla mnie duże przeżycie.

Tak liczne audytorium świadczyłoby o tym, że Pana teoria przekonuje szerokie rzesze ludzi, że do nich trafia. Pomijając ściśle fachowe jej elementy, niesie ona wielką nadzieję w sferze duchowej człowieka. Jak przyjmują ją studenci, dla których prowadzi Pan wykłady?

Opowiem Pani pewną historię. Kilkakrotnie występowałem z wykładami w Akademii Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, które zajmuje się przygotowywaniem kraju na przypadek powodzi, huraganów i innych katastrof. Akademia wychowuje kadry do pracy w tej dziedzinie na terenie całego kraju. Są to młodzi ludzie o bardzo wysokim niejednokrotnie poziomie duchowego rozwoju. Po jednym z moich wystąpień podszedł do mnie student. Powiedział, że w wielu tekstach religijnych zapowiada się nadejście nowej, duchowej epoki oraz nadejście kogoś, kto tę epokę zapoczątkuje. Stwierdził, że jego zdaniem będzie to człowiek nauki, możliwe, że właśnie fizyk. Był to pierwszy młody człowiek, jakiego spotkałem, który wyraził przekonanie, że nowy początek w życiu przyszłych pokoleń przyniesie człowiek nauki, i to prawdopodobnie fizyk. Kto wie?

Wypowiedź tego studenta stanowi świetne nawiązanie do opinii Ojca Jägera, od której zaczęliśmy – opinii o przewodniej roli fizyki na drodze ku nowej, duchowej w swojej istocie epoce w życiu ludzkości. Wskazuje, że inni tę opinię podzielają, i że są wśród nich młodzi ludzie. A to będzie przecież ich epoka.

Dziękuję Panu za rozmowę.

wyszukał Sławomir Jabłoński. Dzięki.

Share

INSTRUKCJA

Share

INSTRUKCJA

Przyjrzyj się dziś, czym jest nasiąknięte Twoje wnętrze? Jaki komunikat wysyłasz w przestrzeń? Jeśli jest pełne narzekań, żalu i płaczu, jeśli ugina się pod lękami i ciężarem życia, jeśli codziennie odgrywasz swoje płyty z programami „jest beznadziejnie i źle”,  „nie stać mnie”, „nędza, tragedia i smutek”, „nie dam rady”, „u mnie to tak nie działa”, „trzeba się zaharować, a i tak niewiele z tego jest”, „staram się, ale mi nie wychodzi”, „jestem w dupie”, „nie umiem”, „jest we mnie lęk” itd., to jak masz odzyskać siłę i motywację do zmian? Jak w takiej energii może coś się zmienić, jak ma wyrosnąć dobrobyt i szczęście? Przecież w takiej atmosferze wszystko ulega rozkładowi- i nic się nie zmieni, dopóki nie będzie gotowości do zmiany przekonań- dopóki nie zadbasz o wysoką jakość Twojego życia.

Każdy negatywny program, każda blokada i toksyczna emocja niszczy Twoją Duszę. Za to każda dobra myśl to inwestycja. Zainwestuj więc mądrze. Zrób porządek. Bez żalu i sentymentu pozbądź się stereotypów, czyichś ambicji i obciążeń przerzuconych na Ciebie oraz całego negatywizmu, którym nasiąknęło Twoje myślenie odkąd jesteś na tym świecie.

Instrukcja, Quantec

Jeśli tego nie zrobisz, smutki przygaszą Twój wewnętrzny płomień. Wypierając obciążenia i zamiatając pod dywan niewygodne tematy, torujesz sobie jedynie drogę do punktu bez wyjścia. Dopóki nie przepracujesz tego, co Ci ciąży, blokuje, przygnębia i odbiera siły, dopóty będzie tak, jak jest. Albo zmieni się tylko częściowo, albo tylko na chwilę. 

Przestań zagłuszać prawdę codzienną paplaniną, tłumaczeniem się i zrzucaniem odpowiedzialności za Twoją rzeczywistość na innych, sytuacje, lub „przypadki”. Przypadki nie istnieją- bądź szczery wobec siebie. Posłuchaj, co mówisz o sobie, innych, o świecie. Usłysz to. Czy to pozytywne przekonania oparte na bezwarunkowej miłości? Zaakceptuj, że świat w jakim żyjesz jest dziełem Twoich przekonań, a wszystko w Twojej rzeczywistości odzwierciedla Twoje wnętrze. Wiele możesz codziennie zrobić by odnowić, zregenerować i wyczyścić Twoją przestrzeń osobistą. 

Zdemontuj fasady, które tworzą Twoje fałszywe Ja- i głos, który podpowiada Ci, co masz myśleć („jesteś do niczego”,  „Tobie się nie uda, bo przecież się nigdy nie udaje”, „jesteś przeklęty”, „to nie ma sensu”, „to jest za trudne”, itd). Usuń wszystko, co zbędne i co ściąga Cię w dół. By postawić nowe silne fundamenty – nowe pozytywne przekonania, które stworzą silną i trwałą konstrukcję Twojej świątyni Duszy- trzeba zniszczyć i zdemontować stare. A potem dopiero stworzyć konstrukcję mentalną opartą na uniwersalnych wartościach, na Prawach Uniwersalnych (zasadach, na których działa wszechświat). Wtedy do końca zrozumiesz, jak świadomie tworzyć siebie i swoją rzeczywistość. 

Niech rozwój osobisty stanie się Twoją pasją, niech rośnie Twoja świadomość, codziennie wykonuj czynności potrzebne do tego, aby odpowiednio przygotować swoje wewnętrzne sanktuarium na nowe światło.  Szybko zorientujesz się, że z Twojego życia znikają toksyczni ludzie- dlatego, że w Tobie coś się zmieniło i przestałeś potrzebować i  przyciągać stare schematy. Oni sami, być może, przestaną kontaktować się i interesować Tobą, zajmiesz się wreszcie sobą, zabraknie Ci czasu na bezwartościowe i spowalniające Cię relacje. Kiedy zniknie żal, smutek, nienawiść, bezsilność i złość- kiedy przestaniesz skupiać się na tym, co jest źle, a zaczniesz dostrzegać i doceniać pozytywy- lekcje światła w każdej sytuacji, które wskazują Twój dobry kierunek – poczujesz się jak kreatywny bóg. Zaczniesz afirmować życie, otworzysz dla siebie nowe możliwości, wpuścisz światło do Twojego serca i zauważysz, co jest do poprawki. Otrzymasz inspirację. Kiedy pozwolisz Światłu w Tobie działać, ono będzie pokazywać Ci najlepsze rozwiązania. Zaczniesz rozumieć ważkość tego, na co poświęcasz swój czas i uwagę.

Wreszcie poczujesz, że stajesz się nową osobą, że wracasz do siebie. Potrafisz wsłuchiwać się w siebie.
Czego pragniesz? Na ile czujesz pełną zgodę w Duszy, sercu i umyśle? Czy wiesz już który kierunek jest zgodny z prawdziwym Planem Twojej Duszy? Co jeszcze musisz przeprogramować, aby podążać najlepszą możliwą ścieżką, by stale być jednością ze Źródłem, z wszelką obfitością i mieć wszystko, czego potrzebujesz do działania? Kim chcesz teraz być? Przedsiębiorcą? Artystą? Ogrodnikiem? To wszystko jest możliwe, kiedy jesteś prawdziwym sobą, bez fasad, masek i pozorów- kiedy w pełni i szczerze akceptujesz siebie i swoją przeszłość- wszystko, co Cię ukształtowało- z neutralnym stosunkiem.
Doceń jednakże, ile się zmieniło, ile czasu i przestrzeni odzyskałeś, gdy rozpadły się stare struktury, zakończyły toksyczne związki, odgrywanie ról, gdy porzuciłeś maski i udawanie kogoś innego, gdy skończyłeś ze zmuszaniem siebie do wykonywania pracy wbrew sobie. Jak cudownie Ci się żyje bez tego lęku i przekonań, że musisz coś udawać, aby zyskać aprobatę otoczenia? Jak wspaniale jest czuć się pewnym siebie i własnych sił, gdy szlachetne cele i uczciwe środki realizacji pojawiają się same na Twojej drodze? Jak Ci się żyje bez ludzi, przy których czułeś się źle?
Instrukcja, quantec
Bądź czujny. Jeżeli czasem jeszcze doświadczasz braku zrozumienia, akceptacji, zaufania, lęku, żalu lub niepokoju- może to brak wiary we własne możliwości i kompleksy- lub stare przekonania, na których wciąż próbujesz tworzyć coś nowego? A może dopadły Cię jeszcze żywe negatywne przekonania na temat Twoich umiejętności, które wpojono Ci w domu lub szkole? Może doskwiera Ci pomylony stosunek do odpowiedzialności i zobowiązań? A może pożądanie i chęć wywierania wrażenia na innych? Pamiętaj: stare jest tylko po to, aby wyciągać wnioski, a buduje się na nowym.
Zauważ, że bez balastu stereotypów, oceniania i wchodzenia w toksyczne role robi Ci się lekko… poczuj to. Poświęć więcej czasu i ochoty na doskonalenie siebie.  Poczujesz wkrótce więcej pomysłów na siebie, więcej chęci do interakcji z innymi, do życiowej aktywności. Więcej miejsca na inspiracje i dużo więcej otwartości. Więcej motywacji do tego, by dbać o życiodajne wibracje w Twojej osobistej przestrzeni. Więcej zdolności, by podnosić jakość życia na wszystkich poziomach i ją swobodnie utrzymać.
Z kim chcesz dzielić przestrzeń, życie…? Wkrótce będą mogli pojawić się tu nowi ludzie o czystych intencjach płynących prosto z serca, miłość i wsparcie- oczywiście, jeśli uwierzysz, że w pełni na to zasługujesz. Jeśli przepracujesz temat auto-akceptacji, relacji z innymi, komunikacji, równowagi dawania i brania. Gdy pojawi się w Tobie gotowość, aby obdarzać siebie miłością, wsparciem i zaufaniem. Gdy pokochasz i docenisz siebie, oraz swoją przestrzeń, gdy zaczniesz to szanować w pełni i postawisz wokół granice Twojej osobistej prywatnej przestrzeni, którą masz respektować i pozwolić aby inni w pełni akceptowali, aby doceniali Twój czas, energię oraz pragnienia serca. Wtedy właśnie zaczną pojawiać się nowe sytuacje, które będą sprawdzianem na ile już potrafisz w każdej sytuacji zachować luz, optymizm i traktować siebie oraz innych z szacunkiem. Na ile reagujesz naturalnie, bez stresu, irytacji  i lęku. Ile z tej przestrzeni należy tylko do Ciebie, a jaka jest ta część wspólna? Na ile swobodnie się czujesz i potrafisz w pełni czerpać przyjemność z tego wszystkiego? Czy jest w Tobie jeszcze przywiązanie, pożądanie i inne mechanizmy, które mogłyby zakuć Cię w kajdany poczucia straty?
To wszystko Twoja WIELKA LEKCJA. Gdy już zostanie przyswojona, możesz iść dalej- po kolejne przygody i wyzwania.

Wyobraź sobie, że Twoje życie zmienia się nie do poznania. Im więcej przepracowujesz przekonań, przeprogramowujesz się na pozytywny obraz siebie i świata, tym więcej pojawia się okazji do rozwoju i kolejnych zmian- osiągasz to, co miało być spełnieniem marzeń. Na ile to doceniasz? Na ile potrafisz w naturalny sposób odczuwać wdzięczność za to, co jest? Na ile wiesz, że to jest właśnie TO?  Czy czerpiesz z tego stanu radość, spełnienie, witalność i inspirację?

Co mówi Twoje ciało? Zdrowie? Każda dolegliwość od kichnięcia po raka, to tylko informacja o aktualnym stanie Twoich przekonań. Potraktuj to jak raport, przegląd techniczny, którego Twój doskonały organizm dokonuje na bieżąco. Na ile słuchasz ciała, szanujesz te raporty i darzysz siebie uwagą? Na ile od razu reagujesz i uzdrawiasz – sprzątasz i oczyszczasz to, co się tam nagromadziło? A może odkładasz na później?
Czy Twoja Dusza jest w doskonałej kondycji? Jak odczuwasz jakość swojego istnienia?

Instrukcja, Quantec
Pamiętaj, że ciało i prawda pochodząca ze Źródła zawsze się zgadzają. To, co się nie zgadza pochodzi z wypartych lub stłumionych emocji, z braku chęci lub zdolności do zobaczenia i akceptacji tego, co jest. Ciało się nie myli. Jedynie nasze własne ograniczenia mogą zniekształcić obraz prawdy.
Jeśli wszystko działa jak należy, żyj szczęśliwie, doświadczając pełni. Wszystkiego najlepszego!

instrukcja

Share

ŚWIADOMOŚĆ – NIEZWYKŁA POSTAĆ ENERGII

Share

ŚWIADOMOŚĆ– czym w istocie jest, jak ją pojmować- z czym wiąże się biorąc pod uwagę kontekst fizyki kwantowej, medycyny informacyjnej, czy też aspekty modelowania rzeczywistości…?  Jak to się dzieje, jak to działa, że można zmienić wszystko, wyleczyć, przekonfigurować rzeczywistość? Na jakiej zasadzie łączymy się z innymi bytami, wchodzimy w związki czy bliskie relacje…?

Świadomość zdaje się być niesamowitym „instrumentem” stwarzania wszechświata”.  I nie ma w tym zdaniu najmniejszej przesady. Żeby sobie uzmysłowić wszystkie konsekwencje tego założenia, warto zapoznać się z myślą zamieszczoną poniżej. Autor- Janusz Dąbrowski- w niezwykle prosty i przystępny sposób odniósł się do przytoczonej kwestii,  zachęcam do lektury całym sercem!

Oto fragment świetnej książki Janusza Dąbrowskiego- „Biomagnetyzm: cudowna moc w życiu – Jak wykorzystać lecznicze właściwości pól magnetycznych?” –  oczywiście zachęcam do przeczytania całości. WARTO!

„Jesteśmy żywym układem, ale myślącym, posiadającym świadomość i uczucia. Jak to potraktować?

Czy świadomość jest dostrzegalna? Czy można ją zmierzyć, zważyć, zarejestrować? Oczywiście, że nie – przynajmniej dostępnymi nam metodami i w naszym wymiarze. W innych wymiarach – owszem, być może.
Prof. David Bohm, słynny angielski fizyk, na podstawie precyzyjnych obliczeń potwierdził istnienie we Wszechświecie 12 wymiarów, w jakich rozgrywa się nasza rzeczywistość. Drzwi do innych, równoległych światów mogą otwierać – według niektórych naukowców – potężne pola magnetyczne tworząc swoiste „szczeliny” w czasie i przestrzeni.Tezę o istnieniu równoległych światów (teoria wielości światów we Wszechświecie) przedstawił również w końcu XVI (!) wieku genialny filozof Giordano Bruno (dominikanin zresztą), spalony w 1600 r. na stosie za tę herezję. A już na marginesie naszego zasadniczego tematu: liczba „12” jawi się jako liczba w pewnym sensie mistyczna – 12 godzin na zegarze, 12 miesięcy, 12 znaków Zodiaku, 12 czakramów (centrów energii), 12 ciał niebieskich w naszym Układzie Słonecznym (włącznie z planetą „X” – Transplutonem, zwanym przez starożytnych Sumerów Mardukiem), a z tematów biblijnych (w tym apokaliptycznych) – 12 apostołów, 12 tysięcy opieczętowanych z 12 plemion Izraela, 12 bram w Świętym Mieście, a na bramach 12 aniołów, 12 warstw fundamentów murów miasta o długości 12 tysięcy stadiów itd. Dodajmy do tego dwanaście królestw dla dwunastu oświeconych, dwunastu władców przemawiających do dwunastu aniołów – to już z „Ewangelii Judasza”… Uff! Wracajmy do tematu.

Fizjolog mózgu, noblista sir John C.Ecless przeprowadzał badania nad zjawiskiem tzw. „wędrującej świadomości”. Opierając się na podstawowym w fizyce prawie zachowania masy i energii doszedł do wniosku, że bioenergia człowieka nie może zniknąć nawet po śmierci. Zagadką jest tylko, czy energia świadomości po śmierci ustroju pozostaje całością, czy też zostaje rozbita na drobne cząstki? Energia jest równoważna materii (i na odwrót – przynajmniej tak dziś uważamy na podstawie znanych praw fizyki przyjętych za słuszne…), więc materia podobnie jak energia może pojawiać się w każdym wymiarze, choć niekoniecznie musimy ją dostrzegać.

Wyobraź sobie łopaty śmigłowca. Widzisz je doskonale, kiedy są nieruchome. Po wprowadzeniu w ruch wirowy nie widzimy ich, nie potrafimy wykryć zmysłami ich obecności. Jedynie nasza świadomość oparta na wiedzy i doświadczeniu mówi, że one istnieją i nie należy zbliżać się do nich. Dla człowieka nieświadomego takie spotkanie z niewidoczną dla niego energią może skończyć się tragicznie.W tym sensie wirujące łopaty wirnika są dla nas w innym wymiarze. Są dostępne dla naszych zmysłów pod warunkiem, że znajdziemy sposób na przywrócenie ich do naszego dostrzegalnego świata. Wystarczy więc zatrzymać wirnik.

Można również wejść w „inny wymiar”. Jak? Po prostu usiąść na wirujące łopaty wirnika (technicznie jest to trochę trudne, prawda?). Względem łopat nasze ciało będzie nieruchome – wszakże poruszamy się z jednakowymi prędkościami. Będziemy wówczas widzieli każdy szczegół budowy wirnika. Jednak jednocześnie stracimy z oczu cały świat – znajdziemy się w innym wymiarze. Zatrzymanie łopat wirnika– to powrót do naszego wymiaru. Typowe dla teorii względności – jeśli chcemy powiedzieć, że poruszamy się (lub nie poruszamy się), to zawsze należy dodać: „A względem czego?” I inna jeszcze ilustracja teorii względności Einsteina. Trzymasz w rękach gorący garnek przez sekundę – wydaje Ci się, że to godzina; trzymasz w ramionach gorącą kobietę przez godzinę – wydaje się, że upłynęła sekunda …

Przykład śmigłowca – z pewnością niesłychanie uproszczony – jest ilustracją ruchu materii poza granicę naszego postrzegania i jej powrotu do świata ludzkich zmysłów. Czy w takim razie nasza świadomość nie może zachowywać się podobnie? Okazuje się, że świadomość to również forma energii. Energia jest niewidoczna, niewyobrażalna. Dostrzegalne są jedynie jej skutki. Świadomość człowieka wykazuje działanie – jest w stanie spowodować ujemne, względnie dodatnie skutki w tkance łącznej i nerwowej, ba! – w całym ustroju człowieka. Świadomość nie odgrywa li-tylko roli poznawczej, świadomość jest stwórcza – nie tylko od-twórcza. Warto tu przypomnieć przedstawianą wcześniej hipotezę przyczynowości formatywnej Ruperta Sheldrake’a i wizję Pierre’a Teilharda de Chardin. Jest więc tak, że:

MYŚL STWARZA.

Myśl jest energią, a my sami zmaterializowaną, czyli bardzo gęstą postacią energii obdarzoną świadomością. Świadomość jest więc stanem energetycznym (W. Sedlak), a nie tylko poznawczym, nosi więc cechy materii. Energetyczna strona materii to dynamika i działanie, to siły oraz ich zależności.To z kolei powoduje, że świadomość bezustannie komunikuje się. Bowiem świadomość wibruje lub można ją zmusić do wibracji. Kluczem tej komunikacji i wibracji jest spektrum elektromagnetyczne działające na bioelektroniczny układ naszego organizmu (będziemy do tego jeszcze kilkakrotnie wracać).

ŚWIADOMOŚĆ JEST BYĆ MOŻE NAJSUBTELNIEJSZĄ FORMĄ MATERII I RUCHU, BARDZIEJ SUBTELNYM ASPEKTEM RUCHU CAŁOŚCIOWEGO. ~ David Bohm

Ponieważ myśl jest energią, więc myślą (a także uświadomieniem sobie źródła naszej mocy, tj. obecności Boga w człowieku – „JAM JEST…” – przecież jeśli zostaliśmy stworzeni przez Boga, to jesteśmy Jego dziećmi, a więc posiadamy boski pierwiastek…) – możemy zmieniać i tworzyć naszą rzeczywistość, nasz świat zgodnie z naszymi potrzebami i intencjami (ale w zgodzie z Najwyższym Dobrem wszystkich istot – inaczej negatywne intencje i działania obrócą się wcześniej czy później przeciw ich twórcom).Mówi o tym m.in. G.I. Szypow, według którego materia powstaje z wcześniejszych planów, pierwotnej idei, pomysłu, intencji, które dokładnie przetworzone w naszym umyśle, ułożone w mentalny projekt zamieniają się w projekt rysunkowy, aby później przeobrazić się w konkretny materialny kształt.

W celu realizacji takich marzeń czy idei potrzebna jest jednak do tego myśl – gorąca, pełna pozytywnej emocji (o negatywnej nawet nie wspominajmy…), pozbawiona niezdrowego egoizmu, samolubstwa, myśl pełna niezachwianej wiary. Efektem będzie podporządkowanie energii naszej woli, co umożliwi stworzenie tego, co pragniemy. Jedna uwaga jednak – nie może to być myśl stricte rozumowa, „zimna”, wykalkulowana.

I te wynurzenia autora nie są czystą, myślową spekulacją – to wnioski z fizyki kwantowej, wg której cząstki elementarne, np. fotony zachowują się tak, jakby były obdarzone świadomością, potrafią przekazywać sobie informacje – nawet na olbrzymie odległości i są w stanie podporządkować się naszej woli. Już David Bohm wskazywał na to niesamowite, niepojęte wprost zjawisko nazywając je NIELOKALNOŚCIĄ. Oznacza ono po prostu fakt, że na taki obiekt kwantowy jak np. elektron wpływa nie tylko to, co dzieje się w jego bezpośrednim otoczeniu (w tzw. „lokalności” obiektu). Okazuje się, że nawet zdarzenia w miejscach położonych daleko od obiektu („nielokalność”) mają na jego zachowania zasadniczy wpływ. Dodajmy dodatkowo – o czym wcześniej wszakże już mówiliśmy, że takie wpływy nielokalne rozchodzą się natychmiastowo, nieskończenie szybko (co wykazano również eksperymentalnie). „Pewne «wiadomości» między obiektami kwantowymi podróżują nie tylko szybciej niż światło, lecz w istocie natychmiastowo. Einstein nazwał to zjawisko «niesamowitym działaniem na odległość».” („Encyklopedia fizyki kwantowej”, John Gribbin). Nielokalność jest integralną cechą świata kwantów. To, co się dzieje w jednej jego części ma natychmiastowy wpływ na cały świat. Potwierdza to również kwantowa teoria tzw. zmiennych ukrytych.

Fizyk Brian Josephson, noblista („złącze Josephsona”) powiedział swego czasu, że: „Wygląda na to, że jedna część Wszechświata wie o innej części.”, zaś inny fizyk – Jack Sarfatti z Centrum Fizyki Teoretycznej Trieście (Włochy) stwierdził: „Jeśli informacja jest gdzieś w systemie reprezentowana, musi w tym systemie występować wszędzie!”. Warto więc teraz uzmysłowić sobie, że my, ludzie, jako istoty elektromagnetyczne o świetlistych ciałach, należymy do świata kwantów. To sprawia, że zarówno na nas jest wywierany natychmiastowy wpływ całego szeregu zjawisk, w tym elektromagnetycznych, jak również i my sami wywieramy kolosalny natychmiastowy wpływ na otaczający świat. W jaki sposób? Otóż poprzez wymianę informacji – zarówno wysyłanej przez nas w przestrzeń, jak i odbieranej przez nas z przestrzeni – o czym wcześniej już była mowa. Wymaga więc to szczególnej odpowiedzialności z naszej strony za nasze postępowanie, za każde wypowiedziane słowo i każdą powziętą myśl. Rozważ: „Mowa jest srebrem, milczenie – złotem”. Następny więc wniosek wypływający z kwantowego postrzegania świata jest prosty:

CZYŃ INNYM TAK, JAKBYŚ CHCIAŁ, ŻEBY INNI CZYNILI TOBIE… ~ Złota Reguła

W dodatku – jak wspomniałem – mamy wpływ na zachowania cząstek elementarnych, ponieważ mogą się one zachowywać zgodnie z naszą wolą. Jest to szokujące nawet dla naukowców zajmujących się fizyką kwantową.Powiedzieliśmy wcześniej za Einsteinem, że materia jest jakby zamrożonym, zestalonym światłem. Światło zaś jest podstawowym budulcem wszechświata. Prześledź teraz pewną logikę rozumowania.

Wiesz, że cała materia zbudowana jest z różnorodnych pierwiastków, a te z atomów. Wibrujące ciągle atomy nie są „pełne” – są puste w środku – o czym już mówiliśmy. Wokół ich jąder krążą elektrony dokonując przeskoków kwantowych (określenie Erwina Schrödingera). Krążące po danej orbicie elektrony posiadają energię charakterystyczną dla tej właśnie orbity, czyli tzw. stan kwantowy, poziom energetyczny. Ciekawe jest, że te przeskoki między poziomami dokonują się NATYCHMIASTOWO, nie wymagają czasu (!). Elektrony dokonując przeskoków między stanami energetycznymi emitują lub pochłaniają energię, czyli wymieniają się informacjami – jak wspomnieliśmy – natychmiastowo. Wypromieniowana w postaci fali elektromagnetycznej energia ma ścisłe parametry – m.in. długość, częstotliwość. Od parametrów tych zależy ściśle charakterystyka promieniowania – np. barwa wypromieniowanego w postaci kwantów światła.

Promieniują wszelkie substancje. W przypadku żywych komórek jest to promieniowanie mitogeniczne, zbliżone do promieniowania nadfioletowego. Takie promieniowanie kwasów nukleinowych i białek badał m.in. prof. Fritz-Albert Popp, czołowy ekspert od biologicznie emitowanych fotonów z Międzynarodowego Instytutu Biofizyki w Niemczech. Ogłosił on w 1974 r. teorię, wg której „…biologiczna materia konfiguruje się w świetle słonecznym w takim wymiarze, który umożliwia wzrastanie zdolności jego gromadzenia, służącego nadrzędnym celom.” [czyżby wyższym?! – przyp. autora]. Postrzegał człowieka nie jako zjadacza kalorii, lecz jako żywy organizm „pobierający ze środowiska światło” („Czwarty Wymiar nr 4/2006, „Spirale życia i energii”, Ilona Słojewska) oraz emitujący światło. W dodatku „(…)Popp i jego zespół uważają, że światło z czoła i rąk pulsuje w tych samych podstawowych rytmach, które u ludzi chorych ulegają zakłóceniu.” („Nexus” nr 3/2006, „Wieści z globalnej wioski” – „Emitujące światło palce”).

Najnowsze badania potwierdzają twierdzenia prof. Poppa. „Mitsuo Hiramatsu, naukowiec z Centralnego Laboratorium Badawczego przy Hamamatsu Photonics w Japonii, który prowadził badania, oświadczył przedstawicielom Discovery News, że ręce nie są jedyną częścią ciała, która emituje światło, uwalniając światło, uwalniając fotony, czyli maciupeńkie naergetyzowane porcje światła. – Nie tylko ręce, ale również czoło i podeszwy naszych stóp emitują światło – oznajmił. – Obecność fotonów oznacza, że nasze ręce cały czas wytwarzają światło”.

Wszelkie niedomagania organizmu mają bezsprzecznie wpływ na charakterystykę emisji tego światła, w związku z czym pojawiają się nowe możliwości diagnozowania pacjentów, jak też nowe metody leczenia (np. stosowanie tzw. „przeszczepów informacyjnych”) oraz potrzeba powrotu do metod zapomnianych (np. leczenia światłem). Czy fakt istnienia promieniowania żywych organizmów oznacza automatycznie, że musimy każdy rodzaj promieniowania dostrzec naszymi zmysłami? Oczywiście nie, bowiem cały typowy układ optyczny człowieka, tj. wzrok, funkcjonuje jedynie w zakresie pasma widzialnego, tj. światła białego składającego się z tęczowych barw (po rozszczepieniu światła białego w pryzmacie – czyli dyspersji).

Każdy z pierwiastków danej substancji promieniuje inaczej, ma inną charakterystykę, ma własny zestaw linii widmowych. Na tej podstawie łatwo zidentyfikować skład substancji tworzących np. gwiazdy odległe od Ziemi o niewyobrażalne dla nas odległości. Wykorzystuje się to zjawisko w tzw. widmowej analizie spektroskopowej (badanie widma promieniowania elektromagnetycznego, a zwłaszcza linii widmowych). Innych rodzajów promieniowania, np. nadfioletowego lub podczerwonego oko ludzkie nie jest w stanie dostrzec. Co nie oznacza, że promieniowania tego nie odbieramy. Wypromieniowywane w postaci niewyobrażalnie małych porcji – kwantów – światło (energia) jest więc ściśle związane z elektronami i atomami.

I właśnie dlatego światło stanowi podstawowy budulec Wszechświata. Podobnie jak ziarenka piasku są podstawowym budulcem potężnego budynku, a nie tworzące go cegły czy betonowe płyty. Piasek w stanie luźnym przesypuje się między palcami. Jeśli jednak dodasz do tego spoiwo lub odpowiednio silnie go ściśniesz zamieni się w stały kształt zgodnie z życzeniami budującego.Podobnie woda. Nie widzisz cząsteczek pary wodnej. Jednak zdajesz sobie sprawę, że one istnieją. Wystarczy stworzyć odpowiednie warunki (odbierając energię) i cząsteczki pary zaczną zbliżać się do siebie. Kiedy będzie ich już wystarczająco dużo utworzą kroplę. Wiele kropel utworzy kałużę, wiele kałuż utworzy zaś jezioro, rzekę czy ocean.

Kiedy posuniesz się z procesami fizycznymi jeszcze dalej, to możesz spowodować, że woda jeziora zamarznie. Jeśli wlałbyś wodę do odpowiedniej formy i zamroził, to zamarzłaby tworząc żądany przez Ciebie kształt. Nie zmienia to wszystko jednak pewnego podstawowego faktu – kształt ten tworzą niezliczone ilości pojedynczych cząsteczek wody, które zmusiłeś do tego, aby zbliżyły się do siebie, aby nie pozostawały w dotychczasowym rozproszeniu. Ty zagęściłeś te krople tak bardzo, że stworzyły widoczną, zestaloną (ale jednak ciągle dziurawą!) materię.

Przypominasz sobie zabawę w śnieżki? Zbierasz śnieżny puch, ugniatasz go zbliżając do siebie płatki śniegu tak bardzo, aż utworzy się twarda, śnieżna kula. Pojedyncze kule toczysz po lepiącym się śniegu zwiększając ich masę, rozmiary i budujesz śnieżny dom.I znów – nie zmienia to faktu, że podstawową cząstką budulcową tego śnieżnego pałacu jest pojedynczy płatek śniegu, a w zasadzie cząsteczka H2O – cząsteczka wody, a w zasadzie dwa atomy wodoru i atom tlenu, a w zasadzie tworzące atomy jądra atomowe i krążące po orbitach wokół nich elektrony połączone elektromagnetycznym i grawitacyjnym spoiwem. Co to wszystko ma wspólnego ze światłem? A otóż ma.

Podobnie jak zagęszczałeś cząsteczki i krople wody, podobnie jak lepiłeś płatki śniegu, tak możesz zagęścić fotony światła (jakie to proste…), te mikroskopijne cząsteczki. Wcześniej rozproszone mogą teraz utworzyć gaz fotonowy, później chmurę fotonową, następnie fotonowe jezioro, by dalej przybrać zestalony kształt. Pojmujesz już teraz zupełnie łatwo, jaki jest sens stwierdzenia, że „materia jest uwięzionym (zamrożonym) światłem”. Uświadomienie tego ma głębszy sens. Okazuje się w takim razie, że każdy z nas ma pod ręką niewyobrażalne ilości podstawowego surowca, z którego zbudowany jest cały Wszechświat, wszelkie substancje tworzące niezliczone przedmioty, nasz codzienny pokarm i nasze ciała.

Czy rozumiesz już, że siłą swojej woli mógłbyś w każdym momencie sięgać do tego niewyobrażalnie wielkiego i zaopatrzonego w niezmierzone ilości zapasów specjalnie przygotowanego dla Ciebie spichrza?Czy pojmujesz już, że również siłą Twojej woli mógłbyś ukształtować dane Ci pierwotne tworzywo w wyrób, jaki jest Ci niezbędny do życia lub jakiego pragniesz?

Ciekawe tylko, że ponad 2000 lat temu pojawił się na Ziemi człowiek, o którym zwykle sądzimy, że absolutnie nie mógł mieć pojęcia o fizyce kwantowej, a czynił cuda, materializował pragnienia i twierdził, że my jeszcze większe cuda będziemy czynili… Tyle tylko, że Ten Człowiek odkrył, że jest dzieckiem Boga Doskonałego, które posiada w takim razie wszelkie atrybuty Boga pochodzące bezpośrednio z Boskiego Źródła i pozwalające stawać się stwórcą. Niezbędny był jednak do tego bezpośredni kontakt z Najwyższym Stwórcą, rezonans z Boską Energią, jedność z Bogiem. Z kolei warunkiem podstawowym nawiązania bezpośredniego kontaktu ze Źródłem Mocy i korzystania z Jego zasobów miała być niezachwiana wiara w Dziecięctwo (Synostwo) Boże (czyli dziedziczenie możliwości stwórczych Boga), absolutna czystość intencji i krystalicznie czysta świadomość przepełniona i promieniująca Uniwersalną Miłością.

I swoim odkryciem człowiek ten – Jezus z Nazaretu – dzielił się z innymi pragnąc, aby – podobnie jak On – i inni mieli możliwość zbliżenia się, powrotu do Boga, stania się Jednią ze Stwórcą. W dodatku wiedział doskonale, że większość Go nie zrozumie, wielu przeinaczy jego myśl i działanie, a będą również tacy, dla których stanie się kamieniem obrazy. Wiedział jednak również, że raz posiane ziarno skiełkuje i da odpowiedni plon we właściwym czasie. Miał także świadomość, że skończy się to wszystko Ostateczną Próbą możliwości i mocy (dodajmy – zwycięską próbą), jakie posiadał będąc w jedności z Bogiem. Posiadał więc świadomość mocy, która umożliwi Mu odbudowanie ciała w każdej chwili – nawet wtedy, kiedy uległoby zupełnemu rozkładowi. Przecież odpowiedni surowiec miał do swojej dyspozycji we Wszechświecie w niewyczerpalnych wprost ilościach. Próba ta miała udowodnić wszystkim, że możliwe jest „odbudowanie zburzonej świątyni”, w dodatku w ciągu trzech dni (choć mógł zrobić to szybciej) – co też nie było przypadkowe…

Czy i ten dowód mocy woli stał się dowodem wystarczająco przekonującym dla większości z nas? I na koniec słowa: „Przebacz im, Panie, bo nie wiedzą, co czynią…”. Nic nowego pod słońcem – ignorancja, nieświadomość powodują zwykle straszne skutki.Tymczasem jaka jest nasza świadomość dzisiaj?

Przypuszcza się, że masa świadomości stanowiąca sumę świadomości wszystkich istot, ich myśli, uczynków wchodzi w rezonans z wiedzą kosmiczną albo jej fragmentami (rezonans morficzny) i stamtąd odbiera informacje (wrócimy do tego tematu przy tzw. Gaiamind Project).Ta zbiorowa świadomość tworzy swoiste „pole pamięciowe” (pole morfogenetyczne wg R. Sheldrake’a) otaczające kulę ziemską, w którym przechowywane jest w postaci impulsów myślowych wszystko to, co ludzkość (i nie tylko ludzkość) kiedykolwiek czuła, myślała, czyniła. Trudno więc mówić jedynie o polu grawitacyjnym czy magnetycznym naszej planety.

Gustaw Fechner, niemiecki fizyk, ma pewnie rację twierdząc, że musi istnieć coś, co jest świadomością planety: „Tak jak mózg człowieka składa się z milionów komórek, tak świadomość planety składa się ze świadomości zamieszkujących ją organizmów.” Wszystkie więc stworzenia mają wkład w intelekt naszej planety i jej biosfery, a ten z kolei jest częścią mądrości całego Kosmosu.

WSZYSTKO WE WSZECHŚWIECIE POSIADA – MNIEJ LUB BARDZIEJ ROZWINIĘTĄ – WŁASNĄ ŚWIADOMOŚĆ. ~ G.I. Szypow

Każdy z nas wysyła wibracje – i Ty, i ja i cała reszta naszych sióstr i braci – również „braci mniejszych”. Wibracje te ciągle zmieniają swoje parametry zgodnie ze zmianami, jakie zachodzą w naszych nastrojach, uczuciach, myślach, słowach, działaniach w końcu. Przypomnijmy wniosek z kwantowej teorii zmiennych ukrytych – każda zmiana w jednym punkcie Wszechświata natychmiast wpływa na zdarzenia w każdym innym jego punkcie. Czy można w takim razie wyobrazić sobie bardziej skomplikowaną strukturę przestrzenną tych fal i wibracji? Połączone ze sobą tworzą pole energetyczne – obszar, wewnątrz którego żyjemy i który zawiera wielki zasób informacji. Moc tego pola oddziałuje w subtelny sposób na wszystko, co dzieje się na Ziemi – zwłaszcza na naszą świadfomość i przypuszczalnie na zdrowie każdego z nas.

A przestrzeń kosmiczna? Przecież cała ona jawi się jako potężna biblioteka zawierająca całą wiedzę Wszechświata – o czym wcześniej już mówiliśmy. Trzeba tylko umieć z niej skorzystać. Przypomina to nieco internet – elektroniczną bibliotekę. Jeśli ktoś wie, jak się nim posłużyć – otwiera bank informacji (powiemy o tym jeszcze w dalszej części). Już Albert Einstein zauważył: „Jesteśmy w sytuacji małego dziecka wchodzącego do olbrzymiej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. Dziecko wie, ze ktoś musiał napisać te książki. Ale nie wie jak.” Dodajmy : najczęściej nie wie również, jak z tej wiedzy skorzystać.Dostęp do takiego „pola pamięciowego”, do banku informacji Wszechświata umożliwiają każdemu komórki nerwowe stanowiące swoiste anteny nadawczo-odbiorcze reagujące na zmiany pola elektromagnetycznego. Rzecz jasna, nie u każdego anteny te pracują idealnie. Podstawowym warunkiem ich nienagannej pracy jest osobista wrażliwość, a ta uzależniona jest z kolei od poziomu świadomości, poziomu rozwoju duchowego. I jest to całkiem zrozumiałe, zwłaszcza w kontekście tego, jak ludzkość wykorzystuje swoje mózgi. Może i dobrze jest, że ogromny obszar naszego mózgu jest uśpiony. W przeciwnym wypadku wykorzystalibyśmy pewnie całą daną nam inteligencję, by siebie zniszczyć.

Być może cała wiedza Kosmosu jest umieszczona bliżej, niż nam się wydaje – właśnie w komórkach naszego ciała, a przede wszystkim w naszych mózgach. Bo dlaczego ta wspomniana olbrzymia część jego pojemności nie jest przez nas wykorzystywana? A dlaczego spotykamy nieraz przypadki niesamowitej wprost genialności wśród ludzi – żeby wspomnieć tu chociażby Leonarda da Vinci, Wolfganga Amadeusza Mozarta, Alberta Einsteina? Dlaczego np. dzieła Mozarta specyficznie harmonizują z częstotliwością pracy ludzkich umysłów i wspaniale oddziałują na żywe struktury?

 

Fragmentem całej wiedzy kosmicznej jesteśmy również my – pojedynczy ludzie. Jesteśmy jak miliardy komputerów połączonych w sieć z ogromnym serwerem – Wszechświatem. Możemy dokonywać połączeń między sobą i komunikować się, ale zwykle robimy to tylko z najbliższymi nam osobami – rodziną, przyjaciółmi, znajomymi. Dowodzą tego doświadczenia prowadzone m.in. w Instytucie Pasteura wykazujące, że istnieją bardzo silne, ścisłe, niewidzialne związki między członkami jednej rodziny. I nikt nie potrafi wytłumaczyć logicznie, dlaczego tak jest. Możliwe, że chodzi o pewien rodzaj specyficznego rezonansu.

Udowodniły to badania angielskiego fizyka I.M. Kogana (emigranta z Rosji) nad właściwościami elektromagnetycznymi ludzkiego mózgu. Kogan stwierdził, że bardzo często podczas rozmowy dwojga osób ich mózgi wchodzą ze sobą w pewien rezonans zwany rezonansem morficznym. I wtedy możliwa jest – chociażby częściowa – komunikacja „bez słów”. Czy nigdy tego nie doświadczyłeś? Angielski badacz odkrył przy okazji, że fale elektromagnetyczne, które przez cały czas przepływają przez cały układ nerwowy człowieka, bardzo łatwo dostrajają się do niskich częstotliwości w zakresie 4-15Hz mających ogromny wpływ na ludzki mózg (będzie jeszcze o tym mowa). Już Nikola Tesla, genialny chorwacki naukowiec i wynalazca był twórcą pomysłu wykorzystania fal elektromagnetycznych o niskich częstotliwościach, by wpływać na ludzki mózg i naszą świadomość. Na podstawie jego teorii prowadzili eksperymenty Rosjanie i Amerykanie w końcu lat 70-tych XX wieku i dalej je kontynuują. Celem tych eksperymentów było i jest sprawdzenie, czy za pomocą sztucznie nadawanych sygnałów nie da się w ludzkich umysłach utworzyć swego rodzaju „tuneli”, przez które odpowiednio wyszkoleni manipulatorzy mogliby wprowadzać własne myśli i sterować świadomością i emocjami innych ludzi poprzez zdalne pobudzanie centralnego układu nerwowego. Jest to już dzisiaj możliwe dzięki wykorzystaniu m.in. współczesnej teorii rozpraszania fal elektromagnetycznych. Oczywiście, nad stroną etyczną całego tego zagadnienia trudno jest dyskutować. Jeżeli mamy jednak „przeprogramować” naszą świadomość (a nasz mózg jest do tego zdolny), to może raczej „przeprogramować” się na miłość, radość, dobro, współczucie (ale nie litość!) – czyli na najlepsze z pozytywnych uczuć?

MIŁOŚĆ JEST DROGĄ DO POZNANIA NAJPIĘKNIEJSZYCH WIBRACJI WSZECHŚWIATA.

Wyrzućmy w końcu z siebie nasze lęki, poczucie winy, strach, ponieważ wibracje takich stanów są wybitnie negatywne, a przecież takie uczucia „wbija” się nam do głowy bez przerwy. Posłuchaj tylko naszych rządzących, zwróć uwagę na wiadomości serwowane w mediach. Przecież ciągle nas się straszy. A to trzęsieniami Ziemi, a to ptasią grypą, a to zagrożeniami wynikającymi ze zmian klimatycznych, a to chorobą „wściekłych krów”, a to terroryzmem. Media ciągle powielają kody strachu, a my przyjmujemy je, przetwarzamy i wysyłamy dalej w przestrzeń w postaci fal elektromagnetycznych – sygnałów, które po odbiciu od jonosfery powracają do naszych mózgów. Jesteśmy w ten sposób bombardowani mikrofalowymi impulsami powodującymi zaburzenia w tkankach (m.in. zaburzenia cieplne), co skutkuje powstawaniem wewnętrznego, słyszalnego dla konkretnego odbiorcy pola akustycznego tworzącego i przekazującego negatywne emocje i negatywne myślokształty (patrz:„Nexus” nr 4/2006, „Kontrola umysłów – nowy wspaniały świat”, dr Nick Begich, tłum. Jerzy Florczykowski). I mało kto zastanawia się nad dalekosiężnymi (a może coraz bardziej bliskosiężnymi?) skutkami takich działań.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego prezentowane są przede wszystkim wiadomości katastroficzne? To proste: zła wiadomość to najlepsza wiadomość, najlepszy „news” przyciągający największą widownię przed ekrany TV, największe grono słuchaczy przed radioodbiorniki i najwięcej czytelników sensacji przedstawianych w tabloidach.Takie działania mają konkretną motywację. Chodzi w niej o to, abyśmy byli jedynie bezrefleksyjnymi konsumentami i bezwolnymi najemnikami wykonującymi polecenia w procesach produkcji, aby lepiej nas kontrolować, abyśmy stali się bezwolnymi narzędziami w rękach różnych „władców i zbawców” świata, abyśmy dali im więcej władzy, aby – w końcu – więcej na naszym strachu zarobić. Dzięki temu koncerny farmaceutyczne zarobią więcej, i koncerny zbrojeniowe zarobią więcej, i producenci wszelkiego rodzaju zabezpieczeń zarobią więcej i eksperci od…, od…, od… również zarobią więcej. Skończy się to pewnie próbami przeforsowania pomysłu wszczepiania w każdego z nas elektronicznych chipów, dzięki którym można będzie sprawować nad nami nieograniczoną kontrolę uzasadniając ją różnorodnymi zagrożeniami.

A może istnieją formy życia funkcjonujące dzięki negatywnym emocjom przez nas wytwarzanym i które to formy celowo sterują nami w taki sposób, abyśmy negatywne emocje jako „pożywienie” dla nich produkowali? Może sami te byty powołaliśmy do życia? Więc może tym bardziej powinniśmy być twórcami pozytywnych wartości i emocji?”

Share

Zasady doświadczania dobrego życia na Ziemi

Share
happy face
Jeśli pragniesz, aby Twoje życie na Ziemi było szczęśliwe- poniżej znajdziesz Zasady doświadczania dobrego życia na Ziemi.
Wszystko  jest kwestią percepcji. Ty sam możesz swoje życie uczynić pasmem rozwoju i satysfakcji- albo li tylko wielkim morzem, na którym biedny żagielek z papieru co i rusz traci równowagę…
Od Ciebie tylko zależy, co uczynisz z każdą sekundą swojego istnienia, doświadczeń, zdarzeń. Od Ciebie tylko zależy, czy one zmienią Cię w szczęśliwą, świetlistą Istotę, która przysparza światu wysokich wibracji- czy uczynią emocjonalnym zombie popychanym przez przypadkowe prądy w niechciane, ciemne zakamarki egzystencji…
Niech więc poniższe zasady dobrego życia na Ziemi zostaną Twoimi przewodnikami.
 życia na Ziemi

Oto 9 zasad doświadczania życia na Ziemi

Zasada nr 1 – Otrzymujesz ciało fizyczne.
Pojawiając się na Ziemi otrzymujesz ciało, możesz je lubić lub nie- to nie ma większego znaczenia, ponieważ i tak je masz- niezależnie od tego czy je lubisz czy nie. Jeżeli chcesz na nie narzekać, być niezadowolonym, nosić w sobie uczucie dezaprobaty wobec niego- to Twój wybór. To że masz ciało fizyczne to nie znaczy, że musisz się z nim utożsamiać. Kiedy wsiadasz do samochodu i jedziesz z punktu A do punktu B- nie mówisz, że „jesteś” samochodem. Tak samo jest z Twoim ciałem. Wchodzisz w ciało, jakie wybrałeś- i używasz go do doświadczania życia na Ziemi, ale pamiętaj– jest to tylko wehikuł jakiego teraz używasz.
Zasada nr 2 – Doświadczasz różnych sytuacji życiowych.
Każdego dnia doświadczasz pewnych sytuacji życiowych, zarówno tych przyjemnych i tych mniej przyjemnych. Każda z nich to doświadczenie. To od Ciebie zależy, jak do niego podejdziesz. Jeżeli przejdziesz przez nie ze spokojem i akceptacją- pójdziesz dalej. Jeżeli podejmiesz decyzję, aby stawiać mu opór, aby nosić w sobie jakiekolwiek negatywne myśli i emocje związane z nim, to tak długo będziesz przywiązany do tej sytuacji i tym samym będziesz doświadczać go tak długo, jak długo będziesz z nim walczyć, lub uciekać od niego. Tak więc pozwól sobie uwolnić się od przeszłości i idź do przodu. To czy będziesz się rozwijał, czy nie, zależy tylko od Ciebie.
Zasada nr 3 – Nie ma pomyłek są tylko doświadczenia.
Proces rozwijania, wznoszenia się jest przepełniony wzlotami i upadkami, które nie są ani dobre ani złe, lecz po prostu są. Pomyłki są bardzo pomocne w życiu ponieważ pokazują nam co działa, a co nie. Osoba trzymająca się tylko swoich porażek nazywana często „Ofiarą” będzie widziała je jako coś złego i będzie utożsamiać się z nimi. Natomiast osoba, która wyciąga wnioski z porażek zwana „Człowiekiem Sukcesu” widzi je jako etapy przybliżające je do wyznaczonego celu. To, jak postrzegasz świat, zależy tylko od Ciebie.
Zasada nr 4 – Tak zwane „lekcje życiowe” będą się powtarzać, dopóki ich nie przerobisz.
Nasze życie jest przepełnione nimi, są mniejsze i większe, są prostsze i trudniejsze. To, jakie są, nie ma większego znaczenia, znaczenie ma jedynie to, czy wyciągamy z nich wnioski i czy uczymy się na nich. Jeżeli nie, to te same lekcje powrócą do nas w innej formie, zazwyczaj bardziej dobitnej, abyśmy bardziej zwrócili na nie uwagę.
Zasada nr 5 – To co widzisz w innych, masz również w sobie.
To co kochasz lub nienawidzisz w innej osobie, jest odbiciem tego co kochasz i nienawidzisz w sobie. Podobne lubi się przyciągać, tak więc pojawiają się w Twoim życiu osoby, które pokazują Ci co nosisz w sobie. Zazwyczaj tego nie widzisz, lub nie chcesz widzieć, ale to i tak jest w Tobie- nie ważne, czy się do tego przyznasz, czy też nie. Zobacz jak postrzegasz innych, dzięki temu będziesz wiedzieć, nad czym możesz popracować.
Zasada nr 6 – W każdym momencie życia mamy to czego potrzebujemy.
Życie dostarcza nam wszystko, co potrzeba, aby poradzić sobie z obecną sytuacją życiową. To, czy to widzisz, czy nie, to już inna sprawa. Jeżeli jesteś pogrążony w bezsilności lub strachu- ciężko będzie Ci zobaczyć najlepsze rozwiązania danej sytuacji, wystarczy pozwolić odejść temu i wznieść się na wyższy poziom świadomości – a rozwiązanie stanie się dla Ciebie widoczne.
Zasada nr 7 – Wszystkie odpowiedzi są w Tobie, Tu i Teraz.
Jedyne co wypadałoby zrobić to zatrzymać się i zajrzeć do swojego wnętrza. Poprzez wyciszenie umysłu i rozluźnienie ciała możesz połączyć się z tym, kim naprawdę jesteś. Dzięki czemu otworzysz się na intuicję i inspirację.
Zasada nr 8 – Uwolnij się od negatywnych myśli, przekonań i emocji.
To właśnie one powodują ból, cierpienie i niezadowolenie z życia. Tak długo jak będziesz nosić w sobie ograniczające myśli, przekonania i emocje, tak długo one będą sabotować Twoje życie. Jeżeli masz już dosyć ich doświadczania- pozwól sobie uwolnić się od nich, podejmij decyzję i zrób to. Tutaj nie ma drogi na skróty, to Ty masz dokonać tej zmiany, a nie ktoś inny za Ciebie.
Zasada nr 9 – Życie jest takie jakie jest.
To Ty sam decydujesz jak postrzegasz swoje życie. To od Ciebie zależy jak będziesz postrzegać to co wydarza się w Twoim życiu. Będziesz nadawać czemuś etykietki lub przyjmiesz to takim jakim jest. Wybór należy do Ciebie.
życia na Ziemi
Share

O tym, jak działa Wszechświat

Share

Jak działa Wszechświat? Wielu to czuje, inni opisują. Wszystko razem staje się komplementarnym wzorem- jeśli dostrzegamy jego zasadę i formułę- Wszechświat jawi się jako żywy organizm, z mechanizmami, które są logiczne i uporządkowane. Jak to jest- poczytajcie. Po prostu.

Codzienne życie postrzegane przez nasze 5 zmysłów nie jest rzeczywistością. Fizyka kwantowa pokazała, że przestrzeń i czas to iluzja postrzegania. Dlatego nasze ciała nie mogą być prawdziwe jeśli zajmują przestrzeń.
W 1909 roku na uniwersytecie w Manchesterze Ernest Rutherford przeprowadził doświadczenie ukazujące wnętrze atomu.
Naukowcy byli zszokowani tym, że atom jest niemal w całości pustą przestrzenią. Powstało pytanie: Jak ten pusty atom tworzy materialny świat dookoła nas. Nasza prawdziwa świadomość nie znajduje się w głowie ani w naszych ciałach. Ale iluzja naszych indywidualnych ciał i ciągła dezinformacja o naszym prawdziwym pochodzeniu stworzyła koncept, że wszyscy myślimy niezależnie.
Dzięki temu nieporozumieniu, wydaje się niemożliwe udowodnić naukowo: telepatii, sprzężenia umysłów, medium i innych fenomenów polegających na przesyłaniu informacji bez fizycznej komunikacji.
Ale jeśli zrozumiesz, że istnieje duchowe powiązanie pomiędzy wszystkimi rzeczami we wszechświecie, a my jesteśmy częścią jednej boskiej świadomości, to żaden fenomen nie będzie niewytłumaczalny. To proste zrozumienie wypełnia luki współczesnych religii wyjaśnia reinkarnację, deja-vu, przewidywanie przyszłości i każde wydarzenie kiedykolwiek doświadczane przez ludzkość.
Pusta materia stanowiąca podstawowy budulec widzialnej egzystencji jest budowana i modelowana poprzez intencje.
To oznacza, że świadomość kształtuje naszą rzeczywistość.
Zrozumiałe, iż dla większości wydaje się to trudne do zaakceptowania.
We współczesnych czasach jesteśmy od dziecka uczeni jak myśleć racjonalnie i intencjonalnie. Jest to lewo-półkulowa metoda edukacji czyniąca więcej szkody niż się wydaje. Lewa półkula odpowiada za: logikę, detale, fakty, wzory, praktyczność, naukę i matematykę.
Prawa półkula odpowiada za: uczucia, intuicję, symbole, obrazy, podejmowanie ryzyka, filozofię i religię.
Dzięki nieustającemu wpływowi rządu na program nauczania kolejne pokolenia młodych są zmuszane do koncentrowania się tylko na faktach, figurach i liczbach. Powtarzanie wykorzystywane jest aby podświadomie trenować dzieci w przyswajaniu programu. Dzieci nie nagradza się za kwestionowanie tego, czego są uczone. Są za to wyśmiewane. Dzieci, które ślepo akceptują informacje jako prawdę i przywołują ją na komendę podczas sprawdzianu, później podejmują decyzje w rządzie o naszym prawie, w medycynie, biznesie i na każdym innym wpływowym stanowisku.
Najbardziej szkodliwym efektem odejścia od holistycznego pojmowania całym mózgiem i myślenia tylko lewą półkulą jest stłumienie aspektu żeńskiego. Każdy mężczyzna i kobieta ma żeńskie i męskie aspekty. Nie ma to nic wspólnego z mężczyzną czy kobietą. To aspekty lewej i prawej półkuli. Yin i Yang, czarne i białe, jasne i ciemne, oraz inne dualizmy. Oba są istotne dla naszego duchowego i fizyczne zdrowia.
W starożytnym Egipcie to kobiety rządziły tronem. Mężczyźni, których wybierały na męża zostawali faraonami. Obrazuje to tradycję Bogini którą zniszczono by wprowadzić społeczeństwo patriarchalne, zdominowane przez mężczyzn i widoczne we wszystkich głównych religiach. Stłumienie aspektu żeńskiego i zmuszanie ludzi do myślenia lewą półkulą zamknęło ludzi na naturalną zdolność czucia ziemskiej, kosmicznej i osobistej energii. Tradycje szamanów, magików, uzdrawiaczy i innych stały się nielegalne i ośmieszane. Traktuje się je jako fantazje filmów hollywoodzkich.
Każda religia tłumaczy, że jesteśmy dziećmi Boga i mamy jego cząstkę w sobie. Jeśli wymażesz antropomorficzne pojęcie Boga i załapiesz, że Bóg to nic więcej jak duchowa sieć łącząca wszystkie rzeczy, wszystkie teksty religijne nabiorą sensu.
Nasze ciała to tylko statki przenoszące nasze dusze zbierające doświadczenia dla boskiego umysłu. Tak właśnie jest możliwa ewolucja.
Naukowo udowodniono, że wszystkie gatunki rozwijają się w bardziej złożone istoty. Pamięć gatunkowa wszystkich istot pozwala nowo narodzonym istotom automatycznie znać szczegółowe nawyki, których matka nie musi ich uczyć.
Tak więc ta wiedza pozwala gatunkom rozwijać się w bardziej złożone istoty.
Lyall Watson stwierdził, że japońscy naukowcy Zaobserwowali ‚efekt setnej małpy’ w 1952 r. Odkryli, że nowe umiejętności nabyte przez pewien procent małp stają się naturalną umiejętnością gatunku. To kolejne świadectwo kolektywnej świadomości pośród gatunków.
Wszystko ma naturalne wibracje: od atomów po krańce wszechświata. Aby zobaczyć powiązania między Ziemią a naszymi ciałami, przyjrzyj się centrom harmonijnym – lepiej znanym jako czakry. Podobnie jak punkty harmoniczne strun gitary,
są to miejsca, w których skupiają się nasze wibracje. W filozofiach wschodnich, owe siedem czakr używa się do przywracania równowagi w ciałach fizycznym i duchowym.
Nasza Ziemia także posiada 7 czakr położonych w równych odległościach od siebie. Na każdym kontynencie jest jedno takie centrum.
Czakra Podstawy znajduje się w Mount Shasta w Kalifornii, Czakra seksu jest na Wyspie Słońca na jeziorze Titicaca w Ameryce Południowej. Czakra splotu solarnego, znajduje się w Uluru-Katatjuta, w Australii. Czakra Serca w Glastonbury-Shaftesbury w Anglii, Czakra Gardła w egipskiej Gizie, tam gdzie piramidy, Czakra 3 oka jest w Kuhe Malek Siah w Iranie, a czakra Korony na górze Kailash w Tybecie.
Od strony naukowej można to wyjaśnić tym, że w jądrze Ziemi jest skrystalizowane stopione żelazo, które rezonuje z częstotliwością około 7 Hz. Wszędzie na Ziemi istnieją energetyczne wiry, przez które emitowana jest energia elektromagnetyczna. Jest też kilka wirów wzdłuż równika, gdzie zdarzają się dziwne anomalie, jak awarie radia, czy błędy kompasów, a także zniknięcia statków i samolotów. Mogliście słyszeć o niektórych.
Tak więc nieuchwytna część naszego istnienia – emocje, są częścią prawdziwej rzeczywistości wyższej świadomości.
Jeżeli emocje są częścią sfery, której nie doświadczamy pięcioma zmysłami,to jak to się dzieje, że jesteśmy świadomi swoich emocji? To co większość osób uważa za emocje, tak naprawdę nimi nie jest. Doświadczamy tylko fizycznych przejawów tych emocji. Złość powoduje zakłócenia w psychice, które objawiają się jako Ego. Takie przejawienia wywołują przyspieszenie akcji serca, wzrost temperatury ciała,oraz wiele innych fizycznych objawów świadczących o złości. Tak, jak muzyka z radia, jest fizyczną manifestacją niematerialnego sygnału tak samo nasze doświadczanie emocji jest przejawieniem niematerialnego sygnału. Wykazano, iż nasze emocje mają określone częstotliwości wibracyjne. Co więcej, są tylko dwa rodzaje emocji jakich doświadczają ludzie: Strach i Miłość. Wszystkie inne wywodzą się bezpośrednio od nich.
Strach, ma długą i powolną częstotliwość wibracji, podczas gdy miłość ma bardzo szybką i wysoką częstotliwość.
Żeby zobrazować wibracje – podstawę naszego bytu, Hanz Jenny w latach 40-tych opracował Cymatykę by wykazać, że gdy wibracja dźwiękowa przechodzi przez jakiś nośnik pojawi się pewien wzór. Gdy zwiększa się częstotliwość, wzór staje się bardziej złożony. To właśnie dzieje się z Ziemią i z Ludzkością.
Jest 64 potencjalnych kodów aminokwasów w naszym DNA, złożonym z 4 elementów: węgla, tlenu, wodoru i azotu. Zgodnie z logiką, powinniśmy mieć aktywne wszystkie 64 kody w naszym DNA. Jednak obecnie aktywne jest tylko 20. Spośród wszystkich 64 możliwości wygląda na to, że jedynie 20 tych kodów jest teraz włączone. 20 aminokwasów. Istnieje przełącznik, który je włącza i wyłącza. Tym przełącznikiem jest to, co zwiemy emocją. Po raz pierwszy widzimy bezpośredni związek wzorców emocjonalnych z ludzkim materiałem genetycznym. Strach jest długą, powolną falą emocji. Tak więc ta fala jest długą, powolną falą, która dotyka relatywnie niewielu punktów łańcucha DNA. Tak więc osobnik żyjący w strachu jest ograniczony ilością tych antenek, dla niego dostępnych. Osobnik żyjący w miłości – jak widać jest to wyższa częstotliwość o krótszej fali, dlatego ma więcej potencjalnych miejsc do kodowania wzdłuż tego genetycznego wzorca. Te informacje są zdumiewające, bo po raz pierwszy mamy namacalny związek między emocjami i genetyką.
Warto to pojąć, gdyż inny badacz – Władimir Poponin zmierzył ilość cząsteczek światła zwanych fotonami wewnątrz próżniowej probówki. Fotony były rozproszone. Gdy włożono do probówki fragment kodu DNA i ponownie zmierzono fotony, odkryto iż fotony zgromadziły się wokół kodu DNA. Po usunięciu próbki DNA fotony pozostały ustawione w jego kształcie, pomimo iż DNA już nie było. Był to tzw. Eksperyment Fantomowego DNA.

Naukowcy wypełniają dziś istotną lukę między światem fizycznym a eterycznym,czy duchowym. Nasze emocje wpływają bezpośrednio na strukturę naszego DNA, które kształtuje świat fizyczny doświadczany przez nas na co dzień.
Przekazy pozostawione nam przez starożytnych, były czymś więcej niż tylko przepowiedniami ogólnoświatowego rządu, czy Nowego Porządku Świata.
Teraz rozumiemy, czemu studiowanie ciał niebieskich było takie ważne. Rotacje i orbity wszystkich ciał naszego wszechświata,
służyły jako zegar wyznaczający wszystkie zmiany. Pomagało to starożytnym zrozumieć, że zmiany ciał niebieskich, są lustrem zmian całego istnienia. 21 Grudnia 2012 to po prostu naturalne przejście z jednej formy energetycznej do innej. Transcendentalna ewolucja człowieka. Data ta znana jest jako punkt zero. Nasze Słońce, jak i Ziemia tracą swoje pola magnetyczne, a ruch obrotowy Ziemi zwalnia. W tym samym czasie jej częstotliwość rezonansowa zwana ‚Rezonansem Schumana wzrasta zgodnie z przewidywalną sekwencją ciągów Fibonnacci’ego. Na poziomie komórkowym, nasze ciało reaguje na puls elektromagnetyczny. Starożytni nazwali to ‚Świętym Układem’. Komórki otrzymują ten puls z mózgu, który dostaje go z serca, które odbiera swój puls z Ziemi. Jej puls bierze się z Układu Słonecznego, a ten z Galaktyki, a w końcu z całego wszechświata. Dosłownie dzielimy ten puls z całą egzystencją. To kolejny przykład na to, że wszystko jest jednym. Odkąd naukowcy zaczęli zapisywać ziemski puls, pozostawał on na poziomie ok. 7,8 cykli na sekundę. Była to wartość stała, aż do roku 1986/1987. Wtedy gwałtownie zaczął wzrastać do ok. 9 cykli/s w 1996 roku. Tak więc w ciągu dziesięciolecia wzrósł o 2 cykle/s.
Do 2012 roku cykl ten wyniesie około 13 cykli/s zgodnie z teorią Fibonacci’ego. Co to oznacza dla ludzkości? Tak jak w Cymatyce wyższe częstotliwości powodowały bardziej złożone struktury, tak teraz doświadczamy początku wielkiej zmiany wibracji fizycznych iduchowych. Trudno pojąć co dokładnie stanie się z naszymi ciałami fizycznymi, ale starożytne teksty, religie pogańskie i monoteistyczne, szkoły mistyczne i tajne zakony – wszystkie podają wskazówki jakie to będzie doświadczenie.
„Człowiek zmienia się w formę światła /nie z tego świata” SzmaragdoweTablice Thotha. „Nie będzie cierpieć bólu śmierci, kiedy nadejdę w chwale”. „Zostanie zmieniony w mgnieniu oka w nieśmiertelnego”. „W naszych ciałach zobaczymy naszych stwórców”. Księga Mormonów.
Tybetańska Księga Umarłych wyjaśnia, że różne kody wibracyjne tworzą warunki do wejścia w stan buddy. Podobne treści zawiera Egipska „Nuith”.
Będzie to zmiana epok. Transcendentalny okres kolosalnych zmian dla ludzkości. Ludzie nieprzystosowani, nie będą w stanie poradzić sobie z gwałtownymi zmianami w psychice. Jedynym sposobem by przygotować się na to co ma nadejść jest to,
czego poszukiwaliśmy całe życie: Prawda. Nie prawda o rządzie, handlu, religii, terroryzmie lub czymkolwiek zewnętrznym,
ale prawda o nas samych, o naszej psychice i naszym cieniu. W zachodniej kulturze, jesteśmy uczeni, że bycie normalnym oznacza bycie tylko szczęśliwym, nigdy smutnym. Bycie tylko kochającym i nigdy wściekłym. Wybaczającym, a nigdy zazdrosnym. Brzmi to wiarygodnie, ale tak nie jest.
Nie powinniśmy tłumić żadnych negatywnych emocji, gdyż wywołuje to nierównowagę. By stawić czoła naszym emocjom, musimy się im poddać a nie zwalczać je. Musimy je uznać i pozwolić im spełniać swoje zadania ucząc się od nich.
Starożytni Esseńczycy pozostawili nauki sięgające 6000 lat wstecz. Uczyli, że nasze relacje z innymi, ze światem i wydarzeniami są lustrem części naszej psychiki, która wymaga oczyszczenia. Autor Gregg Braden wspaniale wyjaśnia te kwestie w swoich pracach. Jego prace i studia nad tą tematyką, przyczyniły się znacząco do połączenia nauki i duchowości.
Ważne jest by zrozumieć, że gdy boisz się straty, śmierci, wojny, terroryzmu czy zmian, w oparciu o te lęki, dajesz innym sposobność kontrolowania ciebie. Gdy walczysz z biedą, rasizmem, czy o wolność, zewnętrznie starasz się stłumić problem, któremu powinieneś stawić czoła w swoim wnętrzu. Takie sytuacje są lustrami naszych lęków. Dlatego ważne jest, by kochać i tylko kochać. Kochać tych, którzy są nam przyjaźni, ale w szczególności kochać swoich wrogów. Nie patrz na swoje lęki jako na zagrożenie, tylko zrozum, że ten materialny świat jest tylko fizyczną manifestacją lęku lub miłości obecnych w twojej świadomości. To proste. Wszystko z czym się musisz zmierzyć w życiu jest przed tobą. Gdy chcesz zobaczyć jakie są twoje prawdziwe wewnętrzne lęki, przeanalizuj swoje pragnienia i zahamowania.
Tego, co wyjaśniliśmy wcześniej o ezoterycznych planach wąskiej elity przywódców nie powinieneś się obawiać.
Oni od tysięcy lat pociągają za sznurki, by manipulować ludzkością. I to działało, aż do teraz.
Każdemu systemowi religijnemu czy innemu jest łatwo pogrywać na naszym poczuciu bezpieczeństwa, na wmawianiu nam, że zatroszczy się o nasze bezpieczeństwo. Przyklaskujemy temu. Nie obwiniajmy więc religii. Obwiniajmy naszą niepewność, która pozwala religii kwitnąć i która pozwala istnieć tak wielu niszczącym nas systemom. Dlatego nie możemy się uwolnić.
Ron Sekley z wydziału Chemii Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley wykazał iż DNA działa jako antena zarządzająca rozwojem komórkowym. Antena pierwotnej funkcji, którą spełnia DNA. Jest emiterem i odbiornikiem fotonów – światła oraz fononów – dźwięku. Dla rozwoju komórkowego to oznacza, że spiralne zwoje DNA odbierają duchową energię miłości i emitują ją, manifestując w polu kwantowym, czyli fizycznej materii ciała.
Oto częstotliwości w Hercach (Hz), czyli cykle na sekundę, do których muzycy mogą dostroić instrumenty i eksperymentować.
To skala muzyczna stwórcy: oryginalne solfeggio przez 3000 lat zagrzebane w Biblii. Tak więc antyczny kapłan wiedział jak lewitować olbrzymie kamienie by zbudować Piramidy i miał masońską (kamieniarską) wiedzę starszą niż antyczny Egipt.
Posiadanie tej wiedzy, tych częstotliwości dawało możliwość tworzenia,destrukcji i czynienia cudów upoważnionym osobom, które miały do niej dostęp. Mówię o tym, z powodu tej metafory: Oto różnica między potęgą stwórcy, a czymkolwiek innym. A szczególnie złym. Możesz wejść do całkowicie ciemnego pokoju pełnego zła, ciemności i zapalić małą świeczkę, a ciemność natychmiast zniknie. Ale nie da się zrobić odwrotnie. Nie da się wejść do oświetlonego pokoju wypełnionego prawdą, mądrością
i prawością, zadowoleniem, zdrowiem i harmonią z uniwersalną potęgą, nie da się wziąć żadnej ilości ciemności, by wejść z nią do tego pokoju i odnieść jakikolwiek skutek. To metafora, o której często rozmyślam, gdy wydaje mi się, że nie mam mocy.
To wspaniała lekcja dla mnie i dla wszystkich: dowiedzieć się, że jesteśmy po zwycięskiej stronie. I na końcu zwyciężymy.
Zrozum, że nie ma żadnej bitwy do wygrania, żadnej wojny. Nie trzeba będzie użyć żadnej broni, ani na nikogo podnieść ręki.
Większość ludzi zastanawia się jak pojedyncza osoba może robić różnicę. Pytają, czy skoro wszystko to jest takie proste, a informacje te są dostępne czemu ktoś nie stawił czoła swoim lękom i nie zmienił świata dla innych? To najtrudniejsza i najpiękniejsza zagadka w naszym życiu.
Twoja rzeczywistość dotyczy Ciebie i tylko Ciebie. Twoja ciekawość doprowadziła Cię do tych informacji, by spełnić pewne zadanie w Twoim życiu.
By zrozumieć jak wszechświat jest prawdziwym hologramem, profesor matematyki z Uniwersytetu Yale opracował wzór, który potem obliczają komputery. Nazwany od jego nazwiska ‚Zbiorem Mandelbrota’ wydaje się być na pozór zdezorganizowany.
Lecz niezależnie jak bardzo przybliżysz całą strukturę, zawsze odnajdziesz taki sam kształt w całości. Każdy fraktal dzielony w nieskończoność, zawsze przedstawia obraz całości. Gdy jeden fraktal zmieni swój wzór, cała struktura zmieni się razem z nim.
To oznacza, że nie trzeba budzić całego świata.
Nie ma sensu informować 6 miliardów ludzi świata o tym przesłaniu. Ważne jest tylko byś Ty sam nauczył się stawiać czoła swoim wewnętrznym lękom i nauczył się kochać. Gdy widzisz swoje lęki takimi jakimi są i panujesz nad emocjami, wtedy i tylko wtedy będziesz tak naprawdę wolny.

Fragment tekstu ( napisy) z filmu: Esoteric Agenda

Share

Dan Winter-Splatanie DNA-i jego inne, fascynujące teorie

Share

Dan Winter to wybitna osobowość świata fizyki świadomości. Wielki znawca i praktyk medytacji, zajmuje się także fizyką kundalini i elektrycznej natury świadomości. Twierdzi, że prowadząc wyścig ze śmiercią, dopuszczamy się wielkiego błędu- z braku pojęcia o elektrycznej naturze życia, oraz o jego celu. Wskazuje przy tym na nieśmiertelną spójność elektrycznych funkcji DNA. Buntuje się przeciwko ogólnie obowiązującej definicji grawitacji, podkreślając jej fraktalność- i biorąc pod uwagę tworzenie implozyjnych pól spójności w DNA, które- jego zdaniem- są nieśmiertelne. Dan Winter twierdzi wprost, że zachodnia nauka jest ślepa na wszystko, co dotyczy aspektu życia in extenso, oraz kluczowego postrzegania jego fraktalności. Uważa także, że ładunek fraktali DNA w „punkcie błogości” pozwala wyjaśnić najgłębszą tajemnicę życia.

Dan Winter ukończył z wyróżnieniem University of Detroit, prowadził także badania z dziedziny psychofizjologii i lingwistyki. Pracował jako analityk systemów IBM, w metalurgii przemysłowej i krystalografii. Podejmował wiele różnych badań, od fizyki kwantowej poczynając- aż do modelowania (laboratorium MIT), w rozwoju wczesnych prototypów urządzeń biofeedback (biologiczne sprzężenie zwrotne). Podróżuje do „miejsc mocy”- medytuje i prowadzi tam swoje badania i wykłady. Jest utalentowanym muzykiem- był kościelnym organistą, oraz kierownikiem chóru. Bawi się wieloparametrowym wykorzystywaniem dźwięków biologicznych zdarzeń– tonów serca, głosów wielorybów i delfinów itp. W 1980 roku założył gazetę „Network of Light”, oraz centrum eksperymentalnych nauk zbiorowych bio-harmonii (Crystal Hill Farm). W Crystal Hill Dan Winter został gospodarzem słynnej konferencji o bogatej tematyce- od świętej geometrii poczynając, na zrównoważonym ekosystemie kończąc. Tworzył opracowania komputerowe / audio / wideo obiektów animowanych- filmy o świętej geometrii i fizyce ewolucji. Kierując Crystal Hill, Dan pozostawał wiceprezesem i dyrektorem technicznym w SS Electric, Inc w Buffalo, która sprzedaje swoje inżynierskie 3 fazowe konwersje technologii silników.

Na początku lat dziewięćdziesiątych, Dan Winter założył Szkołę Świętego Graala, Świętej Geometrii i Biodome Healing Center w Waynesville (Północna Karolina). Zainspirował i otworzył tam wiele fundamentalnych projektów, z cyklem konferencji z Henrym MacLeanem- „Odrodzenie Starożytności” i „Piąte Kompendium Szkoły Misterium Drogi”.

Prowadzi wykłady na temat ewolucji świadomości, świętej geometrii i spójnych emocji. Jego teoria o spójnych emocjach inspirowana znaczącymi badaniami w Millard Fillmore Hospital w Buffalo i HeartMath Institute w Kalifornii, w połowie lat dziewięćdziesiątych, której wyniki opublikowane przez dra. Glen`a Rein`a, dostarczyły rozstrzygających dowodów, wspierających teorie Dana dotyczące serca i jego efektu spójnego systemu harmonicznego podczas uczucia współczucia i błogości- związane z programowaniem DNA. Np. projekt „Bijące Serce Ziemi” (Heart Beat Earth Project) dla globalnej spójności, jest ekspresją przekonania Dana, że można „nauczyć samoświadomości” wykorzystując Internet jako narzędzie- poprzez stosowanie biofeedback`u opracowanego i podłączonego do komputera w domu. Bicie serca w momencie współczucia / współodczuwania, rejestruje określoną sygnaturę częstotliwości, która posiada szczególne właściwości: można ją dodawać i mnożyć w nieskończoność- doświadczając tychże częstotliwości na zewnątrz. Eksperymenty z ludźmi wysyłającymi miłość do drzew wykazały, że drzewa reagują na odległość, w momentach szczytowych emocji- co zdaje się potwierdzać, że nasze wybory spójnych odczuć mogą być naszym najlepszym sposobem na ekosystem twórczy, ostatecznie przewyższający w kształtowaniu naszego świata siłę buldożera. Bicie połączonego tysiąca współczujących serc (internetową bazę danych) zsumowano ze skupieniem naszej zbiorowej intencji współczucia wokół planety, uzyskując dowody na potężne, nowe potencjały naprawy i stabilizacji atmosfery. Serca połączone uczuciem współczucia / współodczuwania mogą zatem zmieniać świat. To odkrycie jest punktem zwrotnym w naszej świadomej ewolucji.
Dan czerpie z wielu źródeł, w tym z nauki, mitologii, popkultury, a nawet channelingowych informacji. Szuka pomysłów na głębokie powiązania tych aspektów aktywności- dostrzegając proroczo głęboki sens naszej jedności.
Wśród wielu fantastycznych projektów Dana Wintera znajduje się opracowanie przełomowej teorii organizacji długich magnetycznych fal do przywrócenia retencji atmosfery. Dan sugeruje, że TYLKO MIŁOŚĆ ZMIENIA ŚWIATŁO, więc TYLKO MIŁOŚĆ TWORZY. Fraktalny atraktor energii elektrycznej serca towarzyszący doświadczeniu rozumnej umiejętności wyboru współczucia / współodczuwania, to zatem rzeczywiste centrum sterowania życiem i samoświadomością.

„Splatanie DNA”, może przybrać (wg. Dan Winter) kształt toroidalny przypominający pierścień. Staje się tak na skutek implozji ładunku elektrycznego, która prowadzi do „rozpalenia ognia w sercu”. Przeżywana przez człowieka błogość tworzy płynącą z serca falę fononową – harmonijny, spójny (coherent) dźwięk, który na zasadzie piezoelektrycznej działa na DNA jak zaklinacz węży. Dźwięk ten programuje DNA, splatając je aż do momentu, w którym (dzięki spójności dźwięku płynącego z serca) DNA staje się toroidalne. Wówczas imploduje ono, wciągając coraz więcej energii OGNIA „osadzając się” czy też „zagnieżdżając” w coraz dłuższych falach plazmowych istniejących w otoczeniu człowieka, aż po jedność z całym wszechświatem… Osadzanie to jest możliwe dzięki fraktalnej budowie rzeczywistości, w której żyjemy. Miłość, czysta intencja i błogość w naszym sercu generują fale o charakterystyce odpowiadającej złotemu podziałowi, który harmonijnie spaja cały wszechświat. Osadzanie się tych fal w otoczeniu wymaga jednak istnienia fraktalnego w sensie elektrycznym otoczenia, które jest niestety zaburzane przez różnego rodzaju urządzenia oparte na szkodliwych dla naszego zdrowia częstotliwościach falowych – od przysłowiowego komputera, telewizora i telefonu komórkowego, poprzez linie przesyłowe wysokiego napięcia, stacje nadawcze ziejące elektrosmogiem aż po same materiały z których wykonane jest środowisko naszego życia.
Czy dzięki uzyskaniu toroidalnego DNA stają się możliwe szamańskie podróże w czasie i przestrzeni? Czy człowiek staje się wówczas Władcą Pierścieni? Dan Winter na oba pytania odpowiada twierdząco… Mówi on o tym głównie we wspomnianym już tutaj filmie „Purpose of DNA” (Przeznaczenie DNA).”

LINK DO PLAYLISTY:

 

Share

Pierre Franckh– Prawo rezonansu- FUNDAMENTALNE PRZYKAZANIA dla lepszego życia

Share

Prawo rezonansu mówi, że wszystko we wszechświecie komunikuje się z sobą przez drgania i wibracje. Dlatego podobne przyciąga podobne. Negatywna energia, którą emitujemy może przyciągnąć do naszego życia nieprzyjemne doświadczenia. Brzmi znajomo? To teoria lustra z Transerfingu.

Sercem możemy zmienić świat. Pierre Franckh, autor PRAWA REZONANSU, opisuje badania z 1993 r. które odkryły 2,5 metrowe pole energetyczne otaczające serce. Jest ono większe od pola mózgu. (Udowodniono, że mózg nie działa samodzielnie, ale otrzymuje sygnały z serca.)

To w co wierzymy z całego serca realizuje się. To FIZYKA, a nie magia albo cuda.

Autor opisuje też eksperymenty z DNA przeprowadzane w 1995 r. w Rosyjskiej Akademii Nauk, a potem powtórzone w USA- bo wyniki były zaskakujące. Ludzkie DNA ma bezpośredni wpływ na świat fizyczny. Kiedyś usłyszałam, że DNA służy do syntezy białek, a reszta to śmieci (junk DNA). Czyżby nasz konstruktor był tak rozrzutny? To ludzie nie wszystko jeszcze rozumieją. Okazało się, że pusta przestrzeń nie jest pustką, tylko polem, które służy do komunikacji. To pomost między światem wewnętrznym a zewnętrznym. Odległość nie ma tu żadnego znaczenia (w polu kwantowym bowiem nie istnieje. DNA komunikuje się z całym otoczeniem.

Tylko osoby przeżywające głęboką miłość mogą zmienić swoje DNA. Jeśli jednak nie masz kogoś do kochania- zacznij od pokochania siebie. Mów codziennie rano do lustra w łazience : KOCHAM CIĘ 😉 . Zobaczysz jak świat się zmienia.

Autor pisze m.in. o lustrzanych neuronach (odkrycie z 1990 r.). Każdy czołowy sportowiec zna tę teorię i gdy wykorzystuje ją w praktyce- wygrywa. (Do spełniania życzeń wykorzystuje się też „obrazy życzeń” – czyli slajdy w Transerfingu- czy tzw. „mapę marzeń”.)

Siłą myśli możemy wpłynąć na przyszłość. Przyszłość jest tak samo realna jak przeszłość. (Przestrzeń wariantów w Transerfingu). Nasza energia testuje możliwości różnych rodzajów przyszłości i nawiązuje połączenie z tą, która pasuje najlepiej do naszej fali ofertowej (nasze życzenie). Nasz obecny stan świadomości ustala wszystkie możliwe zdarzenia w bliskiej przyszłości. Siłą myśli można zmienić materię.

Zatem: Uważaj na swoje myśli – są początkiem twoich czynów. Nie otaczaj się ludźmi, którzy cię zniechęcają i działają destrukcyjnie. Nie tkwij w złych relacjach. Powiedz dość. Obudź się. (W Transerfingu takich wątpiących ludzi postrzegamy jako wahadła, które biorą sobie od nas energię z naszych emocji).

A wszystko rób lekko, nie nadwyrężaj się, nie stosuj wielkiej siły – w Transerfingu mówi się o nadawaniu nadmiernej ważności. Dlatego im bardziej czegoś chcesz tym mniej chciej. Paradoks? Nie Najpierw dopuść możliwość porażki i pogódź się z tym.

Odkrycie, że samą siłą myśli możemy zmieniać nasze DNA, głęboko wstrząsnęło wieloma naukowcami. A więc świat jest inaczej zbudowany i inaczej funkcjonuje, niż dotychczas sądzono? Nastał czas kompletnej zmiany paradygmatów. Duchowość stopniowo zdobywa coraz rozleglejsze pole wpływów, ludzie otwierają się na nią, posługując się na co dzień technikami pracy ze świadomością, które transformują ich percepcję i poczucie szczęścia. Pojawiają się kolejne enuncjacje nowych odkryć, spostrzeżeń, technik i urządzeń dopasowanych do nowych standardów pracy nad biopolem i ciałem.

Prawdziwym przełomem ostatnich lat stało się odkrycie tzw. prawa rezonansu. Prawo to stanowi, że każdy z nas posiada unikalne pole rezonansowe, które kształtowane jest przez nasze serce. Pole to z kolei wprawia w ruch zarówno materię jak i otaczającą nas energię dzięki unikalnym wibracjom wysyłanym światu. To, co wyśle nasze serce, zależy od naszych myśli. Dzięki nim oddziałujemy na pola rezonansowe wszystkiego i wszystkich, którzy nas otaczają. Nieważne, czy mówimy o bolącym zębie, sercu ukochanej osoby, DNA osoby znajdującej się na innej półkuli czy… o przyszłości. Wpływamy na absolutnie każdą rzecz we wszechświecie.

PRAWO REZONANSU:

Istnieje pole energii, które łączy wszystko ze wszystkim.
To pole energetyczne komunikuje się z naszym polem rezonansowym.
Stwarzamy nasze pola rezonansowe poprzez język uczuć i przez energię myśli, przede wszystkim jednak przez nasze przekonania.
Te wysyłamy za pomocą pola serca, naszego DNA i naszej siły myśli. Odległości nie odkrywają żadnej roli w przypadku pól rezonansowych, podobnie jak czas.
Dzięki prawu rezonansu jesteśmy połączeni ze wszystkim i wszystkimi.
Jeśli ktoś lub coś wchodzi z nami w rezonans, musi zareagować.
Wszystko, co wchodzi z nami w rezonans, jest na pewno przyciągane do naszego życia.
Również i my jesteśmy na pewno przyciągani przez pola rezonansowe innych, kiedy one współbrzmią z naszym polem rezonansowym.
Zawsze od nas zależy, jaki wewnętrzny potencjał drgań chcemy aktywować.
Naszymi lękami stwarzamy to, czego się boimy.
Jeśli czegoś nie mamy, to znaczy, że nie stworzyliśmy temu właściwego pola rezonansowego.

Prawo Rezonansu

Pierre Franckh – Prawo rezonansu

Share

O niezbędności medytacji

Share

Wielu moich Podopiecznych na początku drogi porządkowania własnego wszechświata, reaguje nerwowo, gdy proszę, żeby nauczyli się medytacji. Z początku uważają, że „to niemożliwe”, że „nie mają czasu”, że „to jakaś fantasmagoria”… Dlaczego o to proszę? Ze względu na jej nieodzowność. Medytacja to stan regeneracyjny, otwierający horyzonty i przesuwający granice. Medytacja jest potrzebna do zachowania pełnej funkcjonalności naszego ciała eterycznego, które jest matrycą, głównym konstruktem naszego organizmu- podstawą naszej egzystencji. Jeśli energia swobodnie w nim cyrkuluje- jesteśmy zdrowi, spokojni, zharmonizowani i szczęśliwi- oraz posiadamy wszystkie kreacyjne przymioty.  Możemy tworzyć naszą rzeczywistość.
Gdy obieg energii- bądź jej zasoby w ciele eterycznym są niekompletne- chorujemy, cierpimy, przestajemy być wydolni życiowo. Medytacja przywraca równowagę we wszystkich aspektach, które wymieniłam. Ja nie byłabym w stanie bez medytacji żyć. Zachęcam zatem do obejrzenia krótkiego filmu o roli medytacji- będącego równocześnie podręcznikiem. Dowiecie się Państwo z niego JAK ZACZĄĆ, JAKI JEST CEL MEDYTACJI- I JAKIE SĄ JEJ SKUTKI. Serdecznie zapraszam. Poniżej- między innymi- fragment filmu „Spiritual Reality” w tłumaczeniu Wojtka Luciejewskiego, któremu pozostaję nieustająco wdzięczna, że zadaje sobie trud dzielenia ważnych informacji za sprawą tłumaczeń.

Share

John Hutchison effect – EFEKT HUTCHISONA

Share
źródło-domena publiczna-google

Kanadyjczyk, John Hutchison, jest wynalazcą, który pracuje nad polem energii punktu zerowego. W sieci można znaleźć mnóstwo filmów z doświadczeniami Hutchisona- jest entuzjastą i kontynuatorem badań Nikoli Tesli, a wyniki jego eksperymentów są tak samo niesamowite jak twierdzenia „czarownika z Long Island”. Lewitacja ciężkich obiektów, łączenie się i rozdzielanie przedmiotów wykonanych z drewna lub metalu, niewyjaśnione nagrzewanie się metali bez źródła ciepła, spontaniczne pękanie przedmiotów z metalu i ich znikanie. To wszystko udało się Hutchisonowi, który zafascynowany dorobkiem Tesli, powtórzył wszystkie jego doświadczenia prowadzone tuż przed śmiercią.
W kręgu zainteresowań Hutchisona leżały przede wszystkim cewki Tesli, oraz aparatura do generowania silnego pola elektromagnetycznego.
Jak to się zaczęło…? Któregoś dnia, podczas jednego z eksperymentów, uderzył Johna w ramię niewielki kawałek metalu, który John odłożył spokojnie na miejsce… Jednak metal ponownie poszybował w kierunku Johna. To był początek. Obecnie John Hutchison uważa się za kontynuatora wielkiego Nikoli Tesli.
Hutchison odkrył, że jego aparatura (cewki Tesli, generatory etc.) wytworzyła szczególne pole elektromagnetyczne, które zniwelowało grawitację na pewnym obszarze w określonym czasie. Doszedł więc do wniosku, że chodzi tu o konkretną częstotliwość, która wydaje się oddziaływać z grawitacją i stanowić dla niej przeciwwagę. John Hutchison  rozpoczął serię eksperymentów: ciężkie kawałki metalu unosiły się w powietrzu, klucze francuskie uderzały z łomotem o sufit, a metalowe sztaby kruszyły się w zadziwiający sposób. To wszystko zdarzyło się w 1979 r. w domu geniusza (którego niedowiarki nazywają… szaleńcem).
Hutchison zaprezentował swoje odkrycia sąsiadom z tego samego budynku- jednym z nich był Mark Murphy z Canadian Pacific Air. Obaj panowie w szoku obserwowali latające obiekty i wyginający się metal. Wtedy też po raz pierwszy John zaobserwował inne bardzo dziwne efekty działania swojej maszynerii. W szkle wystawionym na jej działanie pojawiały się otwory, metal i guma łączyły się w jedno, aluminium ulegało sproszkowaniu, a chromowanie odpadało z sykiem od powierzchni nią pokrytej.
Wszystkie te obserwacje dokonane zostały podczas pracy maszyny z poborem mocy w granicach 75–4000 W i napięciu 110 V. Efekty oddziaływania maszynerii nie ograniczały się wyłącznie do laboratorium- lewitacje obiektów i wibracje metalowych przedmiotów dawało się zaobserwować w całym budynku.
W 1980 r. naukowiec, dr Mel Winfield spędza w laboratorium Hutchisona wiele dni. Robi notatki i zdjęcia. Po kilku latach publikuje swoje wspomnienia z eksperymentów w książce „The Science of Actuality”. Winfield potwierdza odkrycia Johna i dokładnie opisuje lewitację przedmiotów oraz zmianę stanu ich skupienia.
W 1982 roku naukowca odwiedzają inżynierowie IBM (między innymi Brian Borrodale) oraz przedstawiciele San Diego Laser Group, Hipotronics, Washington State Group. Wszyscy wykazują zainteresowanie wynalazkiem Johna. Alex Pezarro, przyjaciel, spotyka się z urzędnikami federalnymi w Waszyngtonie i uzyskuje obietnicę wsparcia ze strony rządu amerykańskiego. Hutchison przenosi się do północnego Vancouver.
W 1983 r. następuje przełom. Do Hutchisona zgłasza się wojskowa jednostka naukowo-badawcza Los Alamos National Laboratories i wspólnie z wynalazcą podejmuje się przeprowadzenia serii eksperymentów. Efekty są szokujące, przedmioty lewitują, woda w kranach się pieni, a w laboratorium pojawia się dziwna mgła i utrzymuje do końca badań. Ekipa z Los Alamos rejestruje przebieg doświadczeń- i gwałtownie znik z laboratorium Johna zabierając materiały. Więcej się nie pojawia. Niedługo potem, John dostaje pierwsze anonimowe listy z pogróżkami, a próby uzyskania dofinansowania na badania są blokowane.
Naukowiec urządza kolejną prezentację, dla przedstawiciela koncernu McDonnell Douglas. Zaraz potem w laboratorium Hutchisona pojawiają się naukowcy z NASA (Dennis Edmonson) oraz kolejna ekipa telewizyjna CKVU T.V., której udało się nagrać niesamowite zjawiska.

W 1986 r. Hutchison nawiązuje kontakt z Instytutem Maxa Plancka, który poddaje ekspertyzie stopione podczas doświadczeń kawałki metalu. W ich strukturze stwierdzono niezwykle gwałtowne zmiany na poziomie molekularnym. Z finansową pomocą natychmiast pojawia się Boeing, który ofiarowuje Hutchisonowi 80 000 USD na dalsze badania. W 1989 r. John pakuje swoje laboratorium planując przeprowadzkę do Niemiec- do Instytutu Maxa Plancka. Tuż przed odlotem sprzęt zostaje zatrzymany przez nieokreślone służby i wysłany w nieznane miejsce. John nie odzyskał go już nigdy. Oficjalny powód przejęcia sprzętu? „Stanowi zagrożenie dla otoczenia, a część podzespołów pozostaje w posiadaniu Johna Hutchisona nielegalnie.”
Od tego czasu przez kilka następnych lat John nie jest w stanie prowadzić dalszych badań- kompletuje za to nowy zestaw urządzeń (wiele z nich to oprzyrządowanie ze statków wojennych). Wokół doświadczeń Hutchisona pojawia się wiele dezinformacji i czarnego PR-u. Sława Johna Hutchisona blednie, gdy pojawiają się pierwsze zarzuty o fabrykowanie dowodów i rozsiewanie absurdalnych teorii spiskowych.

Obecnie John Hutchison mieszka z żoną w minivanie wypełnionym po brzegi pozostałościami z laboratorium. Sponsorowany przez niemieckich naukowców, jeździ po USA, uciekając przed agendami rządowymi (lub demonami własnego umysłu) i wciąż prowadzi dalsze prace nad antygrawitacją. Szukajcie w sieci. Znajdziecie wiele fantastycznych filmów. Jednak sam John- nauczony doświadczeniami z agendami rządowymi chowa się teraz z wynikami swoich prac i nie ulega naciskom. Dlatego nieustannie podlega czarnemu PR. Na szczęście nie przejmuje się tym sam John Hutchison i pasjonaci jego prac, z wypiekami na policzkach śledzącymi jego osiągnięcia i czytającymi jego blog. Ja wierzę, że tacy ludzie zmienią niedługo oblicze świata. Trzymam kciuki za Johna Hutchisona!

http://johnkhutchison.blogspot.com/

Share

Dr Michael Newton i jego fundamentalne badania na temat duszy ludzkiej

Share

W ostatnich dniach dużo myślę o drodze Duszy Ludzkiej… O jej roli, ścieżce, doświadczeniu, o sensie naszego istnienia… Zbyt mało o tym myślimy na co dzień- a tak naprawdę- powinniśmy się na tym skupić.
Ci, którzy akceptują paradygmat reinkarnacji, bez problemu wejdą w naturalny związek z pracą hipnoterapeuty klinicznego- dra Michaela Newtona i jej fascynującymi efektami. Dokumentację kilkunastu lat pracy dr Newton spisał w kilku książkach, których lekturę polecam z całego serca- zwłaszcza z pierwszą- o tytule „WĘDRÓWKA DUSZ”.

Autor, który ma także doktorat z doradztwa personalnego, oraz jest członkiem Amerykańskiego Towarzystwa Psychologii, opracował metodę cofania swoich pacjentów podczas sesji hipnozy nie tylko do wspomnień z poprzednich wcieleń- odkrył, że można oczyma pacjenta wejrzeć także w świat ducha, czyli okres, który dusza spędza pomiędzy swoimi wcieleniami.
Dr Michael Newton deklaruje, że jest z natury sceptykiem. W „WĘDRÓWCE DUSZ” opisał swoją pracę 29-oma pacjentami, którym podczas hipnozy zadawał niesugestywne pytania dotyczące życia pomiędzy wcieleniami. Pacjenci mieli różne poglądy religijne, wyznawali przeróżne paradygmaty i filozofie- jednak- co zdumiewające z wielu powodów- wszyscy byli spójni. Michael Newton napisał sam: „Badania posuwały się niezwykle powoli, ale w miarę, jak rosła ilość rozpatrzonych przeze mnie przypadków, uzyskałem w końcu dostatecznie dokładny obraz świata wiecznego, w którym żyją nasze dusze. Odkryłem, że myśli o świecie duchowym dotyczą prawd uniwersalnych wśród dusz ludzi żyjących na Ziemi. To właśnie spostrzeżenia tak wielu rozmaitych ludzi przekonały mnie, że ich twierdzenia są wiarygodne. Nie jestem osobą religijną, ale odkryłem, że w miejscu, gdzie udajemy się po śmierci, panuje ład i porządek i uświadomiłem sobie, że istnieje wspaniale skonstruowany plan życia oraz życia po śmierci.[..] Mówiąc szczerze, zaczynałem swoje badania jako ateista. Nie wierzyłem w Boga. Nie wierzyłem w istnienie niczego po śmierci, z wyjątkiem ostatecznej nieświadomości. Moi klienci w pewien sposób wciągnęli mnie w to wszystko „krzyczącego i kopiącego”- co z resztą zabrało całe lata pracy z nimi. Zbieżność ich relacji wraz ze świadomością tego co robię w mojej pracy z hipnozą, kontynuowanie jej oraz jednoczesne prowadzenie własnych badań, ostatecznie doprowadziło mnie do punktu, w którym mogę dziś śmiało powiedzieć, że wierzę w moc wyższą ode mnie– w źródło wszelkiego życia oraz inteligencji. Sednem całej tej koncepcji reinkarnacji jest zmierzanie do osiągnięcia stanu doskonałości. Do ponownego połączenia się z tym źródłem, z którego pochodzimy.”
Zachęcam Państwa do wysłuchania mini-prezentacji badań dra Michaela Newtona- oraz do przeczytania choćby pierwszej z jego książek. Można ją znaleźć w sieci- a gdyby ktoś miał problem- proszę napisać do mnie mail.

Wierzcie mi- po zapoznaniu się z tym materiałem- a zwłaszcza z książką- po prostu przestaniecie się bać śmierci, umierania, odchodzenia najbliższych. Warto.

Share